Zabieg prostowania przegrody nosowej – fakty i mity

Na moim blogu więk­szość wpisów jest na temat Linuksa czy też tema­tów „około­kom­pu­te­ro­wych”, dzisiaj zdecy­do­wa­łem się jednak napi­sać o czymś zupeł­nie innym. W końcu mottem bloga jest również „o wszyst­kim co się nawinie”.

W Inter­ne­cie znaleźć można kupę bzdur na temat zabiegu prosto­wa­nia prze­grody noso­wej: stra­sze­nie o wiel­kim bólu, wale­niu młotem w nos, łama­niem „na żywca”, bez znie­czu­le­nia, kału­żach krwi, tygo­dniach w szpi­talu itd. Na forach inter­ne­to­wych jest tego aż nadto.

Sam prze­sze­dłem ten zabieg kilka dni temu. Jest to temat trochę osobi­sty, ale myślę, że warto niektó­rych „uświa­do­mić”. Posta­ram się opisać jak to wygląda z możli­wie najwięk­szą ilością szczegółów.

Wpis ten dedy­kuję wszyst­kim tym, którzy muszą iść na zabieg, ale nie idą – bo się boją :)

Rozpo­zna­nie

Prze­groda nosowa skrzy­wia się najczę­ściej w wyniku urazu (bójki, „akro­ba­cje” po pija­nemu itd.) Nie jest to jednak regułą. Niektó­rym skrzy­wia się prze­groda podczas normal­nego wzro­stu (ale to rzadko). Moją przy­czyną pobytu (i reszty osob­ni­ków na oddziale) był oczy­wi­ście uraz sprzed kilku lat.

Po czym poznać, że z prze­grodą jest coś nie tak? Mimo, że mamy wizu­al­nie prosty nos ciągle mamy katar, czer­wone gardło, anginy co jakiś czas, chra­piemy :P Zwykły lekarz pierw­szego kontaktu jest już w stanie ocenić, że z prze­grodą jest coś nie tak. Jeżeli mu się nie chce sprawdzać/coś nas niepo­koi, bierzemy od niego skie­ro­wa­nie do laryn­go­loga żeby sie upewnić.

Laryn­go­log ocenia czy prze­groda jest na tyle skrzy­wiona, że nadaje się do zabiegu, czy lepiej to zosta­wić. Obec­nie nie czeka się z zabie­giem aż ktoś prze­sta­nie rosnąć (do ok. 21 roku życia) – zabieg wyko­nuje się jak najprę­dzej. Od laryn­go­loga dosta­jemy skie­ro­wa­nie na zabieg. Jest on oczy­wi­ście w cało­ści refun­do­wany. Czeka się ok. 1–2 miesięcy.

Przy­go­to­wa­nia

Aby nas wzięto na stół należy speł­nić kilka kryteriów:

  1. Musimy być zaszcze­pieni prze­ciwko żółtaczce typu B (WZW B), a przy­naj­mniej po 2 dawkach (druga dawka po miesiącu od pierw­szej, koszt 1 dawki to ok. 40 zł).
  2. Należy mieć wyle­czone zęby (tu chodzi raczej o jakieś wiel­kie ubytki, stany zapalne).
  3. Nie możemy być chorzy, czyli żadnej grypy itd.
  4. Jeżeli leczymy się na jakąś prze­wle­kłą chorobę, to pole­cam u leka­rza prowa­dzą­cego nasze lecze­nie zała­twić zaświad­cze­nie na co się leczymy i jakie przyj­mu­jemy leki.
  5. Na kilka dni przed plano­wa­nym zabie­giem musimy wyko­nać kilka badań krwi. Są to (nie zawsze laryn­go­lo­dzy każą robić wszystkie):
    • grupa krwi,
    • morfo­lo­gia,
    • czas kaolinowo-kefalinowy (czyli po prostu czas krzep­nię­cia krwi),
    • glukoza,
    • poziom sodu i potasu.

Dzień zabiegu

Takimi zabie­gami zajmują się szpi­tale z oddzia­łami tzw. chirur­gii krót­ko­ter­mi­no­wej. Ja byłem w Miko­ło­wie (opero­wał dr otola­ryn­go­log Wojciech Ścier­ski – ma opinię świet­nego fachowca). Opiszę jak to tam wyglą­dało. Gdzie indziej pewno jest podobnie.

W dzień zabiegu wolno jeść tylko do godz. 8:00 jakieś „lekkie” śnia­da­nie. W szpi­talu stawiamy się o 11:00 rano z wyni­kami badań, skie­ro­wa­niem i kartą chipową.
Pielę­gniarka spisuje nasze dane, prze­pro­wa­dza tzw. wywiad epide­mio­lo­giczny (na co choro­wa­li­śmy, czy mamy tatu­aże, czy i kiedy mieli­śmy jakieś zabiegi opera­cyjne, czy mamy jakieś nałogi).
Zosta­jemy zapro­wa­dzeni do sali, prze­bie­ramy się w swoje piżamy :)
Ok. 12:00 pielę­gniarka zakłada nam wenflon (nie bać się, nie boli, tylko trochę prze­szka­dza).
Ok. 12:30 rozmowa z aneste­zjo­lo­giem. Jeste­śmy pytani o wzrost, wagę, skłon­ność do dener­wo­wa­nia się, przyj­mo­wane leki. Na tej podsta­wie aneste­zjo­log ustala rodzaj i dawkę środ­ków znie­czu­la­ją­cych. Obec­nie nie stosuje się raczej znie­czu­le­nia ogól­nego (duże obcią­że­nie dla orga­ni­zmu), a coś w rodzaju „półsnu” plus do tego znie­czu­le­nie miej­scowe.
Ok. 13:00 rozmowa z laryn­go­lo­giem. Mamy tłuma­czone jak mniej więcej będzie wyglą­dał zabieg.
Dosta­jemy do prze­bra­nia „górę” od piżamy (taka fajna sznu­ro­wana :P ), „dół” ze swojej możemy zosta­wić (czyli mitem jest, że biega się z „gołym tyłkiem”).
Bierzemy w tabletce „głupiego jasia”. Nie można wsta­wać z łóżka, bo nas może nagle „ściąć”. Na różnych ludzi działa różnie. Jeden koleś zasnął, drugi się w sufit tylko patrzył. Ja miałem efekt podobny do wypi­cia ok. 3 piw (czyli ogólne rozluź­nie­nie :) ). Ważne, że pozby­wamy się nerwów.
Należy pamię­tać o tym, że współ­cze­sna medy­cyna nie daje pacjen­towi za dużo cier­pieć. Na każdym kroku dosta­jemy środki prze­ciw­bó­lowe.
Ok. 14:00 prze­wożą nas na salę opera­cyjną. Zabieg prze­biega nie na stole, a na takim fotelu z podpar­ciem na głowę. Przy­le­piają czuj­niki pracy serca, lewą rękę przy­pi­nają nam do ciśnie­nio­mie­rza, prawą przy­wią­zują pasem. Potem dopiero się dowie­dzia­łem, że chodzi o to, żeby czasem krzywdy nie zrobić leka­rzowi :) Dosta­jemy przez wenflon „półu­sy­piacz”. W czasie gdy zaczyna dzia­łać dosta­jemy znie­czu­le­nie miej­scowe w nos (ukłu­cie trochę czuć). Następ­nie wpychają nam opatrunki do nosa, a dalej to nie wiem, bo film się „urywa”. Tracimy kontakt z tym co się dzieje na sali. Czasem mamy wraże­nie, że nam się śni sala opera­cyjna :P Jednym słowem jeste­śmy bardziej naćpani niż ci na dwor­cach (oni przy­naj­mniej wiedzą mniej więcej gdzie są :) ). Zabieg trwa 30–40 min.
Docho­dzimy do siebie już na sali. Nos mamy usztyw­niony opatrun­kami. W ustach posmak krwi :) Po jakimś czasie znie­czu­le­nie prze­staje dzia­łać i dosta­jemy od razu Keto­nal przez wenflon (bardzo silny środek prze­ciw­bó­lowy).
Ok. 23:00 dosta­jemy środek nasenny (zazwy­czaj domię­śniowo :) ). Trudno jest zasnąć, gdyż niewy­god­nie oddy­cha się przez usta.

Dzień po zabiegu

O godz. 6:00 pobudka – pomiar tempe­ra­tury ciała.
7:00 oglę­dziny laryn­go­loga. Pyta się co kogo boli. Jednego kole­sia bolały zęby, mnie trochę ucho, kogoś tam ogól­nie głowa. Nie są to bóle mocne, po prostu mamy całe zatoki w środku poza­py­chane.
Pomię­dzy godz. 8:00 a 9:00 wypisy do domu. Rozpo­zna­nie choroby ma fajną nazwę po łaci­nie: devia­tio septi nasi. Na deser dosta­jemy receptę na maść do nosa i anty­bio­tyk. Dosta­jemy zwolnienie/L4.
Całko­wity czas pobytu w szpi­talu to ok. 22 godziny.

Bezsenna noc w domu. Jeżeli ktoś umiał spać przez dłużej niż 2 godz. to gratuluję :)

2 dni po zabiegu

W godz. popo­łu­dnio­wych zgła­szamy się do laryn­go­loga w celu usunię­cia opatrun­ków. Jest to nie tyle bole­sna, co dosyć nieprzy­jemna sprawa. Sami zdzi­wi­cie się ile można w nosie „upchać” czegoś w rodzaju sznu­ró­wek. Przez chwilę możemy swobod­nie oddy­chać zanim nie zacznie lecieć krew.
Smaru­jemy maściami (a raczej wcią­gamy). Bierzemy anty­bio­tyki – trochę słabo się po nich można czuć.

Następne kilka dni…

Nie wycho­dzimy nigdzie przez kilka dni aż się trochę zale­czy.
Chodzimy do laryn­go­loga 2–3 razy w celu wycią­ga­nia zakrze­pów (niebo­le­sne tylko nieprzy­jemne).
Cieszymy się z korzy­sta­nia z płuc w pełnym zakre­sie :)
Musi­cie mi uwie­rzyć, że WARTO BYŁO!
Kształt nosa raczej nie zmie­nia się (od tego są opera­cje plastyczne, ale za nie już trzeba słono płacić: 2–3 tys. zł), polep­sza się tylko droż­ność nosa.

Trochę was teraz postra­szę. Nie są to moje wymy­sły, a tylko to co mi powie­dział laryn­go­log: Młodzi ludzie z krzy­wymi prze­gro­dami „doła­pują” powie­trze ustami, czyli nic im się nie dzieje. Jednak ludzie starsi o tym zapo­mi­nają, przez co serce zaczyna szyb­ciej bić. W skraj­nych sytu­acjach nastę­puje prze­rost lewej komory serca (mięsień obcią­żony wysił­kiem powięk­sza się). Może to dopro­wa­dzić do zawału serca… lecz tak jak mówię – w skraj­nych sytuacjach.

Mam nadzieję, że wyja­śni­łem na czym to polega, a niezde­cy­do­wa­nych — zdecydowałem :)

Pamię­taj­cie: NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ.

P.S.: Komen­ta­rzy jest tyle, że zaczęły żyć własnym życiem i nie jestem w stanie nad nimi zapa­no­wać. Czytaj­cie na własną odpowiedzialność.

Podobne wpisy:

  1. Auto­ma­tyczne monto­wa­nie party­cji NTFS przy star­cie systemu
  2. Ubuntu i znika­jące “Wyłącz kompu­ter” i “Uruchom ponownie”
  3. Śpie­chu goes Hyper Threading
  4. Złamaną rękę mieć…

573 Comments

  • Magda
    25 września 2015 - 21:25 | Permalink

    Witam, jestem 3 dni po zabiegu opera­cji. Nie będę opisy­wać dokład­nie co się działo w szpi­talu bo jak czytam posty wyżej to widać, że wszystko zależy od szpi­tala. Ja byłam tam trochę dłużej gdyż kiep­sko znoszę znie­czu­le­nie a mój brzuch total­nie nie trawi krwi, przez co mocno się odwod­ni­lam zwra­ca­jąc wszystko co w sobie miałam.
    Co do bólu bo więk­szość szuka odpo­wie­dzi na to pyta­nie to opera­cja pod całko­wi­tym znie­czu­le­niem, od razu po dawane były dożyl­nie leki prze­ciw­bó­lowe, które u mnie dzia­łały ponad 24h. Na drugi dzień wycią­gnie tampo­now z nosa, total­nie bez bólu, ale dziwne uczu­cie, mnie zabo­lało odty­ka­nie nosa,ale przez sekundę. Na drugi dzień znów odssy­anie nosa (zosta­łam w szpi­talu jak juz wspo­mnia­łam przez wymioty) potem zatkany nos, ciągle się z niego leje. Wystar­czyła jednak noc, która dla mnie trwała ponad 12h, odra­bia­lam wszyst­kie te nieprze­rwane w szpi­talu i nos zatkany stru­pami, które nawet po kroplach,wodzie morskiej niechce puścić ale podobno tak już jest. Wizyta kontro­lna za 3 dni, ścią­gnię­cie płytek za tydzień i tego chyba obawiam się najbar­dziej.… Aha póki co jest anty­bio­tyk, jako że mam ciało obce w ciele, tabletki na grzyba żeby nic się nie poro­biło i lęk prze­ciw­bó­lowy w saszet­kach bardzo dobry. Jeśli chodzi o nos teraz nie odczu­wam jakie­goś bólu, bardziej mam problem z zębami, dretwieja i bolą przez co jedze­nie to ciężka prze­prawa.
    Pozdra­wiam
    Zoba­czymy za 2 tyg czy warto było :)

  • ola
    11 października 2015 - 00:05 | Permalink

    Czy ktos mial juz usuwane plytki..??pbardxo sie tego boje po tych tortu­rach. A to juz za dwa dni.….

  • 16 października 2015 - 20:31 | Permalink

    magda; jestem ciekawa jak tam u Ciebie? Jak się czujesz? I co najważ­niej­sze jak tam drożność?

  • aneta
    20 października 2015 - 19:21 | Permalink

    Ja miałam zabieg 16.10.2015 czyli 4 dni temu,wspominam strasz­nie ale juz po,jednak nie to jest najwazniejsze.zaintrygowało mnie to ‚ze niektó­rzy pisza o płyt­kach w nosie po zabiegu,ja chyba takich nie mam,Z tego co widzia­łam to z mojego kawalka wcze­sniej usunie­tej przegrody(chrząstki) ‚leka­rza cos tam powy­ci­nał i przy­szył mi ja z powrotem.boje sie ze jak nie mam płytek to prze­groda może mi sie znów skrzy­wic albo np odpaśc ta częśc która zostala ponow­nie przy­szyta jak np mocniej wydmu­cham nos ‚a nie chcia­ła­bym ponow­nego zabiegu.poza tym ja miałam zabieg w piątek a wyszłam w niedziele i w niedzile wyjęli mi juz tampo­nade, niektó­rzy pisali że tampo­nade mieli dłużej.Te wszyst­kie rozbie­zno­sci troche mnie martwia bo nie chcia­ła­bym prze­cho­dzic tego jesz­cze raz.

  • Kamil
    21 października 2015 - 20:15 | Permalink

    Miałem zabieg w pt 16.10. Diagnoza wstępna to oczy­wi­scie skrzy­wiona prze­groda, ale w trak­cie okazało się też, że jest prze­rost małżo­winy. Sam zabieg poza stre­sem zwią­za­nym z pierw­szym w życiu poby­tem w szpi­talu itp prze­biegł dobrze, parę godzin po również dopóki nie puściły prze­ciw­bó­lowe. Noc jak więk­szość pisze nieprze­spana.
    Co najdziw­niej­sze nie spotka­łem się tutaj z komen­ta­rzem chyba, gdzie ktoś opisy­wałby ból gardła po intu­ba­cji w czasie zabiegu.. Chyba, że mi to tak nieumie­jęt­nie robili.. Mi to chyba najbar­dziej nie dawało spać, a nie tampony w nosie. W sobote wycią­ga­nie tampo­nady — faktycz­nie nie boli tylko ma się wraże­nie jak ciągnie to przez cały nos, że mózg za chwile też wyjdzie.. Później krwo­tok z obu dziu­rek jak fontanna.. W jedną musieli wsadzić jakieś tampony samo­roz­pusz­czalne, druga prze­stała po godzi­nie więc do domu.. W domu rzecz jasna anty­bio­tyk, prze­ciw­bó­lowe — które jakoś nic nie usmie­rzały bólu — sól fizjo­lo­giczna, sól morska.. Ja jesz­cze zaapli­ko­wa­łem sobie płuka­nie FixSi­nem co było dośc pomocne, bo wszyst­kie skrzepy ładnie wyle­ciały. Pozo­sta­wał tylko ten niemi­ło­sierny ból gardła..
    Dziś jest środa, gardło dalej boli i w nocy jesz­cze bardziej bo coś w zato­kach chyba albo skądś innad spływa do gardła i siada na tym podraż­nie­niu.
    W piątek ide na wyję­cie płytek, które również czuć w nosie mimo płuka­nia i smaro­wa­nia. W jednej dziurce zrobiła mi się jakaś bula czy coś.
    Pyta­nie do tych co mieli wyjmo­wane płytki.. Czy jest możli­wość , żeby wtedy psik­neli jakimś znie­czu­la­ją­cym po nosie czy na żywca? Pytam też ze względu na to coś co mi się tam zrobiło.
    Powia­dają, że po wyję­ciu płytek będzie już tylko lepiej.. zoba­czymy.
    Pozdrawiam

  • Kamil
    23 października 2015 - 12:30 | Permalink

    Witam ponow­nie. Jestem po wyję­ciu płytek + tego co się tam poro­biło. Nie było tak tragicz­nie mimo, że płytki mi się dość mocno wrosły. Trochę się krwi polało ale już mogę oddy­chać normal­nie :) także faktycz­nie tydzień był ciężki Ale teraz już tylko lepiej.

  • imonfire
    22 listopada 2015 - 18:53 | Permalink

    Ja również jestem kilka dni po zabiegu. 4 dni w szpi­talu. Opera­cja bez narkozy, wszystko widzia­łem więc ciekawe doświad­cze­nie. Sama opera­cja trwała ok 40 min, efekty audio w postaci skro­ba­nia kości w cenie, czasami coś tam zabo­lało ale do wytrzy­ma­nia. Później tampo­nada, która jest najgor­szym etapem bo wysie­dzieć z tym paskudz­twem w nosie prawie 48h. Gdy dzia­łały środki prze­ciw­bó­lowe było ok, gdy pusz­czały to myśla­łem, że wyjdę z siebie. Wycią­ga­nie tampo­nów poszło szybko i spraw­nie i ból momen­tal­nie ustąpił.

  • Emil
    23 listopada 2015 - 23:42 | Permalink

    Witam

    Zabieg miałem 20 listo­pada 2015. Do szpi­tala musia­łem wsta­wić się dzień wcze­śniej.
    Szpi­tal CSK MSW Warszawa, wyko­ny­wał Mariusz Janiszewski.

    Trafi­łem tu przy­pad­kowo i czytam te komen­ta­rze i czytam… i taka refleksja..

    - szpi­tal szpi­ta­lowi nierówny,
    – lekarz leka­rzowi nierówny,
    – nos nosowi nierówny,
    – prze­groda prze­gro­dzie nierówna,

    Jedni piszą, że nie boli. Drudzy, że boli. Jedni, że trochę, drudzy, że bardziej. Czyn­ni­ków decy­du­ją­cych o tym jak to będzie wyglą­dało u nas jest zbyt dużo aby móc coś przewidzieć.

    • Jedyni wycho­dzą bardzo szybko ze szpi­tala (2 dni). Inni leżą dużo dłużej. (Ja wsta­wia­łem się w czwar­tek, w piątek zabieg, a w niedzielę wypis)
    • Jedni mają znie­czu­le­nie miej­scowe. Inni ogólne . (ja miałem ogólne)
    • U jednych zabieg trwa krócej, u innych dłużej. (wszystko zależy od prze­grody i małżo­win a długość zabiegu, jego skom­pli­ko­wa­nie itd. myślę, że ma wpływ na później­sze skutki bólowe i nie tylko) — nie wiem ile trwał mój zabieg, ale lekarz mówił, że trochę musiał mnie poła­mać, że trochę mnie pogru­cho­tał i po manew­ro­wał.
    • Jedni mają wypy­chany nos seto­nami (cienki bandaż długo­ści 1 metra, którego sukce­sywne wycią­ga­nie raczej nie jest przy­jemne). Inni mają tampo­nady (są śliskie, walco­wate, wyciąga się je za odcho­dzący od nich sznu­re­czek, trwa to sekundę na jedną dziurkę i jest prak­tycz­nie bezbo­le­sne) — ja miałem tampo­nady.
    • Jedni nie mają blaszek tylko same szwy. Inni mają płytki stabi­li­zu­jące plus szwy. (ja tych płytek mam obec­nie 4 ! plus szwy)
    • Dzień wyję­cia opatrunku się różni. Dzień wypi­sa­nia się różni. Także różnie to wygląda. Ja miałem zabieg w piątek rano. W sobotę rano wyjęli mi tampo­nady. A w niedzielę mnie wypi­sali jednak zało­żyli ponow­nie opatru­nek bo po odsy­sa­niu zaczą­łem krwa­wić. Dlatego włożyli „gąbkę”, która się w ciągu doby rozpusz­cza (zmniej­sza się do niewiel­kiej wiel­ko­ści i wypada), do tego podkle­ili mi nos. Z tym opatrun­kiem zosta­łem wypisany.

    Podsu­mo­wu­jąc…
    To ile będzie trwał zabieg i jakie będzie miał on konse­kwen­cje zależy od tego jak dużo trzeba w nosie zrobić (u każdego sytu­acja wygląda nieco inaczej) oraz jakim fachow­cem jest lekarz (czasami bywają zabiegi nieudane).
    To jaki będziemy mieli zało­żony opatru­nek zależy od oddziału i metod tam stoso­wa­nych.
    Ponadto widzę, że cały prze­bieg tego „procesu” (zabieg, znie­czu­le­nie, opatrunki, wypisy) różnie wygląda w różnych szpi­ta­lach.
    No i ten ból… z pewno­ścią każdy z nas ma inną tole­ran­cję na dany ból. U każdego również inaczej będzie wyglą­dała inge­ren­cja w nos co uważam, że również prze­kłada się na później­sze męki. (Niektó­rzy mają zakła­dane tylko szwy, a ja na przy­kład mam oprócz tego 4 płytki — a to chyba robi różnicę).

    U mnie po zabiegu..
    Napie­przała głowa, napie­przał nos, schły usta, gorącz­ko­wa­łem (normalna sprawa przez obce ciała w orga­ni­zmie).. i w sumie jestem 3/4 dzień po zabiegu i wciąż się męczę. Lecę na tablet­kach prze­ciw­bó­lo­wych bo bez tego nie da się normal­nie funk­cjo­no­wać. Nie wydaje mi się abym był jakiś mocno wraż­liwy na ból. Jednak skoro lekarz trochę „pogru­cho­tał” mój nos… co w efek­cie wygląda tak jakby ktoś mnie nieźle pobił to nie dziwię się, że to odczu­wam.. Trzeba się jednak przez te kilka dni prze­mę­czyć. Zapa­mię­tajmy, że jest to kilka/kilkanaście dni DLA KILKUDZIESIĘCIU LAT NIEPORÓWNYWALNEJ SWOBODYFUNKCJONOWANIU. Mimo, że jestem jesz­cze bez efek­tów, a za 6 dni będę miał ścią­gane płytki jestem dobrej myśli i wierzę, że będzie bardzo pozy­tyw­nie. Lekarz utwier­dził, że wszystko poszło dobrze, a skrzy­wie­nie miałem bardzo wyraźne. Zresztą w momen­tach jak np. po odsy­sa­niu kiedy przez chwilę mogłem normal­nie oddy­chać obiema dziur­kami czułem nieba­ga­telną różnicę. Teraz trzeba czekać aż się wszystko wygoi i tyle.

    Ci którzy się zasta­na­wiają… nawet jeśli będzie nieprzy­jem­nie, nawet jeśli będzie bolało.. itd. to warto — jeśli nikt nam tego nie spar­toli. A warto… bo ja mam obec­nie 22 lata. I to jest para­doks życia, że nawet nie wiedzia­łem jak to jest normal­nie oddy­chać przez 22 lata… a przede mną mam nadzieję, że jesz­cze kilka­dzie­siąt szczę­śli­wych także z pewno­ścią warto.
    Poza tym… skrzy­wiona prze­groda to są codzienne dole­gli­wo­ści… z zato­kami, kata­rem, aler­giami, chra­pa­niem, spły­wa­jącą wydzie­liną po gardle, oddy­cha­niem, złym dotle­nie­niem orga­ni­zmu… itd. To z tym warto się męczyć x lat, a nie warto prze­mę­czyć się kilka/kilkanaście dni odby­wa­jąc zabieg i mieć już święty spokój? Odpo­wiedz­cie sobie sami..
    Ja w inter­ne­cie przed zabie­giem nie czyta­łem NIC. Jedy­nie kolega mi opowie­dział jak to wygląda bo miał taki zabieg. Lekarz podczas rozmowy również pytał czy chce coś wiedzieć.. ale nie czułem potrzeby by się w to zbyt­nio zgłę­biać. Krótka piłka. Do zabiegu nic się właści­wie nie dzieje, jest to tylko przy­go­to­wa­nie. A po zabiegu z czym się spotka­cie to z tym się spotka­cie w zależ­no­ści od swojej wady, leka­rza, szpi­tala itd.
    Osobi­ście prak­tycz­nie w ogóle się nie stre­so­wa­łem. Sam się na to zdecy­do­wa­łem. Wiedzia­łem, że robię to dla siebie.

    Wyszedł elabo­rat ale… może ktoś prze­czyta, może ktoś coś z tego wyniesie :)

    Dzię­kuję i pozdrawiam :)

  • 30 listopada 2015 - 20:11 | Permalink

    emil pisz jak się czujesz czy już ok

  • goś
    30 listopada 2015 - 22:48 | Permalink

    Życzę wszyst­kim powrotu do zdro­wia i żeby się powtór­nie prze­groda nie skrzy­nia. Ja miałam zabieg ponad 15 lat temu i niestety prze­groda znów jest do operacji,prawdopodobnie dlatego że nie miałam tych płytek,stelaży czy usztyw­nia­czy. Teraz boję się kolej­nego zabiegu a męczę się okropnie:(

  • Marcin
    1 grudnia 2015 - 10:34 | Permalink

    Dorzucę moją krótką historię:

    O tym, że mam krzywą prze­grodę dowie­dzia­łem się wiosną (wiek 31l.) dość przy­pad­kowo (do laryn­go­loga trafi­łem w „innym tema­cie”). Termin zabiegu ze znie­czu­le­niem miej­sco­wym — 25 listo­pada (środa), jak się jednak okazało, odbył się dzień później, gdyż za późno przy­szły wyniki bada­nia krwi, które po przy­ję­ciu mi trza­snęli.
    Sam zabieg — dość abstrak­cyjne prze­ży­cie. Robią dużo różnych rzeczy w tym nosie, a komplet­nie nic się nie czuje. Więk­szość czasu przy­po­mi­nało to bardziej wizytę u denty­sty — jeździli mi tam wewnątrz jakimś urzą­dze­niem szlifierko-podobnym (albo tylko mi się tak wyda­wało). Dwukrot­nie postu­kali trochę dłut­kiem, trochę szczyp­czy­kami powy­ry­wali kawał­ków chrząstki. Krwi sporo, ale osta­tecz­nie nawet tych płytek mi nie wsta­wili, jedy­nie szwy (samo­roz­pusz­czalne zresztą). Chwilę przed włoże­niem opatrun­ków kilka odde­chów „nowym nosem” i od razu myśl — wow, warto!
    30 godzin po wypcha­niu nosa dość uciąż­liwe. Trochę sucho w gardle, w nocy wielo­krotne wybu­dza­nie się, prze­cie­ka­jące lekko opatrunki, no nieprzy­jem­nie raczej. Nato­miast bólu jako takiego właści­wie nie doświad­czy­łem.
    Po połu­dniu dnia następ­nego wyję­cie „sznur­ków” z nosa, a kolej­nego dnia — wypis do domu (łączny czas w szpi­talu 72 godziny). Teraz 2 tygo­dnie zwol­nie­nia, a czuję się, jakbym jutro równie dobrze mógł iść do pracy. Z zewnątrz komplet­nie nie widać, że coś było robione, w środku lekki obrzęk i trochę zapchany nos, a i tak oddy­cha się lepiej, niż wcze­śniej przy „czystym”. Dla takiego komfortu mógł­bym mieć robiony zabieg choćby i co miesiąc.

    Gene­ral­nie pole­cam. Dobrze też nie brać do głowy i się niepo­trzeb­nie nega­tyw­nie nie nakrę­cać. Jak już ktoś wcze­śniej napi­sał — zabieg zabie­gowi i prze­groda prze­gro­dzie nierówna. Może być gorzej, może być lepiej, ale dla poten­cjal­nego efektu tak czy inaczej imo warto się tego podjąć.

  • Rik
    19 grudnia 2015 - 10:35 | Permalink

    Ja miałem robiona prze­grodę nosową w ponie­dzia­łek a w środę wypis do domu,jestem w tej chwili 5 dni po opera­cji i mam zapchany nos jak cholera,spać się nie da,mam zamiar wziąć krople do nosa żeby go trochę odetkać ale nie wiem czy mogę

  • Iwona
    20 grudnia 2015 - 19:06 | Permalink

    Mam 40 lat. 16 grud­nia miałam 3 godzinna opera­cje rozle­głą nosa…full service jak to mówię. Obustronne otwar­cie wielu zatok nosa i kobla­cja malzo­win noso­wych dolnych i korekta prze­grody i usuwa­nie poli­pow. Zniczu­le­nie ogolne. Po 4 godz ok.20 wymioty..pozbycie sie krwi z zoladka. Bol glowy. Usunie­cie tampo­nów na dzień następny rano.…full krwi z nosa i gardła. Po połu­dniu do domu. Ból głowy.i nosa .i gornej szczęki i podnie­bie­nia .wycieki krwi z nosa i gardła. ..Dziś niedziela. .ból głowy, przed­nich zebow i podnie­bie­nia. ..ból nosa…jezu i te płytki.. dojrza­łam je. 22go usunię­cie ich mnie czeka…a tu też strupy nie chcące się oderwać choć nawil­zane. Juz sie boje. Jak się schy­lam trochę krwi z nosa poleci. Zapa­chów i smaku nie czuje.…tylko słony, słodki, ostry…a tu święta za pasem. Trafi­łam na dobrego leka­rza który wiedział co jest grane. 30 lat w męczar­niach. ..bo wszy­scy mówili że to aler­gia. Mam nadzieję że warto tak cierpieć. …

  • mario
    21 grudnia 2015 - 11:28 | Permalink

    Ja miałem opera­cję prze­grody 16 grud­nia. Dwa dni po tym wyję­cie tampo­nów. Teraz wracam do zdro­wia w domu. Najgor­sze z tego wszyst­kiego są dwa dni a szcze­gól­nie noce z wypcha­nym nosem. Na oddziale mówili że ludzie mdleją przy wyjmo­wa­niu tampo­nów z nosa. Trochę byłem wystra­szony ale okazało się że nie jest to aż tak straszne. Gorsze było odsą­cze­nie krwi po wyję­ciu. Pierw­sze uczu­cie było fajne. Oddy­cha­łem głęboko i czułem ogromną różnicę w droż­no­ści nosa, ale niestety leci jesz­cze krew która zasy­cha tworząc paskudne strupy do tego skrzepy które na początku prawie zupeł­nie blokują prze­pływ powie­trza. Lekarz pole­cił mi oprócz maści i kropli bardzo fajny zestaw do płuka­nia nosa. Wszystko wyla­tuje i tworzy się na nowo lecz z każdym dniem jest coraz lepiej. Jest również lekki, ciągły ból głowy w okoli­cach zatok i skroni a do tego zupeł­nie stra­ci­łem węch. Mam nadzieję ze wróci. Jestem strasz­nie wraż­liwy. Mdleję przy pobie­ra­niu krwi i jeżeli ja to prze­ży­łem to niezde­cy­do­wa­nym niech to doda odwagi. Trzeba tylko znaleźć dobrego specja­li­stę i im wcze­śniej tym lepiej. Ja się decy­do­wa­łem 2 lata.

  • Iwona
    23 grudnia 2015 - 10:47 | Permalink

    Hej jestem chwile po wyję­ciu płytek. Czeka­jąc na wejście dosta­łam gorączki ze stra­chu bo się bardzo bałam , że będzie to wyrwane czy jak że znowu krew…A tu szok.…nieprzyjemne tylko było wycią­ga­nie szwów i skrze­pów i wysy­sa­nie resztek…samego wyję­cia płytek nic a nic sie nie czuje. Pierw­szy wdech…jak młody Bóg. ..wszystko się dobrze goi. Za tydzień znowu kontrola. Warto było.

  • Magda
    3 stycznia 2016 - 15:51 | Permalink

    Witam ponow­nie, nie pisa­łam nic wczen­siej bo chcia­łam odcze­kać dłuż­szy czas, gdyż kiep­sko się u mnie goił nos.
    Płytki wycią­gnęli mi wcze­śniej, a o dlatego że się skrzy­wiła jedna, także miałam je w nosie 7 dni dokład­nie. Wycią­ga­nie było zupeł­nie bezbo­le­sne, choć lekarz musiał „przy­pi­ło­wać” jedną gdyż sama nie chciała odkleić się od prze­grody… :) później było już lepiej, jednak nos powoli się goił. Ciągle robiły mi się strupy, aż się okazało że szwy się jesz­cze nie rozpu­ściły do końca i dopiero lekarz usunął mi je wraz z ze stru­pami. Jeśli chodzi o oddy­cha­nie to rewe­la­cja. Dla mnie proble­mem było chodze­nie pod wiatr, a teraz bajka :) Popra­wił mi się węch zdecy­do­wa­nie. Ma to swoje plusy i minusy :)
    Odno­śnie komen­ta­rzy powy­żej to bardzo często boli gardło po prze­bu­dze­niu z narkozy, oni nie cackają się z wycią­ga­nie rurki intu­ba­cyj­nej. Po wycię­ciu migdał­ków miałam uśmiech jak Joker tak mocno rozsze­rzyli mi usta i pół języka spuch­nie­tego.
    Teraz mamy styczeń minęły ponad 3 miesiące od opera­cji. Oddy­cha­nie jest na plus, ale często zatyka mi się nos, codzien­nie rano po prze­bu­dze­niu musze wydmu­chac nos choć wcze­śniej tak nie miałam. Znacz­nie częściej kicham i znacz­nie częściej boli mnie głowa…i to mnie niepo­koi. Praw­do­po­dob­nie udam się w ciągu miesiąca na wizytę do leka­rza który mnie opero­wał. Gdyż wczen­siej nie miałam problemu z ciaglymi infek­cjami tak jak więk­szość. Wypro­sto­wa­łam nos gdyż nie mogła normal­nie oddy­chać i jazda na rowe­rze to dla mnie był mega wysiłek.

  • Magda
    3 stycznia 2016 - 15:56 | Permalink

    Poza tym trzeba uważać na siebie po opera­cji, czujemy się świet­nie już na drugi dzień, a tu nic nam nie wolno… Jeść ciepłego, goto­wać, sprza­tac, schy­lac się, podno­sić, pić gorą­cego, żadnego wysiłku najmniej­szego, suszyć włosów suszarka…i to wszystko prawda. Po tyg od wyjścia ze szpi­tala, odku­rzy­lam miesz­ka­nie i zaraz dosta­łam gorączki, dzień później podsu­szy­lam lekko mokre włosy suszarka i myślam później, że sobie łeb urwę…tak bolał. Także 2 tyg leże­nia do góry brzuchem :)

  • Łukasz
    9 stycznia 2016 - 14:17 | Permalink

    Miałem robioną korektę prze­grody noso­wej w jednym z krakow­skich szpi­tali w ramach NFZ na którą czeka­łem 1,5 roku. Stan­dardu szpi­tal­nego nie będę komen­to­wał bo to oddzielny temat, zresztą każdy idzie tam zrobić co ma zrobić i wrócić szybko do domu. Na szczę­ście warunki na sali szpi­tal­nej zrekom­pen­so­wało podej­ście leka­rzy które mogę okre­ślić jako profe­sjo­nalne i życz­liwe dla pacjenta. Teraz kilka słów na temat samego zabiegu:

    1 dzień. Przy­ję­cie na oddział, gdzie z samego rana jest robiony komplet badań krwi, moczu. Następ­nie Pani pielę­gniarka prowa­dzi nas na sale poka­zuje łóżko na którym spędzamy resztę dnia w ocze­ki­wa­niu na opera­cję następ­nego dnia.
    2 dzień. O wyzna­czo­nej godzi­nie zosta­jemy proszeni na blok opera­cyjny gdzie kładziemy się na łóżku i dosta­jemy pod język dwie tabletki na uspo­ko­je­nie po których stres i strach odpły­wają. Następ­nie zastrzyk z narko­ty­kiem w pośla­dek po którym za kwadrans urywa nam się film. Ja miałem ciekawe prze­ży­cie ponie­waż mój zabieg trwał ponad godzinę i obudzi­łem się na stole opera­cyj­nym i słysza­łem rozmowy chirur­gów oraz dźwięk łama­nej chrząstki w nosie którego nigdy nie zapo­mnę, wraże­nie bezcenne. Nic nie było widać bo na twarz narzu­cona jest narzuta z okien­kiem na nos. Na szczę­ście nic nie boli bo do nosa zostało podane znie­czu­le­nie miej­scowe. Następ­nie wiozą nas na łóżku na salę gdzie wracamy do rzeczy­wi­sto­ści.
    Do następ­nego dnia odpo­czy­wamy w łóżku z tampo­nami w nosie.
    3 dzień. Z rana zosta­jemy popro­szeni do gabi­netu zabie­go­wego gdzie usuwają nam opatrunki — nie boli jakoś bardzo gdyż są śliskie na zewnątrz i łatwo wyska­kują z nosa. Zazwy­czaj niedługo po usunię­ciu opatrunku zosta­jemy wypi­sani do domu.
    Jestem obec­nie trzeci dzień po zabiegu i ciężko coś powie­dzieć jak będzie w dłuż­szej perspek­ty­wie ale na ten moment przy­naj­mniej droż­ność jest ok.

    Dla osób waha­ją­cych się czy pójść na opera­cję korekty prze­grody noso­wej odpo­wiem jednym zdaniem:

    Cóż znaczy tydzień czy dwa cier­pie­nia wobec reszty życia z komfor­to­wym oddechem..

  • aga
    13 stycznia 2016 - 20:54 | Permalink

    witam mogli­by­scie pole­cic dobrego leka­rza do zope­ro­wa­nia prze­grody noso­wej bo czeka mnie zabieg

  • Magda
    27 stycznia 2016 - 16:34 | Permalink

    Łukasz ja też byłam w jednym z krakow­skich szpi­tali, ale z tego co widzę to innym , bo inaczej to wyglą­dało. Najbar­dziej prze­raża mnie ten zastrzyk w pośladki…Miałam już 3 różne opera­cje, w różnych szpi­ta­lach i zawsze przy­kła­dali mi maskę do ust i odpływałam…

    Aga a skąd jesteś?

    Ja mogę pole­cić kogoś w Krakowie.

  • Magda
    27 stycznia 2016 - 16:36 | Permalink

    Poza tym oddy­cha mi się dobrze, czuje zapa­chy i jest ok…martwi mnie jedy­nie to ‚że codzien­nie rano mam zatkany nos, często kicham, a nawet bardzo często i o wiele częściej boli mnie głowa…:/

  • 2 lutego 2016 - 14:21 | Permalink

    Mmm

  • 2 lutego 2016 - 14:43 | Permalink

    Witam, błagam może­cie pole­cić mi jakie­goś dobrego specja­li­stę w KRAKOWSKIM szpi­talu, który dobrze i fachowo zajmie się prosto­wa­niem prze­grody i .. nie w znie­czu­le­niu miej­sco­wym. Proszę Was o jakieś opinie!! Pozdrawiam.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <p> <pre lang="" line="" escaped=""> <q cite=""> <strike> <strong>