Zabieg prostowania przegrody nosowej – fakty i mity

Na moim blogu więk­szość wpisów jest na temat Linuksa czy też tema­tów „około­kom­pu­te­ro­wych”, dzisiaj zdecy­do­wa­łem się jednak napi­sać o czymś zupeł­nie innym. W końcu mottem bloga jest również „o wszyst­kim co się nawinie”.

W Inter­ne­cie znaleźć można kupę bzdur na temat zabiegu prosto­wa­nia prze­grody noso­wej: stra­sze­nie o wiel­kim bólu, wale­niu młotem w nos, łama­niem „na żywca”, bez znie­czu­le­nia, kału­żach krwi, tygo­dniach w szpi­talu itd. Na forach inter­ne­to­wych jest tego aż nadto.

Sam prze­sze­dłem ten zabieg kilka dni temu. Jest to temat trochę osobi­sty, ale myślę, że warto niektó­rych „uświa­do­mić”. Posta­ram się opisać jak to wygląda z możli­wie najwięk­szą ilością szczegółów.

Wpis ten dedy­kuję wszyst­kim tym, którzy muszą iść na zabieg, ale nie idą – bo się boją :)

Rozpo­zna­nie

Prze­groda nosowa skrzy­wia się najczę­ściej w wyniku urazu (bójki, „akro­ba­cje” po pija­nemu itd.) Nie jest to jednak regułą. Niektó­rym skrzy­wia się prze­groda podczas normal­nego wzro­stu (ale to rzadko). Moją przy­czyną pobytu (i reszty osob­ni­ków na oddziale) był oczy­wi­ście uraz sprzed kilku lat.

Po czym poznać, że z prze­grodą jest coś nie tak? Mimo, że mamy wizu­al­nie prosty nos ciągle mamy katar, czer­wone gardło, anginy co jakiś czas, chra­piemy :P Zwykły lekarz pierw­szego kontaktu jest już w stanie ocenić, że z prze­grodą jest coś nie tak. Jeżeli mu się nie chce sprawdzać/coś nas niepo­koi, bierzemy od niego skie­ro­wa­nie do laryn­go­loga żeby sie upewnić.

Laryn­go­log ocenia czy prze­groda jest na tyle skrzy­wiona, że nadaje się do zabiegu, czy lepiej to zosta­wić. Obec­nie nie czeka się z zabie­giem aż ktoś prze­sta­nie rosnąć (do ok. 21 roku życia) – zabieg wyko­nuje się jak najprę­dzej. Od laryn­go­loga dosta­jemy skie­ro­wa­nie na zabieg. Jest on oczy­wi­ście w cało­ści refun­do­wany. Czeka się ok. 1–2 miesięcy.

Przy­go­to­wa­nia

Aby nas wzięto na stół należy speł­nić kilka kryteriów:

  1. Musimy być zaszcze­pieni prze­ciwko żółtaczce typu B (WZW B), a przy­naj­mniej po 2 dawkach (druga dawka po miesiącu od pierw­szej, koszt 1 dawki to ok. 40 zł).
  2. Należy mieć wyle­czone zęby (tu chodzi raczej o jakieś wiel­kie ubytki, stany zapalne).
  3. Nie możemy być chorzy, czyli żadnej grypy itd.
  4. Jeżeli leczymy się na jakąś prze­wle­kłą chorobę, to pole­cam u leka­rza prowa­dzą­cego nasze lecze­nie zała­twić zaświad­cze­nie na co się leczymy i jakie przyj­mu­jemy leki.
  5. Na kilka dni przed plano­wa­nym zabie­giem musimy wyko­nać kilka badań krwi. Są to (nie zawsze laryn­go­lo­dzy każą robić wszystkie):
    • grupa krwi,
    • morfo­lo­gia,
    • czas kaolinowo-kefalinowy (czyli po prostu czas krzep­nię­cia krwi),
    • glukoza,
    • poziom sodu i potasu.

Dzień zabiegu

Takimi zabie­gami zajmują się szpi­tale z oddzia­łami tzw. chirur­gii krót­ko­ter­mi­no­wej. Ja byłem w Miko­ło­wie (opero­wał dr otola­ryn­go­log Wojciech Ścier­ski – ma opinię świet­nego fachowca). Opiszę jak to tam wyglą­dało. Gdzie indziej pewno jest podobnie.

W dzień zabiegu wolno jeść tylko do godz. 8:00 jakieś „lekkie” śnia­da­nie. W szpi­talu stawiamy się o 11:00 rano z wyni­kami badań, skie­ro­wa­niem i kartą chipową.
Pielę­gniarka spisuje nasze dane, prze­pro­wa­dza tzw. wywiad epide­mio­lo­giczny (na co choro­wa­li­śmy, czy mamy tatu­aże, czy i kiedy mieli­śmy jakieś zabiegi opera­cyjne, czy mamy jakieś nałogi).
Zosta­jemy zapro­wa­dzeni do sali, prze­bie­ramy się w swoje piżamy :)
Ok. 12:00 pielę­gniarka zakłada nam wenflon (nie bać się, nie boli, tylko trochę prze­szka­dza).
Ok. 12:30 rozmowa z aneste­zjo­lo­giem. Jeste­śmy pytani o wzrost, wagę, skłon­ność do dener­wo­wa­nia się, przyj­mo­wane leki. Na tej podsta­wie aneste­zjo­log ustala rodzaj i dawkę środ­ków znie­czu­la­ją­cych. Obec­nie nie stosuje się raczej znie­czu­le­nia ogól­nego (duże obcią­że­nie dla orga­ni­zmu), a coś w rodzaju „półsnu” plus do tego znie­czu­le­nie miej­scowe.
Ok. 13:00 rozmowa z laryn­go­lo­giem. Mamy tłuma­czone jak mniej więcej będzie wyglą­dał zabieg.
Dosta­jemy do prze­bra­nia „górę” od piżamy (taka fajna sznu­ro­wana :P ), „dół” ze swojej możemy zosta­wić (czyli mitem jest, że biega się z „gołym tyłkiem”).
Bierzemy w tabletce „głupiego jasia”. Nie można wsta­wać z łóżka, bo nas może nagle „ściąć”. Na różnych ludzi działa różnie. Jeden koleś zasnął, drugi się w sufit tylko patrzył. Ja miałem efekt podobny do wypi­cia ok. 3 piw (czyli ogólne rozluź­nie­nie :) ). Ważne, że pozby­wamy się nerwów.
Należy pamię­tać o tym, że współ­cze­sna medy­cyna nie daje pacjen­towi za dużo cier­pieć. Na każdym kroku dosta­jemy środki prze­ciw­bó­lowe.
Ok. 14:00 prze­wożą nas na salę opera­cyjną. Zabieg prze­biega nie na stole, a na takim fotelu z podpar­ciem na głowę. Przy­le­piają czuj­niki pracy serca, lewą rękę przy­pi­nają nam do ciśnie­nio­mie­rza, prawą przy­wią­zują pasem. Potem dopiero się dowie­dzia­łem, że chodzi o to, żeby czasem krzywdy nie zrobić leka­rzowi :) Dosta­jemy przez wenflon „półu­sy­piacz”. W czasie gdy zaczyna dzia­łać dosta­jemy znie­czu­le­nie miej­scowe w nos (ukłu­cie trochę czuć). Następ­nie wpychają nam opatrunki do nosa, a dalej to nie wiem, bo film się „urywa”. Tracimy kontakt z tym co się dzieje na sali. Czasem mamy wraże­nie, że nam się śni sala opera­cyjna :P Jednym słowem jeste­śmy bardziej naćpani niż ci na dwor­cach (oni przy­naj­mniej wiedzą mniej więcej gdzie są :) ). Zabieg trwa 30–40 min.
Docho­dzimy do siebie już na sali. Nos mamy usztyw­niony opatrun­kami. W ustach posmak krwi :) Po jakimś czasie znie­czu­le­nie prze­staje dzia­łać i dosta­jemy od razu Keto­nal przez wenflon (bardzo silny środek prze­ciw­bó­lowy).
Ok. 23:00 dosta­jemy środek nasenny (zazwy­czaj domię­śniowo :) ). Trudno jest zasnąć, gdyż niewy­god­nie oddy­cha się przez usta.

Dzień po zabiegu

O godz. 6:00 pobudka – pomiar tempe­ra­tury ciała.
7:00 oglę­dziny laryn­go­loga. Pyta się co kogo boli. Jednego kole­sia bolały zęby, mnie trochę ucho, kogoś tam ogól­nie głowa. Nie są to bóle mocne, po prostu mamy całe zatoki w środku poza­py­chane.
Pomię­dzy godz. 8:00 a 9:00 wypisy do domu. Rozpo­zna­nie choroby ma fajną nazwę po łaci­nie: devia­tio septi nasi. Na deser dosta­jemy receptę na maść do nosa i anty­bio­tyk. Dosta­jemy zwolnienie/L4.
Całko­wity czas pobytu w szpi­talu to ok. 22 godziny.

Bezsenna noc w domu. Jeżeli ktoś umiał spać przez dłużej niż 2 godz. to gratuluję :)

2 dni po zabiegu

W godz. popo­łu­dnio­wych zgła­szamy się do laryn­go­loga w celu usunię­cia opatrun­ków. Jest to nie tyle bole­sna, co dosyć nieprzy­jemna sprawa. Sami zdzi­wi­cie się ile można w nosie „upchać” czegoś w rodzaju sznu­ró­wek. Przez chwilę możemy swobod­nie oddy­chać zanim nie zacznie lecieć krew.
Smaru­jemy maściami (a raczej wcią­gamy). Bierzemy anty­bio­tyki – trochę słabo się po nich można czuć.

Następne kilka dni…

Nie wycho­dzimy nigdzie przez kilka dni aż się trochę zale­czy.
Chodzimy do laryn­go­loga 2–3 razy w celu wycią­ga­nia zakrze­pów (niebo­le­sne tylko nieprzy­jemne).
Cieszymy się z korzy­sta­nia z płuc w pełnym zakre­sie :)
Musi­cie mi uwie­rzyć, że WARTO BYŁO!
Kształt nosa raczej nie zmie­nia się (od tego są opera­cje plastyczne, ale za nie już trzeba słono płacić: 2–3 tys. zł), polep­sza się tylko droż­ność nosa.

Trochę was teraz postra­szę. Nie są to moje wymy­sły, a tylko to co mi powie­dział laryn­go­log: Młodzi ludzie z krzy­wymi prze­gro­dami „doła­pują” powie­trze ustami, czyli nic im się nie dzieje. Jednak ludzie starsi o tym zapo­mi­nają, przez co serce zaczyna szyb­ciej bić. W skraj­nych sytu­acjach nastę­puje prze­rost lewej komory serca (mięsień obcią­żony wysił­kiem powięk­sza się). Może to dopro­wa­dzić do zawału serca… lecz tak jak mówię – w skraj­nych sytuacjach.

Mam nadzieję, że wyja­śni­łem na czym to polega, a niezde­cy­do­wa­nych — zdecydowałem :)

Pamię­taj­cie: NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ.

P.S.: Komen­ta­rzy jest tyle, że zaczęły żyć własnym życiem i nie jestem w stanie nad nimi zapa­no­wać. Czytaj­cie na własną odpowiedzialność.

Podobne wpisy:

  1. Auto­ma­tyczne monto­wa­nie party­cji NTFS przy star­cie systemu
  2. Ubuntu i znika­jące “Wyłącz kompu­ter” i “Uruchom ponownie”
  3. Śpie­chu goes Hyper Threading
  4. Złamaną rękę mieć…

542 Comments

  • zielona
    10 lutego 2014 - 09:30 | Permalink

    Jestem po zabiegu. 3 stycz­nia odbył się zabieg.

    1. Pierw­szy dzień,to reje­stra­cja w Izbie Przy­jęć Plano­wa­nych ‚dostaje się kartę choroby i opaskę na rękę. Prze­cho­dzimy do szatni,przebieramy się w piżamę/dres. Pani nas zapro­wa­dza na oddział OTOLARYNGOLOGI. Tam przej­muje nas Pani pielęgniarka,przydziela nam pokój,każe się rozgo­ścić i czekać aż zawo­łają. Jak zawo­łają idziemy na pobra­nie krwi,ekg,papiery wypeł­niamy (taka ankieta,zgody), potem rozmowa z aneste­zjo­lo­giom no i to wszystko w 1 dzień. Obiad jemy,kolację też i od 00:00 już żadnego picia,jedzenia i nawet gumy do żucia. Dosta­jemy płyn dezyn­fek­cyjny w pojem­niczku w którym mamy się umyć wieczo­rem i rano. Na rano dosta­jemy jesz­cze taką płukankę do ust.
    2. około 12:00 zwol­niła się sala więc kazali zjeść niebie­ską tabletkę, poło­żyć się na swoje łóżko i Panie pielę­gniarki prze­wio­zły mnie na oddział operacyjny,tam już odbiera mnie Pani która jest w trak­cie opera­cji. Zaczyna rozmowę o wszyst­kim i o niczym,tak aby pewnie uspo­koić pewnie. Prze­sia­dam się ze swojego łóżka na inne,ale już bez piżamy,tylko w majt­kach i przy­kry­wają nas taka niebie­ską „płachtą”. Potem znów prze­siadka na łózko/stół? operacyjny/e. Wbija­nie wenflonu,podłączanie aparatury,wstrzykiwanie coś do wneflonu,zaczyna już powoli w głowie wirować,rozmowa nadal trwa o wszyst­kim i o niczym, Pan który też tam towa­rzy­szy przy­kłada maskę,prosi o spokojne wdycha­nie.….….….….. Pobudka. Ja akurat jak słyszałam,że Pan mówi „po opera­cji” to odpo­wia­da­łam „jesz­cze nie,nie jest” i tak z parę razy aż skon­tak­to­wa­łam z rzeczy­wi­sto­ścią. Kasz­la­łam trochę,ale nie przy­po­mi­nam sobie wycią­ga­nia rurki,bólu gardła też nie miałam,po prostu uczu­cie sucho­ści w gardle i lekkie drapanie,przechodzi naprawdę szybko. Prze­wie­zie­nie do pokoju,podłączenie do kroplówki i zaczyna się…
    Nos zapchany,oddycha się przez usta, nie jest źle. Niektó­rzy piszą,że woleli by umrzeć niż to prze­ży­wać i inne bzdety… Ludzie ogar­nij­cie się. Nie jest źle. Głowa nie bolała,dostałam keto­nal. Nos w góle mnie nie bolał,ani nie był opuchnięty,ani siwy,ani oczy też siwe nie były. żadnego jedze­nia do 17:00 potem kolacja,no i powo­lutku da się zjeść. Przez 2 dni nie wolno nic gorą­cego pić,potem spokoj­nie można. Noc to kosz­mar dla mnie trochę był,głowa mi pękała,i czułam jakieś nudności,poszłam do pielę­gniarki o 1 w nocy po coś przeciwbólowego,wstrzyknęła para­ce­ta­mol. Weszłam do pokoju i nudno­ści, więc kibe­lek i rzyganko. Wyrzy­ga­łam krew, widok niefajny .. Pewnie podczas zabiegu co nie co się wlało we mnie a mój brzu­szek nie tole­ruje krwi :P No i zmie­nia­nie tych sącz­ków na na nosie aż się całe zakrwa­wią.
    3. Śniadanie,obiad,nudy,kolacja… Ból głowy i smaro­wa­nie ust pomadką,zmiana sącz­ków … itd,itd… wyję­cie wenflonu.
    4. Rano zosta­łam poin­for­mo­wana na obcho­dzie lekarzy,że dostanę wypis. Kazał mi się zjawić przez poko­jem zabie­go­wym z miską ( czy jak to się tam nazywa ). Usia­dłam na fotelu, kazał miseczkę dać pod brodę i zaczęło się… Dla mnie osobi­ście jest to masakra,łzy leciały,trochę bolało,jakby ktoś mi tam żyletką jeździł czy coś,no nie fajnie,nie fajne uczu­cie. Nawet dla cieka­wych wpisać w google [ sadi­stic tampo­nada nosa ]
    No i teraz CIEKAWOSTKA! Chyba znala­złam jeden komen­tarz, na aż prawię 500,że nikt nic nie mówił o nie smar­ka­niu. Mi doktor po wycią­gnię­ciu tampo­nady. Popro­sił o zatka­nie jednej dziurki a drugiej wydmu­cha­nie i tak na zmianę. Nic nie mówil,że nie wolno tego robić. Więc zasta­na­wiam się dlaczego jedni mogą drudzy nie.. A może chodzi o te blaszki których ja też nie mam? Mam tylko szwy. Które usunie mi do 2 tyg ponieważ,dr ma wyjazd a woli sam osobi­ście to zrobić. Więc pewnie chodzi o te blaszki,że nie wolno wydmu­chi­wać jak one są. Zasta­na­wiam się dlaczego ja ich nie mam. Prze­pi­sał mi maść, dwa razy dzien­nie smarować,nie wolno kąpać się w gorą­cej wodzie,14 dni bez wysyłki fizycznego,oszczędzać się. Papierki wypis owe ze szpi­tala w łapę i by by. Do dziś mam jedną zatkaną dziurkę ta co miała zdrową,tą co miałam chorą jest super drożna,aż jestem zachwycona,tylko martwi mnie ta druga,ponoć jest opuch­nięte tam w środku ale.. mam jakieś złe myśli. Ogól­nie nic mnie nie boli,pierwsze dni w domu po wypi­sie trochę krwi,wydzieliny wyle­ciało z nosa,jeden zakrze­pów prak­tycz­nie nie mam chyba,że są gdzieś tam w głębi. Samo­po­czu­cie dobre,zero bólów głowy,zero bólu nosa. Tylko ta zdrowa dziurka zatkana mnie martwi.. Miał ktoś tak??
    No i podsu­mo­wa­nie. Kochani kto musi,niech zdecy­duje się na ten zabieg. Czyta­łam komen­tarz jakieś dziewczyny,że gdyby miała drugi raz iść na zabieg to by nie poszła,ale ogól­nie super jest po. Ludzie… słabi mnie. Ja bym poszła ponow­nie gdybym miała tylko czuć ulgę i normal­nie oddy­chać. Nic strasznego,pod narkozą nic nie boli. Nie wiem jak z nieczu­le­niem miejscowym,ja wybra­łam narkozę,bo nie chcia­ła­bym widzieć,słyszeć i mieć świa­do­mość co się dzieje. Nie ma co się bać. Ja też się bałam i ten strach to normalna rzecz. Teraz gdybym miała iść ponow­nie nie bała­bym się,już wiem jak to wygląda. Mnie laryn­go­log powiedział,jeśli ja tego zabiegu nie zrobię będę mieć w przy­szło­ści problemy z zato­kami. Mnie i tak to prze­szka­dzało i posta­no­wi­łam spró­bo­wać. O dalszych moich przy­go­dach z prze­grodą napi­szę później,czy odetkała się dziurka czy nie i jak po wizy­cie kontro­l­nej i zdję­ciu szwów. Naprawdę pole­cam. I nie bać się! :)

  • Karolina
    10 lutego 2014 - 10:25 | Permalink

    miałam zabieg 7.02.
    po nim czułam się okrop­nie i oczy­wi­ście nic od tamtej pory się nie zmie­niło.
    gdybym wiedziała że to tak będzie wyglą­dać to bym na to nie poszła.
    nos mnie boli choć nie jest to wielki ból ale mega irytu­jący.
    cały czas leci mi krew z nosa na zmianę ze słuzem.
    najgor­sze w tym wszyst­kim jednak jest zatkany nos. Nie ma nawet malut­kiej dziurki prze­pływu powie­trza.
    śluz to czuje wszę­dzie, w zato­kach górnych, dolnych, od końca nosa aż po dziurki.
    wstaje, leżę, chodzę to czuje jaki mam pełny nos. to jest tak mega uciąż­liwe zwłaszcz w moim przy­padku gdzie moje życie bez krope­lek do nosa było nie możliwe jest wręcz nie do wytrzy­ma­nia.
    ja mam tę blaszki w nosie i mi lekarz powie­dział że mogę lekko wydmu­chi­wac nos ale z naci­skiem na LEKKO żeby nic się tam złego w nosie nie poro­biło i nie leciało więcej krwi.

    a co do kole­żanki wyżej „zielona„
    to jest to normalne że masz zatkana ta dziurkę. nawet do 2–3 miesięcy może Ci się przy­ty­kać na wsku­tek zabiegu.
    nic nie pozo­staje tylko prze­bo­leć te kilka tygodni.

  • zielona
    10 lutego 2014 - 17:40 | Permalink

    Dzię­kuje Karo­lina za infor­ma­cje Trzeba swoje odcze­kać. :) Ja tam zado­wo­lona jestem,że poszłam. Zaczę­łam biegać i ciężko było mi dychać powie­trze nosem,nawet było to niemoż­liwe. Teraz mam nadzieje,że niedługo będę mogła znów zacząć powoli biegać jak i również jeździć na dłuż­sze dystanse rowerem.

  • Anonim
    15 lutego 2014 - 09:09 | Permalink

    Witam wszyst­kich. Nie spodzie­wał­bym się, że forum poświę­cone nowo­cze­snym tech­no­lo­giom, stanie się najwięk­szą kopal­nią wiedzy o prosto­wa­niu prze­grody noso­wej :-) moje pyta­nie jest takie, czy ktoś miał podczas jednej opera­cji miał wyko­ny­wane jedno­cze­sne prosto­wa­nie prze­grody noso­wej oraz zdefor­mo­wa­nego nosa, który jest wygięty i utrud­nia prawi­dłowe funk­cjo­no­wa­nie przegrody?

    Dodat­kowo, czy jest tu ktoś z Rzeszowa, kto mógłby pole­cić dobrego laryn­go­loga w tej kwestii? Czyta­łem o dr Rymar-Cymarz oraz Lachowicz-Uchman. Napisz­cie, jeśli coś wiecie.

    Pozdro­wie­nia

  • Kamil
    15 lutego 2014 - 14:07 | Permalink

    Siema, Ja miałem osobi­ście u doktor Lacho­wicz — Uchman i mogę pole­cić. Kumpel miał zabieg u dr Biało­głow­skiego i też jest zado­wo­lony. Jeżeli chodzi o moja prze­grodę to oprócz prosto­wa­nia prze­grody miałem plastykę małżo­win noso­wych bo były poprze­ra­stane (wypa­lane i mode­lo­wane). Ja jestem w Rzeszowa i tutaj mnie „kroili”, więc jakbyś miał jakieś pyta­nia to skrob­nij maila: kaen4y@o2.pl

    Pzdr

  • Cristi
    20 lutego 2014 - 21:05 | Permalink

    Jeśli chodzi o Rzeszów, to ja byłam już na wizy­cie kwali­fi­ka­cyj­nej w prywat­nej przy­chodni (ale z podpi­sa­nym kontrak­tem z NFZ) u dr Lachowicz-Uchman 6 lutego, a termin opera­cji wyzna­czyła mi na… 3 marca. Bajka w porów­na­niu z warszaw­skimi kosz­ma­rami na oddzia­łach rodem z głębo­kiego prl-u, gdzie termin ocze­ki­wa­nia to 2–3 lata.
    Jeśli się wybu­dzę i nie uduszę, to za trzy tygo­dnie dam znać jak było. ;)
    Pozdrawiam.

  • Elka
    22 lutego 2014 - 20:35 | Permalink

    Witam! Swoim wpisem chcia­ła­bym głów­nie uspo­koić wszyst­kich prze­ra­żo­nych. Zabieg prosto­wa­nia prze­grody noso­wej i plastyki małżo­win miałam wyko­nany 20.02. (czwar­tek). w szpi­talu regio­nal­nym w Koło­brzegu. Dzisiaj jest 22.02. (sobota) — jestem już w domu i oddy­cham pełną pier­sią!!! Opera­cja odbyła się pod narkozą. Dzień przed opera­cją oczy­wi­ście podsta­wowe bada­nia, tabletki uspo­ka­ja­jące na dobry sen, w dzień opera­cji też, więc wjecha­łam na salę w pełnym rozluź­nie­niu :) Po wybu­dze­niu (ok 12.00) znaj­do­wa­łam się 2 godziny na sali poope­ra­cyj­nej w nawet niezłym stanie, następ­nie zosta­łam prze­wie­ziona do swojej sali , gdzie mogłam już jeść i pić bez ogra­ni­czeń. Jedy­nym skut­kiem ubocz­nym po narko­zie były wymioty (ok 4 godziny po wybu­dze­niu), ale szybko podano mi kroplówki i nudno­ści prze­szły. Oddy­cha­nie przez usta (z powodu tampo­nady w nosie hamu­ją­cej krwawienie)nie było w ogóle uciąż­liwe, nawet prze­spa­łam całą noc w takim stanie. Następ­nego dnia o godz. 9.00 wyję­cie tampo­nady – komplet­nie bezbo­le­sne, wyko­nane spraw­nie, precy­zyj­nie i szybko przez leka­rza – po sekun­dzie na jeden otwór nosowy. Po tym wydmu­cha­nie całej zawar­to­ści nosa (sporo tego było). Dosta­łam krople surfa­ri­nol do stoso­wa­nia nawet kilka razy dzien­nie, by natłu­ścić śluzówkę nosa i nie dopro­wa­dzać do zasy­cha­nia poja­wia­ją­cej się jesz­cze, ale bardzo rzadko, krwi. Jesz­cze jeden dzień pobytu w szpi­talu i w sobotę do domu. Dbano o mnie profe­sjo­nal­nie – ani razu nie poczu­łam bólu, zero opuch­nię­cia. Jestem pod wraże­niem perso­nelu medycz­nego, dlatego z pełną odpo­wie­dzial­no­ścią pole­cam szpi­tal w Koło­brzegu. Na koniec dodam jesz­cze, że jestem stra­szą pani­karą i jeżeli ja to prze­ży­łam, to Wy z pewno­ścią też. Pozdrawiam

  • ACHa
    26 marca 2014 - 09:07 | Permalink

    Witam. Nosek skrzy­wił mi się od niele­czo­nej aler­gii i to na prawdę mocno. Popie­ram Elke…miałam zabieg w Kg. Super perso­nel i zero bólu. Na prawdę uwierz­cie zero. Zabieg pod pełnym ušpie­niem, pierw­sza noc kiep­ska z powodu zakor­ko­wa­nego nosa, dzień po wycią­gnię­cie tampo­nady zupeł­nie bezbo­le­sne. Nos czyści­łam od razu i kolejna noc spalam juz w miarę normal­nie. 10 dni po zabiegu i Jestem juz szczę­śliwa osoba :):):) nosek ma taki prze­ciąg, ze w końcu mam czym oddy­chać. I dodam, ze u mnie było widać na zewnątrz skrzy­wie­nie, dodat­kowo opadła mi końcówka nosa. Pan Ordy­na­tor, super czło­wiek i facho­wiec, tak wszystko wypro­sto­wał, ze na prawdę jestem pełna podziwu. Nawet wycia­ga­nie płytek stabi­li­zu­ją­cych to nie był ból, tylko trochę szwy…Podsumowując…nie bójcie się tego zabiegu, na prawdę popra­wia jakość życia. Pozdra­wiam wszyst­kich Przegrodowców.

  • dawwwwid
    28 marca 2014 - 20:26 | Permalink

    Jeśli chodzi o mnie to też miałem zabieg w Rzeszo­wie w woje­wódz­kim szpi­talu na szopena, opero­wał mnie doktor Gilek, wszystko w porządku poza małym krwa­wie­niem które wystą­piło na 2 dzień więc musia­łem dostać dodat­kową tampo­nadę na dzień kolejny. Jak dla mnie sam zabieg to luzik gorzej z samo­po­czu­ciem z tymi tampo­nami — ale da się prze­żyć. Niestety czeka­łem rok botyle trzeba czekać ale takie życie. Perso­nel ok z tym że na nocnej zmia­nie zamiast obie spać to mogłaby jednak jedna siedzieć i patrzyć co się dzieje bo mi prze­mókł tampon i nie miał mi kto nowego zało­żyć. Też mam jak „zielona” — dziurka zatkana teraz działa 100% ale ta co dzia­łała zatkana .. dopiero 2 dzień po zabiegu więc mam nadzieje że to przej­dzie. Za tydzień na wycią­gnię­cie płytek stabi­li­zu­ją­cych. W pierw­szym dniu po opera­cji jak się męczy­łem oddy­cha­jąc przez usta myśla­łem że to nie warte ale jak już mi odetkało niedzia­ła­jącą dziurkę to powoli zmie­niam zdanie i pole­cam jednak iść na prosto­wa­nie przegrody :)

  • Do Elka i ACha
    1 kwietnia 2014 - 21:07 | Permalink

    Dzię­kuję Wam za wpisy o septo­pla­styce nosa w K-gu. Mnie to czeka za około 3 tyg. I przy­znam się szcze­rze, że strasz­nie mnie nastra­szyli szpi­ta­lem w K-gu, więc Wasze wypo­wie­dzi są jak miód na moje nerwy. Powiedz­cie mi, ile w sumie dni były­ście w szpi­talu? czy zaraz po szpi­talu można już prze­by­wac dłużej na dworze???

  • mkmk11
    4 kwietnia 2014 - 12:08 | Permalink

    a mnie to ciekawi co tam się działo jak odleciałeś :-)

  • anty
    11 kwietnia 2014 - 10:27 | Permalink

    ja miałem robione w choj­ni­cach , straszny ból , czuć było i słychać jak łamią kość w samym środku głowy , nie pole­cam, nie wiem jak efekty bo dopiero 2 dni temu miałem , ale mam zatkany nos i ciągle leci krew ze śluzem

  • Nana
    30 kwietnia 2014 - 10:55 | Permalink

    Witam,
    28 kwiet­nia miałam prze­pro­wa­dzony zabieg, podob­nie jak Śpie­chu, w szpi­talu w Miko­ło­wie. Opero­wała mnie pani dr Urba­niec. Na wstę­pie powiem, że jestem straszną pani­karą i już z tydzień przed opera­cją nie mogłam spać z nerwów, dlatego uważam, że skoro ja prze­ży­łam ten zabieg bez więk­szych cier­pień, to każdy go prze­żyje podob­nie :)
    Na temat samego harmo­no­gramu zabiegu nie będę się rozpi­sy­wać, bo wygląda to mniej więcej tak, jak opisał Śpie­chu, z tą różnicą, że nie wypusz­czali nas do domu przez wycią­gnię­ciem seto­nów z nosa. Teraz czas na trochę osobi­stych prze­żyć :) :
    Sam oddział bardzo ładny (szpi­tal nie wygląda ładnie z zewnątrz, ale oddział laryn­go­lo­giczny bardzo ładnie wyre­mon­to­wany i nowo­cze­sny, sale dwuoso­bowe). Ogól­nie opera­cją byłam prze­ra­żona, tym bardziej, że od jakichś 5 lat jestem uzależ­niona od krope­lek do nosa obkur­cza­ją­cych śluzówkę — Xylo­me­ta­zo­linu. Żeby sobie wyobra­zić w pełni, jakim drama­tem była dla mnie niedroż­ność nosa, trzeba by było mnie zoba­czyć, gdy nie miałam dostępu do owych krople­lek — zamie­nia­łam się wtedy w potwora, rodem „Dzieci z dworca ZOO”, za kropelki mogła­bym kogoś pobić, a bez nich miałam niezno­śne uczu­cie dusz­no­ści i braku powie­trza. Dlatego sama myśl o tym, że mam prze­żyć z tampo­nadą nosa prawie 48h, wywo­ły­wała u mnie dresz­cze. Bałam się również samego znie­czu­le­nia i tego, że mój orga­nizm nie prze­stawi się w jego trak­cie na oddy­cha­nie buzią i kaput, pacjentka uduszona, bo mózg nie wydał rozkazu otwar­cia ust — jak się okazało, moje obawy były zupeł­nie bezpod­stawne :) Sama opera­cja bardzo przy­jemna, choć niewiele z niej pamię­tam. Za to noc po opera­cji nie nale­żała do najprzy­jem­niej­szych — ciągłe zasy­cha­nie w ustach, wargi obkle­jone lepką wydzie­liną. Najgor­szy był jednak pierw­szy dzień po opera­cji — ból głowy, nie tyle niezno­śny, co mega irytu­jący, ból karku, niemoż­ność znale­zie­nia wygod­nej pozy­cji, łzawie­nie z oczu, no i oczy­wi­ście paniczny lęk przed jedze­niem, bo poły­ka­nie wyzwa­lało spły­wa­nie po gardle gęstych, lepkich, krwi­stych czopów śluzo­wych i momen­tami bałam się, że zwyczaj­nie się zakrztu­szę i uduszę :p a szkoda, bo porcje jak na szpi­talne stan­dardy były bardzo duże i na visus jedze­nie wyda­wało się całkiem smaczne. Udało mi się jedy­nie w ciągu 45 min wmusić w siebie pół tale­rza zupy ogór­ko­wej. Ogól­nie cały dzień po opera­cji był dość ciężki zwłasz­cza psychicz­nie, a momen­tami nacho­dziły mnie nawet myśli, żeby wejść do łazienki i powy­cią­gać z nosa te setony, czego oczy­wi­ście nie zrobi­łam.
    Błogo­sła­wi­łam to, że oddział jest malutki i nikt niepo­wo­łany się po nim nie kręcił, bo cały dzień prze­drze­ma­łam, co oczy­wi­ście poskut­ko­wało bezsen­no­ścią w nocy i odli­cza­niem godzin do zdję­cia tej choler­nej tampo­nady, która zdążyła już całkiem prze­mok­nąć i miałam wraże­nie, że nos jest pełen smar­ków, których nie mogę wydmu­chać. Przez te kilka­dzie­siąt minut, kiedy udało mi się przy­snąć, 2 razy śniło mi się, że są już wyjęte i za każdym razem budzi­łam się rozcza­ro­wana, że jesz­cze trochę trzeba pocze­kać do rana.
    Rano pobudka o 5:15, pielę­gniarka podała mi dożyl­nie przez wenflon pyral­ginę, której sobie zaży­czy­łam poprzed­niego dnia, żeby wycią­ga­nie seto­nów było mniej bole­sne. Kilka­dzie­siąt minut później na sali zabie­go­wej ta sama pielę­gniarka wyjęła w końcu te prze­klęte sznu­rówki prosto z głębin mojego mózgu — przy­jemne to może nie było, ale nic nie bolało. Po jednej sekun­dzie swobod­nego odde­chu z nosa puściła mi się krew niczym z zarzy­na­nego wieprzka i tak sobie kapała prawie 10 minut — pielę­gniarka powie­działa, że przez to, że jestem w trak­cie miesiączki, krze­pli­wość krwi jest mniej­sza i temu tak bucha. O godzi­nie 6 w końcu zoba­czy­li­śmy jakie­goś leka­rza — bo, uwaga, cieka­wostka — po skoń­czo­nej opera­cji leka­rze sobie po prostu poszli, cały następny dzień i noc opie­ko­wały się nami jedy­nie pielę­gniarki. Lekarz popa­trzył na nos, powie­dział, że ładny, wypi­sał recepty i sobie poszedł, a my byli­śmy gotowi do wyjścia do domu.
    Podsu­mo­wu­jąc (:
    1. Naprawdę nie ma się czego bać, nie jest może jakoś super przy­jem­nie, ale naprawdę do prze­ży­cia, nos nie boli prawie w ogóle, a jeśli boli, to zawsze można do pielę­gnia­rek po jakieś fajne leki się udać.
    2. Dwa dni oddy­cha­nia buzią nie powo­dują niedo­tle­nie­nia orga­ni­zmu, a te dwa dni bez jedze­nia zrobią dobrze dla naszej figury.
    3. Znie­czu­le­nie, a właści­wie seda­cja, bo bez intu­ba­cji, powo­duje, że nie pamięta się prze­biegu zabiegu, a nawet jeśli odzy­ska się krót­kie prze­bły­ski świa­do­mo­ści w trak­cie, to jest nam to całko­wi­cie obojętne i nic nie boli.
    4. Nos po zabiegu co prawda przy­po­mina wyglą­dem i kolo­rem dojrza­łego arbuza, ale po wyję­ciu seto­nów „wraca do siebie”.
    5. Jeśli ktoś jest niezde­cy­do­wany i prze­ra­żony zabie­giem, to mogę go całko­wi­cie uspo­koić — nie taka prze­groda straszna, jak ją malują :p

    Teraz czekam, aż wszystko się ładnie zagoi i bede mogła w końcu cieszyć się droż­nym nosem, bez koniecz­no­ści wlewa­nia w siebie litrów Xylo­me­ta­zo­linu.
    Pozdra­wiam wszyst­kich, którzy mają opera­cję za soba, a także tych, którzy w napię­ciu na nią ocze­kują.
    Niech drożny nos będzie z Wami! :)

  • Zielona
    1 maja 2014 - 19:46 | Permalink

    Witam! Piszę ponow­nie, być może ktoś ma podobny problem jak ja. Jestem po zabiegu 3 miesiąc,dziurka która była niedrożna jest ok,ale ta co była przed zabie­giem jest przy­tkana. Podobno,to przez małżo­winy nosowe,potrzebują czasu do wyrównania,lecz u mnie dalej problem wystę­puje. Ktoś miał taki problem?

  • 8 maja 2014 - 10:37 | Permalink

    Witam.
    Też czeka mnie taki zabieg..przy okazji chcia­łam skory­go­wać nos..jest lekko krzywy i garbaty..tj.jeden z proble­mów do tego krzywa prze­groda tym samym ciągłę zapa­le­nie zatok,chrapanie itd.…..Pisze Pan że dodat­kowy koszt korek­cji nosa to 2,3 tys..Ja orien­to­wa­łam się w Pozna­niu poczę­sto­wali mnie kwotą 7,000zł.
    Jeśli macie namiary aby w jednym miej­scu podczas jednego zabiegu wyko­nali mi oba zabiegi za rozsądną cenę była­bym wdzięczna..Jestem z okolic Poznania.

  • Greg
    9 maja 2014 - 10:33 | Permalink

    Miałem zabieg 5 lutego w Szpi­talu Mary­narki Wojen­nej w Gdań­sku. Opero­wał doktor Kwie­ciń­ski. Sam zabieg niezbyt przy­jemny, ale bezbo­le­sny, trwał tylko 30 minut. Choć to róznie bywa, kolega z tej samej sali miał skrzy­wie­nie wywo­łane urazem, jakieś zrosty i inne maka­bry, opero­wałi go ponad połto­rej godziny. Znie­czu­le­nie było miej­scowe, najpierw nieprzy­jemny spray w nos, a potem jeden zastrzyk. Sam zabieg to skro­ba­nie i wale­nie w prze­grodę, można to porów­nać z wyry­wa­niem zęba, nic nie boli, ale coś się czuje. Cały czas byłem w pełni świa­domy, po wszyst­kim podzię­ko­wa­łem panu dokto­rowi i odpro­wa­dzono mnie na salę.
    Po zabiegu włozyli mi dwa długie setony do nosa i to było najmniej przy­jemne, szcze­gól­nie w nocy. Nic nie bołało, ale można było oddy­chac tylko ustami i nie było mowy o spaniu. Na szczę­ście to maj i juz przed 5 rano wyszło słońce. 24 godziny po opera­cji wycią­gneli mi setony, nic nie bolało, a ulga była ogromna. Kolejne dwa dni to spokojne leniu­cho­wa­nie. Przy­jęli mnie do szpi­tala w niedziełę, 4 maja, a wypi­sałi w czwar­tek rano.
    Nie ma się czego bać, to dla mnie nie była żadna opera­cja, a jedy­nie dość prosty zabieg.Na razie nie wiem, czy mi pomo­gło, goje­nie się nosa może potrwać około miesiąca.

  • kats
    15 maja 2014 - 11:25 | Permalink

    Więc wróci­łam od leka­rza i czeka mnie niedługo ten zabieg.
    Wiec mam takie pyta­nie, zabrzmi to może dziw­nie ale nie mam o tym poję­cia.
    Lekarz powie­dział że bede 4 dni w szpi­talu i że bede mieć rozci­nany po prostu nos tam..
    Więc czy po tym zabiegu będzie coś widoczne? jakieś szwy czy coś takiego?

  • Basia
    17 maja 2014 - 20:12 | Permalink

    Greg ja mam miec zabieg we wtorek 20 tez w Gdan­sku w szpi­talu Mary­narki Wojen­nej tylko ze w znie­czu­le­niu ogol­nym. Miałeś jakies sińce czy cos.?

  • ogonez
    8 lipca 2014 - 13:34 | Permalink

    Plastyka nosa — prosto­wa­nie prze­grody
    Szpi­tal akade­micki im. Biziela w Bydgoszczy

    Dzień 1 — Reje­stra­cja, zakwa­te­ro­wa­nie w sali, podsta­wowe podpi­sa­nie papier­ków, bada­nie krwi (morfo­lo­gia) i ocze­ki­wa­nie godzine na wyniki. Po wyni­kach dają zastrzyk w dupala i po pół godzinki do opera­cji. Akurat na mnie głupi jaś nie zadzia­łał mocno, ale drugie znie­czu­le­nie przed zabie­giem było konkretniejsze(znieczulenie miej­scowe). Ok 20-30min skro­ba­nia, łama­nia, stuka­nia i wkońcu szycia, zabieg właści­wie bez bole­sny. Trochę czuć, ale ja miałem część kostną i chrzęstną nasta­wianą, więc przy części kost­nej troszkę czuć ból, ale nic strasz­nego. Po zabiegu o własnych siłach do łóżka.
    Pierw­sze parę godzin jest nie przy­jemne bo nos pobo­lewa, ale wystar­czyło popro­sić pielę­gniarkę o prze­ciw­bó­lowe. Na noc dobrze wziąć mocny środek prze­ciw­bó­lowy i nasenny.

    Dzień 2 — Noc kiep­ska przez sączki/tampony w nosie. Bólu brak, sączki w nosie draż­niły i nastę­po­wały ataki kicha­nia ;). Cały dzień wyle­gi­wa­nie się w łóżku. Rano i wieczo­rem obchód leka­rzy. Środki prze­ciw­bó­lowe i nasenne na noc o wiele lepsza.

    Dzień 3 — Po śnia­da­niu wycią­ga­nie sącz­ków z nosa. Jest to nie tyle bole­sne co nie przy­jemne, ale trwa ok 15 sekund łącz­nie. Później godzinka na lekkie plamie­nie z nosa i można funk­cjo­no­wać. Po 13 wypis i do domu.

    po 1,5tyg kontrola na zdję­cie szwów. Zdję­cię szwów bezbolesne.

    Ogól­nie zabieg i pobyt bardziej nieprzy­jemny niż bole­sny, ale to tylko pierw­sze chwilę po zabiegu, póżniej można się przy­zwy­czaić. Jeśli chodzi o szpi­tal to jest okey. Perso­nel jest miły, leka­rze profe­sjo­nalni, wypo­sa­rze­nie raczej w normie. Mogę pole­cić jeśli ktoś planuję przejść przez opera­cję w Bydgosz­czy. Jutro mija 2 tygo­dnie od zabiegu a ja czuję wielką poprawę w oddy­cha­niu. Prze­sta­łem chra­pać, Oddy­cham pełną parą. Łóżko obok leżał czło­wiek z podobną dole­gli­wo­ścią i po zabiegu ma te same odczucie.

    Pozdra­wiam

    Dzień 3 -

  • ogonez
    8 lipca 2014 - 14:11 | Permalink

    Dzień 3 — Po śnia­da­niu wycią­ga­nie sącz­ków z nosa. Jest to nie tyle bole­sne co nie przy­jemne, ale trwa ok 15 sekund łącz­nie. Później godzinka na lekkie plamie­nie z nosa i można funk­cjo­no­wać. Po 13 wypis i do domu.

    po 1,5tyg kontrola na zdję­cie szwów. Zdję­cię szwów bezbolesne.

    Ogól­nie zabieg i pobyt bardziej nieprzy­jemny niż bole­sny, ale to tylko pierw­sze chwilę po zabiegu, póżniej można się przy­zwy­czaić. Jeśli chodzi o szpi­tal to jest okey. Perso­nel jest miły, leka­rze profe­sjo­nalni, wypo­sa­rze­nie raczej w normie. Mogę pole­cić jeśli ktoś planuję przejść przez opera­cję w Bydgosz­czy. Jutro mija 2 tygo­dnie od zabiegu a ja czuję wielką poprawę w oddy­cha­niu. Prze­sta­łem chra­pać, Oddy­cham pełną parą. Łóżko obok leżał czło­wiek z podobną dole­gli­wo­ścią i po zabiegu ma te same odczucie.

    Pozdra­wiam

  • stunner
    25 sierpnia 2014 - 23:16 | Permalink

    Witam. Prze­sze­dłem ten zabieg 22 sierp­nia w mcz Lubin i opisze jak u mnie to wyglą­dało. W pierw­szy dzień, a był to czwar­tek zain­sta­lo­wali mi wenflon i poro­bili bada­nia krwi. W następny dzień z samego.rana, około godziny 8:00 szyko­wa­lem się na prosto­wa­nie. W tym celu udałem się po znie­czu­le­nie a były to 3 zastrzyki w dupe i płyn podany przez wenflon. Polo­zy­lem się na łóżku i taki lekko otuma­niony zosta­łem zawie­ziony na zabieg. Był on prze­pro­wa­dzony na znie­czu­le­niu miej­sco­wym i nie było to nic przy­jem­nego. Mój nos został spry­skany czymś w rodzaju aero­zolu mieto­wego i do obu dziu­rek wsadzono mi mate­riał nasa­czony jakimś płynem. Później to już tylko seria nieprzy­jem­nych jak cholera zastrzy­ków w nos. Sam zabieg bezbo­le­sny, czasem coś zakulo lub zabo­lalo. Szcze­rze to już wola­łem wytrzy­mać dyskom­fort samego zabiegu niż prosić o znie­czu­le­nie bo był to zdecy­do­wa­nie więk­szy ból. Zabieg trwał około 30/40 minut. W moim przy­padku oddy­cha­nie przez usta nie było proble­mem, lecz niektó­rzy mogą mieć z tym problem jeśli nie są przy­zwy­cza­jeni. Te sławne tampony w moim przy­padku były po prostu kawał­kami jakiejś gabki wcisniete w uciete palce od gumo­wej ręka­wiczki. Po dniu od zabiegu wyjęto mi je z nosa i odessano wydzie­line. Odssy­sa­nie powo­trzono jesz­cze raz na następny dzień. Również nieprzy­jemna czyn­ność.
    W szpi­talu spędzi­łem łącz­nie 5 dni, gdyż akurat wypa­dal week­end i nie było wypi­sów. Podstawą to pozy­tywne nasta­wie­nie i laptop pełny filmów co by się czło­wiek nie nudzil :)

  • Seba
    6 września 2014 - 19:21 | Permalink

    KŁAMIESZ — WENFLON BOLI!!!! !!

  • marek
    24 października 2014 - 12:51 | Permalink

    Siema, czy przed opera­cja musze sciac wąsy , są bardz krociut­kie bo to jest kilka­na­scie wloskow

  • Iza
    26 października 2014 - 16:58 | Permalink

    Ja również, po wiel­kich obawach się odwa­ży­łam na zabieg. Do osób stra­chli­wych nie należę, jednak bałam się jak cholera!! Jak nigdy w życiu, znajomi mi naopo­wia­dali jaki to ból, poczy­ta­łam na inter­ne­cie i strach tylko się urósł. Trzeba jednak pamiętać,że każdy orga­nizm jest inny. Zabieg miałam we wtorek pod pełną narkozą (narkoza– trage­dia dla mnie!!) ogól­nie po narko­zie już nie spałam… ciężko mi było oddy­chać buzią, bo mimo zatka­nego wiecz­nie nosa, mały prze­pływ był.. A po zabiegu, zatkali nos i do widze­nia :) także pierw­sza noc to może łącz­nie godzina ‚snu’. Bólu– zero. Jednak trzeba wziąć pod uwagę,że cały czas byłam pod kroplów­kami. Na drugi dzień wycią­ga­nie tampo­nady ( ‚sznu­rówki’ z nosa :)) — niezbyt przy­jemne uczucie,ale to tylko kilka sekund w moim przy­padku. To też zależy czy wszystko w nosie zaschnie czy nie. U mnie krew po zabiegu cały czas się sączyła, także żadnych zakrze­pów nic nic nie było. Dosta­łam recepte i za 10 dni ścią­gnię­cie płytek i szwów. Bałam się,że jak wróce do domu i prze­staną dzia­łać kroplówki to będzie ból nie do znie­sie­nia. A tu, niespo­dzianka. Nos nic nie bolał! Jedy­nym dla mnie dużym minu­sem był fakt,że nie mogłam się ruszyć! Niesa­mo­wi­cie bolały mnie mięśnie — jak się okazało, po narko­zie. Jednak na drugi dzień się rozru­sza­łam i już było ok :) Teraz czekam do czwartku na zdję­cie szwów i wycią­gnię­cie blaszek– obawiam się,że to będzie najbar­dziej bole­sne w całym tym zabiegu. Ale jak się okazuje– strach ma wiel­kie oczy :) I liczę ‚że nie będzie tak źle.
    Mam tylko pyta­nie, bo mój nos troche wygląda jak po uderze­niu Najmana, niby już nie tak spuch­nięty ale więk­szy niż był :D czy wróci do normal­nego wyglądu za jakiś czas?

  • Iza
    26 października 2014 - 17:00 | Permalink

    Ahaaa… jeśli chodzi o leka­rza, pole­cam dr Biało­głow­skiego — Askle­pios, Rzeszów.
    Robią zabieg na NFZ, szpi­tal maluśki, bo tylko na zabiegi ludzi biorą, więc nie ma się co bać jakiś infek­cji. Panie pielę­gniarki– prze­sym­pa­tyczne, uśmiech­nięte i dbające o pacjentów :)

  • Anonim
    18 grudnia 2014 - 10:32 | Permalink

    kurde koleś po co ty piszesz takie bzdury jak nie jestes leka­rzem. Kzdy inaczej reaguje na ból i każdy moze miec robona prze­grodę inna metodą. czytan­nie twojego wpisu to tyko strata czasu.
    Sory
    ŻAL

  • uśpiony
    16 stycznia 2015 - 17:58 | Permalink

    Witaj­cie! :) Co prawda opera­cja prosto­wa­nia prze­grody dopiero mnie czeka, ale w tym tygo­dniu wysze­dłem po opera­cji zatok. I tak czytam Wasze szpi­talne opowie­ści i w sumie 3/4 czyn­no­sci, które Was spotkało mnie tez nie omineły, tak więc posta­ram się opisać mój przy­pa­dek :) Dla scislo­ści opero­wano mnie w Szpi­talu Wosj­ko­wym w Gdań­sku.
    A więc tak: we wtorek się poło­ży­łem około godziny 17. Opera­cja plano­wana na środę. Do godziny 18 można coś prze­ką­sić, a do 22 się napić. To było chyba najgor­sze :P Ja, kompletny pani­karz, o dziwo zacho­wa­łem zimną krew do końca. Potrak­to­wa­łem to bardziej jako nowe prze­ży­cie, nie byłem nigdy opero­wany. Całą noc prze­spa­łem słod­kim snem :D No i nade­szła godzina 8. Miła pani pielę­gniarka przy­szła, powie­działa, że mam połknąć tabletke która mi przy­nio­sła, podpi­sać papier, że nie będe wsta­wał z łóżka i iść prze­brać się w baaar­dzooo kusą piżamke :P Tak jak mówiła, tak zrobi­łem. Ten słynny „Głupi Jaś” to fajna sprawa. Uczu­cie jak po paru piwach, komplet­nie mnie nie obcho­dziło co będą mi robić, a o ból dalej się nie martwi­łem (i słusz­nie :D). Po chwili przy­szedł pan chirurg, który miał mnie opero­wać. Przed­sta­wił się, zapy­tał co u mnie, spraw­dzał chyba, czy jestem już w odpo­wied­nim stanie do opera­cji :P Za bardzo go nie słucha­łem, odpo­wia­da­łem mu głupim uśmie­chem i długim „taaaak, doooobrzeee, oczy­wi­ścieee”. Haha :D No i później przy­szły panie piele­gniarki, powie­działy, że „jedziemy na prze­jażdzkę” i poje­cha­li­śmy odwie­dzic blok opera­cyjny. Po drodzę jesz­cze zmiana łóżka i byli­śmy na miej­scu. Zawsze chcia­łem zoba­czyć na żywo taką salę, ale w sumie po tej tabletce to nie chciało mi sie nawet glowy podno­sić :P Także widzia­łem tylko sufit. Poprzy­pi­nali mi jakieś bajery gadżety, jakiś klips na palec, ręce na rzepy. W między­cza­sie pan anaste­zjo­log próbo­wał nawią­zać rozmowę, trochę sie posmia­łem poopo­wia­da­łem. Chyba mówi­łem strasz­nie nudne rzeczy, bo posta­no­wił mnie uśpić haha :D Powie­dzial ze załozy mi jakaś maskę i mam poli­czyć do 10. Dobre mi sobie, dałem radę jedy­nie do dwóch a potem… 3 godziny wyjęte z życia. Miałem znie­czu­le­nie ogólne (zapo­mnia­łem dodać :P). Gdy się wybu­dzi­łem dopiero zaczeła się rzeź­nia. Trochę nie wiedzia­łem gdzie jestem, nos cały zapchany, w ustach susza. Wiec wyję­cza­łem „Wodyy”, ale pani pielę­gniarka dała mi miło, ale jasno znać, że mogę poma­rzyć :P Ja niestety sie troche wkurzy­łem i znowu „wodyyy”. No niestety nic to nie dało, co wiecej pogor­szyło, bo wkro­pili mi do ust AŻ 3 KROPELKI WODY. haha :D Nastep­nie gdy stwier­dzili, że jestem już wybu­dzony, przy­szedł pan aneste­zjo­log, zapy­tał sie co u mnie. No kurde, zaje­bi­ście haha Odpo­wie­dzia­łem, że chciał­bym sie napić. Niestety on też był nieugięty :( No trudno, zawie­zli mnie na sale z powro­tem. I powiem tak: TO NAPRAWDĘ NIC NIE BOLI! Straszny dyskom­fort spra­wia jedy­nie suche usta i nos z kilo­me­trem bandaży, Poza tym zero jakich­kol­wiek powi­kłań, zero wymio­tów, zero dresz­czy z zimna, To prawda, że noc z tampo­nadą nosa nie nalezy co najprzy­jem­niej­szych, bo zasnie­cie jest prak­tycz­nie niemoż­liwe, ale to jest tylko jedna noc (przy­naj­mniej u mnie była). Na drugi dzień lekarz wyjął mi ją. Powiem tak: nie jest to ból, jest to takie uczu­cie, jakby ktoś rolety okienne chciał podnieść, tyle że ten sznu­rek znaj­duje sie w Waszym nosie :P I przy­się­gam na Boga, że po wyję­ciu tych bandaży, ulga jest natych­mia­stowa, nic Was nie boli, nic nie spływa do gardła (wcze­sniej też nie spły­wało). Jedy­nie jak dadza Wam jakies kropelki, a że nosek drożny to poleci do gardła ale to tyle. Naprawdę nie ma się co dener­wo­wać, bać i prze­ra­żać! Jeżeli przyj­miemy że dany ból wystę­puje przez 12 godzin, to co to jest w stosunku do całego życia! Marne 12 godzin! A jaki komfort oddy­cha­nia później mmmm :D Pole­za­łem trochę i były jesz­cze później zdej­mo­wa­nie szwów z wewne­trzenj strony warg, ale o tym nie bede mówił, bo tak jak mówi­łem miałem troche inna opera­cje :D Ale mówię Wam: nie bójcie się, bo to naprawdę nie boli a już napewno nie w tym szpitalu :)

  • Rot
    18 stycznia 2015 - 02:19 | Permalink

    Witam. Jestem po wypi­sie w domu,czyli druga noc godz 02.19 po zabiegu .Nos zatkany zero spania, ból szyi nie wiadomo dlaczego i gardła. Czekamy co dalej. Zabieg miałem w Rzeszowie

  • raija
    31 stycznia 2015 - 23:09 | Permalink

    Dzięki wszyst­kim za info. Bardzo mi pomo­gli­scie w podję­ciu decy­zji. ŻYCZĘ WSZYSTKIM ZDROWKAZA MNIE TRZYMAJCIE KCIUKI. Pozdrawiam.

  • Katarzyna
    3 lutego 2015 - 18:16 | Permalink

    Miałam zabieg tydzień temu. Na wstę­pie zazna­czam, że mam prawie 16 lat. Pierw­szy dzień to przy­ję­cie do szpi­tala, bada­nia i wizyty u leka­rzy. Od północy nie można nic jeść ani pić. Rano śpi się tak do 7, bo potem zaczyna się mycie podłóg. Czeka się aż dzieci będą po zabie­gach, bo one idą pierw­sze. Godzinę przed zabie­giem dostaje się kroplówkę i chlo­rek sodu. Tuż przed zabie­giem należy prze­brać się w szpi­talną koszulę. Nie można mieć na sobie bieli­zny, a przy­naj­mniej nie radzę :) Pielę­gniarka prowa­dzi na blok. Następ­nie jesteś prze­wo­żony na salę opera­cyjną. Tam prze­cho­dzisz na stół. Ja miałam narkoze i intu­ba­cję. Potem budzisz rozin­tu­bo­wany lub z rurką. Ja na szczę­ście nie pamię­ta­łam jej wycią­gnię­cia. Jest­prze­wo­żo­neyny na salę. Możesz prze­spać nawet całą resztę dnia. Sikasz do basenu. Bo nie wolno ci wstać, chyba że masz dużą siłę perswa­zji, to po 6 h od zabiegu możesz poje­chać na wózku do toalety. Po zabiegu możesz mieć skok ciśnie­nia oraz spadek tentna, ja miałam poni­żej 45. To co dają ci do wspo­ma­ga­nia oddy­cha­nia buzią nic nie daje. Leki dosta­jesz koło 23 keta­nol i anty­bio­tyk. Żeby napić się chociaż łyka czekasz do północy. Mnie na drugi dzień okrop­nie bolały zęby, głowa i nos. Często łzawiły oczy itd. Nie zawsze keto­nal pomaga, przy­naj­mniej nie mi. 5 h meczy­łam się sama, bo lek nie zadzia­łał. Po 2 dobach od zawy­cią­ga­łemW­jąją tampo­nade, możesz dostać znów keto­nal, ale ja odmó­wi­łam. Gdy zleci krew, zakro­pluja nos, następ­nie­pie­lę­gniar­kia poka­zuje ci jak płukać nos. Teraz jestem w domu i biorę anty­bio­tyk, tabletkę musu­ją­ceą ułatwia­jącą odkrztu­sza­nie, jesz­cze jakąś właści­wie nie wiem po co, krople i 7 razy dzien­nie co 1.5 h płuczesz nos chlor­kiem sodu. A za 2 dni idę na wycią­gnię­cie płytek z nosa. W sumie w szpi­talu spędzasz trochę ponad 3 dni.

  • Katarzyna
    3 lutego 2015 - 18:21 | Permalink

    Miałam zabieg tydzień temu. Na wstę­pie zazna­czam, że mam prawie 16 lat. Pierw­szy dzień to przy­ję­cie do szpi­tala, bada­nia i wizyty u leka­rzy. Od północy nie można nic jeść ani pić. Rano śpi się tak do 7, bo potem zaczyna się mycie podłóg. Czeka się aż dzieci będą po zabie­gach, bo one idą pierw­sze. Godzinę przed zabie­giem dostaje się kroplówkę i chlo­rek sodu. Tuż przed zabie­giem należy prze­brać się w szpi­talną koszulę. Nie można mieć na sobie bieli­zny, a przy­naj­mniej nie radzę :) Pielę­gniarka prowa­dzi na blok. Następ­nie jesteś prze­wo­żony na salę opera­cyjną. Tam prze­cho­dzisz na stół. Ja miałam narkoze i intu­ba­cję. Potem budzisz rozin­tu­bo­wany lub z rurką. Ja na szczę­ście nie pamię­ta­łam jej wycią­gnię­cia. Jest­prze­wo­żo­neyny na salę. Możesz prze­spać nawet całą resztę dnia. Sikasz do basenu. Bo nie wolno ci wstać, chyba że masz dużą siłę perswa­zji, to po 6 h od zabiegu możesz poje­chać na wózku do toalety. Po zabiegu możesz mieć skok ciśnie­nia oraz spadek tentna, ja miałam poni­żej 45. To co dają ci do wspo­ma­ga­nia oddy­cha­nia buzią nic nie daje. Leki dosta­jesz koło 23 keta­nol i anty­bio­tyk. Żeby napić się chociaż łyka czekasz do północy. Mnie na drugi dzień okrop­nie bolały zęby, głowa i nos. Często łzawiły oczy itd. Nie zawsze keto­nal pomaga, przy­naj­mniej nie mi. 5 h meczy­łam się sama, bo lek nie zadzia­łał. Po 2 dobach od zawy­cią­ga­łemW­jąją tampo­nade, możesz dostać znów keto­nal, ale ja odmó­wi­łam. Gdy zleci krew, zakro­pluja nos, następ­nie­pie­lę­gniar­kia poka­zuje ci jak płukać nos. Teraz jestem w domu i biorę anty­bio­tyk, tabletkę musu­ją­ceą ułatwia­jącą odkrztu­sza­nie, jesz­cze jakąś właści­wie nie wiem po co, krople i 7 razy dzien­nie co 1.5 h płuczesz nos chlor­kiem sodu. A za 2 dni idę na wycią­gnię­cie płytek z nosa. W sumie w szpi­talu spędzasz trochę ponad 3 dni

  • soso
    17 lutego 2015 - 14:47 | Permalink

    proszę napisz­cie czy Pani Dr Lacho­wicz Uchman to dobra specja­listka jestem prze­ra­żony mam miec prosto­waną prze­grode i już mam stan przedzawałowy:)

  • Niezdecydowana
    10 marca 2015 - 08:43 | Permalink

    Witam wszyst­kich! Za tydzien czeka mnie zabieg septo­pla­styki (prosto­wa­nia prze­grody noso­wej) . Tak sie boje ze nie spie juz od ponad tygo­dnia. Moje pyta­nie brzmi , czy ktos mial z Was prze­pro­wa­dzony ten zabieg w SZPITALU św. Wojcie­cha w GDANSKU na ZASPIE ?? I moze mi powie­dziec czy tam dobrze robia nosy??? Prosze Gdansz­czan o odpo­wiedz i pozdrawiam !!

  • OceanDonut
    14 marca 2015 - 19:50 | Permalink

    Witaj­cie, zacznę od tego, że zabieg miałam 11.03.15. Zosta­łam przy­jęta na oddział otola­ryn­go­lo­gii z rozpo­zna­niem krzywa prze­groda nosowa, prze­wle­kłe zapa­le­nie zatok i ciało meta­liczne w lewej zatoce zębo­wej (dentystka prze­pchnęła mi plombę do zatoki).
    Na zabieg czeka­łam ok 8 miesięcy. Musia­łam mieć zrobione bada­nia krwi, pobie­rali do ok 14 ampu­łek, morfo­lo­gia, kreaty­nina w suro­wicy, glukoza w osoczu, potas w suro­wicy, sód w suro­wicy, mocz­nik w suro­wicy, oprócz tego musieli okre­ślić moją grupę krwi, na wypa­dek kompli­ka­cji i potrzeb­nej trans­fu­zji. Musia­łam być zaszcze­piona prze­ciw żółtaczce WZW typu B. Opera­cję zlecili mi po bada­niu tomo­gra­fii kompu­te­ro­wej. Musia­łam mieć wyle­czone zęby, żadnej pruch­nicy, ubyt­ków czy stanów zapal­nych, musia­łam być zdrowa, żadnego prze­zię­bie­nia. 20 dni przed przy­ję­ciem na oddział musia­łam potwier­dzić tele­fo­nicz­nie przy­by­cie, nie potwier­dze­nie w termi­nie skut­kuje usunię­ciem z listy pacjen­tów i ponowne ocze­ki­wa­nie 8 miesięcy.
    Na oddział zosta­łam przy­jęta 10.03, musia­łam być o 8 rano na izbie przy­jęć plano­wa­nych, na czczo. Gdy nade­szła moja kolej weszłam do takiego przej­ścio­wego gabi­netu, gdzie dosta­łam opaskę na rękę, podpi­sa­łam papiery, upoważ­ni­łam rodzinę do infor­mo­wa­nia o moim stanie zdro­wia. Zosta­łam pokie­ro­wana do szatni, gdzie musia­łam prze­brać się w piżamę a ubra­nia oddac do szatni, bądź dać rodzi­nie, żeby zabrali do domu, na oddział nie weszla­bym w ubra­niu, następ­nie szłam do pocze­kalni i czeka­łam na sani­ta­riu­sza, który zapro­wa­dził mnie na oddział. Tam czeka­łam bardzo długo na czczo, bo mówili, że będę miała bada­nia, ok godziny 13 dosta­łam łóżko w sali 4 osobo­wej z łazienką. Osta­tecz­nie pozwo­lili mi jeść, bo okazało się, że w tym dniu badań mieć nie będę, strasz­nie wkurzona, że tyle musia­łam czekać na łóżko i jesz­cze głodna w końcu się poło­ży­łam. Od razu zosta­łam zerwana do gabi­netu badań, tam zagla­dali mi do nosa, gardła i uszu. Następ­nie zosta­łam wezwana do gabi­netu zabie­go­wego do pani ordy­na­tor (najlep­sza ordy­na­tor laryn­go­log w Polsce), tam zajrzała mi do nosa i gardła, uwinęła się w około 20 sekund ze wszyst­kim. Potem miałam wywiad z pielę­gniarką na temat znie­czu­le­nia, musia­łam podpi­sać papiery. Wieczo­rem przy­szedł aneste­zjo­log który opowie­dział mi jak wszystko będzie wyglą­dało, narkoza, intu­ba­cja itd dali mi w końcu spokój, jeść i pić mogłam do północy, po północy nie mogłam nic jeść, pić nawet żuć gumy.
    11.03 7:00 pobodka, pomiar tempe­ra­tury ciała, obchód, ok 10 kazali mi się wyką­pać, byłam trze­cia w kolejce, po mnie miały być jesz­cze dwie osoby, zabieg miałam prze­wi­dziany na godzinę 12. Po wyka­pa­niu sie dosta­łam białe, sznu­to­wane na dekol­cie wdzianko, dość długie, przed kolana, nie mogłam mieć biusto­no­sza i spodni, jedy­nie majtki i skar­petki. Ok 11 dosta­łam głupiego Jasia i nie mogłam wsta­wać z łóżka, zadzia­łał na mnie strasz­nie pozy­tyw­nie, okrop­nie chciało mi się śmiać, wszy­scy na sali poza­sy­piali tylko nie ja, jak wsta­łam czułam nogi jak z waty a całe ciało jak z betonu, ciężko się utrzy­my­wało równo­wagę, o 12 przy­cho­dzi pielę­gniarka i mówi, że idziemy na opera­cję i czy dam radę iść sama czy wziąć wózek, poszłam pod rękę z kole­żanką. Wcho­dzę na blok opera­cyjny, masa chirur­gów, podcho­dzi do mnie młody i strasz­nie sympa­tyczny aneste­zjo­log, kazał zosta­wić mi kapcie, które potem znala­zły się w mojej sali, nie wiem jakim cudem. Dał mi na skar­petki takie ochra­nia­cze jak są w szpi­ta­lach na buty, wziął mnie pod rękę i poszli­śmy na główny blok opera­cyjny, ja mu zako­mu­ni­ko­wa­lam przed, że Jaś na mnie nie działa a dzia­lal. Wcho­dzimy na główny blok, a on taki duży, jasny, błękitny, strasz­nie mi się podo­bał, taki ciepły, nie jakieś kafelki czy coś, od razu kazał mi się poło­żyć na stole, był dość twardy, ale nie aż tak jak myśla­łam, miał mięk­kie pod głową. To co teraz opisze, działo się bardzo szybko, czułam się jak bym była w stanie zagro­że­nia życia, że tak szybko muszą mnie do wszyst­kiego popo­dłą­czać . Zazna­czę, ze byłam strasz­nie oszo­ło­miona, ten Jaś dzia­łał na mnie tak, że miałam komplet­nie w nosie co się dzieje, miałam świetny humor, będąc na tym stole cały czas się śmia­łam i opowia­da­lam kawały, ciągle rozma­wia­jąc z aneste­zjo­lo­giem, śmiał się ze mnie i mówił do pielę­gnia­rek, że Jaś działa perfek­cyj­nie. Zapy­tał się mnie o wzrost i wagę, powie­dzia­łam, żeby dał coś mocniej­szego, bo się boję, że się w trak­cie obudze. Do prawej ręki przy­pięto mi ciśnie­nio­mierz, przy­pieli ta rękę jakby mi do ciała takim mate­ria­łem, prawą rękę przy­pieli pasem, zało­żyli wenflon, na który mówili moty­lek, przy­pieli mi taki spinacz z niebie­skim świa­tłem do kciuka, rozwią­zali jeden sznu­rek na koszulce i przy­pieli czuj­niki pracy serca, ciągle mnie zaga­dy­wali, ale ich nie widzia­łam, bo stali mi za głową, przy­kryli mnie takim cien­kim mate­ria­łem, tym z którego robią te ochra­nia­cze na buty. Wpuscili mi do wenflonu jakąś wodę i taką dużą strzy­kawke do połowy czegoś białego, jak mleko, ciągle mnie zaga­dy­wali ale miałam świetny humor i opowia­da­lam kawały, śmieli się ze mnie, nagle mówi, no to lecimy w kosmos, przy­kłada mi deli­kat­nie do twarzy poma­rań­czową maseczke, od której odcho­dzily dwie rury i ta maseczka była bardzo miekka, powie­dział, że poczuje ból w żyle, nic nie poczu­lam. Nagle zaczęło robić mi się tak ciemno przed oczami i uświa­do­mi­łam sobie, że to nie sen, że to prawda, spani­ko­wa­lam i zaczę­łam mu mówić, że rezy­gnuje, że nie chce jednak, on przy­ci­snal mi ta maseczke do twarzy i kazał wziąć mi gleboki wdech. Obudzi­łam się gdy prze­kla­dali mnie na moje łóżko z sali, które nie wiem skąd się tam wzięło, słysza­łam tylko jak mówią pielę­gniarką, że pacjentka na medal, że im humor popra­wi­lam, że mogliby mieć same takie. Strasz­nie nie mogłam się docze­kać aż prze­jadę się łóżkiem windą, oczy­wi­ście z moim fartem prze­spa­łam ten moment i ocknę­łam się wjez­dza­jac na oddział, widzia­łam tylko kontury, w pełni wzrok odzy­ska­lam po kilku godzi­nach. Od razu kroplówki, opera­cja trwała 4 godziny, potem na bloku opera­cyj­nym na sali poope­ra­cyj­nej mnie wybu­dzali i wyjmo­wali mi ta rurkę intu­ba­cyjną, dopiero wtedy, gdy uzyskali ze mną kontakt i wiedzieli, że się w pełni obudzi­łam, ale nie wiem po czym to wywnio­sko­wali, bo komplet­nie nie pamię­tam pobytu na tamtej sali, nie pamię­tam wyjmo­wa­nia tej rurki ani nic, jedy­nie pielę­gniarki mi powie­działy, podobno zaczę­łam mówić kawał, zasne­lam w poło­wie i jak mnie wybu­dzili kazali mi go dokoń­czyć, to dokon­czy­lam inny i wyszło coś bardzo nie śmiesz­nego. Na oddziale byłam jesz­cze przez dwie godziny na sali poope­ra­cyj­nej i zawie­zli mnie na moja salę. Cały czas keta­nol w kroplowce, noc nie była taka zła jak pisze­cie, miałam strasz­nie dobry humor. Budzi­lam sie, żeby prze­łknąć ślinę, bo przez sen z zapcha­nym nosem się nie dało, bolało mnie gardło od tej rurki, dłoń od wenflonu, a na resztę dzia­łał keto­nal i było ok, wiadomo, nie przy­jem­nie, ciężko się oddy­cha przez usta, ale da radę, a ja nigdy nie potra­fi­łam oddy­chać przez usta, wlewa­lam sobie no nosa litry xylo­me­ta­zo­linu, myśla­łam, że nie dam rady się przy­zwy­czaić, ale dało radę. Rano obchód, kroplowka keta­nol, pomiar temp ciała, śnia­da­nie. Ok 12 wyjście opatrunku z nosa, miałam dwa mega długie tampony w nosie, z których wysta­waly jakieś czarne sznurki, lekarz dała mi nerkę pod brodę, kazała wziąć głęboki wdech i szyb­kim ruchem wyrwala mi wszystko z nosa, drugą dziurkę tak samo, nagle potok krwi, zalo­zyly mi sączki pod nos, dały jakiś oleisty roztwor w strzy­kawce do płuka­nia nosa, poszłam do łóżka, dosta­łam kroplowke, wypis i recepty. Zale­ce­nia: „unika­nie wysiłku przez 14 dni, do nosa stoso­wać Fixsin 4xdz płuka­nie nosa przez miesiąc (totalna masa­kra), sulfa­ri­nol 4×4 krople 10 dni, rhino­pan­te­ina 2xdz, clari­tina active 2x1tabl, zinnat 2×1 tabl (anty­bio­tyk), avamys 2×1 rozpy­le­nie do nosa — rozpo­cząć za 3 tygo­dnie. Bada­nie kontro­lne w oddziale 19.03.15 godz. 8 usunię­cie płytek stabi­li­zu­ja­cych, odbiór wyni­ków hist­pat za dwa tyg.” W szpi­talu byłam 3 dni, zabieg był tak długi dlatego, że nie robili samej prze­grody tylko też zatokę i powiem wszyst­kim, którzy mieli opera­cję na samą prze­grode, że jeste­ście pani­ka­rzami, wyol­brzy­mia­cie i nie strasz­cie innych, tak jak mnie, przed zabie­giem czyta­łam sobie Wasze posty i się strasz­nie balam, teraz już wiem, że nie ma czego, nie ma żadnego bólu, jedy­nie dyskom­fort. Powiem jesz­cze, że mi w prawej dziurce robili tylko prze­grode, a w lewej i prze­grode i zatokę i prawa jest w super stanie, prawie nic nie boli, mogę doty­kać, jest super, nato­miast lewa jest w tragicz­nym stanie, ciągle ciek­nie mi z niej krew, w środku są szwy, płytka, masa stru­pów, nawet na zewnątrz na około dziurki masa stru­pów, nie ma opcji, żeby dotknąć, prawa dziurką normal­nie oddy­cham, lewa dziw­nie świsz­czy, a to wszystko przez tą zatokę, podkre­ślam, że do zatoki czoło­wej da się dojść przez nos więc luz, a do zębo­wej trzeba się doci­nać przez ścianki nosa, dlatego też tak długo to trwało. Osobi­ście gdybym musiała iść jesz­cze raz na opera­cję to bym poszła, okres przed­ope­ra­cyjny i sama opera­cja to super sprawa, czułam się total­nie naćpana, bo nigdy w życiu w miej­scu publicz­nym bym się tak nie zaci­wy­wala, po minu­cie już prze­szłam ze wszyst­kimi na bloku na ty, a prze­cież to leka­rze mega wyso­kiej rangi, więc nigdy w życiu na trzeźwo bym się tak nie zacho­wała, ale oni super do tego pode­szli, smieli się, każdy to rozu­miał, nie zwra­cali na to uwagi. Jak dla mnie najgor­szy okres to jak jestem już w domu, nie dostaje kroplo­wek i bardziej boli, prawa strona twarzy nic, za to lewa strasz­nie boli, łącz­nie z zębami, okiem itd jesz­cze się prze­zie­bi­lam, mam straszny kaszel, kicham, ciągle mi ciek­nie z nosa, ale biorę anty­bio­tyk, więc mam nadzieję, że wszystko będzie ok. pole­cam, nie ma się czego bać :)

  • sabina
    6 kwietnia 2015 - 10:53 | Permalink

    ksztalt nosa nie zmie­nia sie? dobre sobie :), oczy­wi­scie ze sie zmie­nia ponie­waz stan­dar­dowa proce­dura jest wyci­na­nie kawalka chrzastki aby ta (rosnie przez cale zycie) nie krzy­wila ponow­nie prze­grody. co powo­duje ze z profilu moze byc nieco zapad­niety w zale­zno­sci od tego jak wydatna mamy kosc nosowa.
    poza tym osta­teczny ksztalt nosa widoczny jest po pol roku.

    wiem, bo sama to przeszlam.

  • Mariusx
    18 kwietnia 2015 - 12:14 | Permalink

    To i ja się pochwalę jak wyglą­dał zabieg z perspek­tywy faceta, bo jak wiadomo kobiety lubią wszystko wyol­brzy­miać. Miałem zabieg korek­cji małżo­win oraz prze­grody noso­wej w prywat­nej klinice obok ul. Świę­to­krzy­skiej w Warsza­wie. Na moje życze­nie zrezy­gno­wa­łem z narkozy, głupich jasiów, seda­cji, tylko znie­czu­le­nie miej­scowe. Dlaczego? Ponie­waż wg mojego roze­zna­nia prze­groda nosowa jest bardzo cienka i uważa­łem, że zabieg nie będzie dużym obcią­że­niem dla orga­ni­zmu. Sam zabieg trwał 1 godzinę i był bezbo­le­sny tylko czasem mocniej zabo­lało. Po zabiegu odmó­wi­łem poda­nia leków prze­ciw­bó­lo­wych dożylnie/domięśniowo, po 15 minu­tach po zabiegu czułem się świet­nie i miałem ochotę opuścić klinikę ale pielę­gniarka powie­działa że dopiero po 2 godzi­nach można opuścić klinikę. Zatem o 7.30 zjawi­łem się w klinice a o 12.00 byłem już w domku. Nos po zabiegu w ogóle nie bolał, wkurzały mnie jedy­nie opatrunki, musia­łem oddy­chać ustami. Prze­groda jest opuch­nięta i z tego co widzę to ciągle wychyla się lekko w lewą stronę ale ocenię gdy opuchli­zna zejdzie całko­wi­cie. Kształt nosa nie zmie­nił się ponie­waż pierw­sze 1,5 cm prze­grody nie jest ruszane a dalej nos trzyma się na grubej kości noso­wej a nie na prze­gro­dzie noso­wej które jest cienką chrząstką a nie kością.

  • pacjent3miasto
    21 kwietnia 2015 - 19:38 | Permalink

    Witaj­cie, to znowu ja — tym razem świeżo po zabiegu prze­grody nosa :) Powiem szcze­rze, że w moim wypadku było dosyć niejed­no­znacz­nie. Tzn. troche jest jak pisze­cie i troche nie. Zaczne od poczatku.
    Byłem opero­wany w szpi­talu Mary­narki Wojen­nej w Gdań­sku (Polanki). Stawie­nie się o godzi­nie 16 w środę. Do 18 możemy jesć, to 22 pić. Opera­cja plano­wana dnia nastep­nego na godzinę 8. Godzinę przed opera­cją musimy się wyką­pać, prze­bie­ramy się w tą kusą piżamkę, dosta­jemy tabletkę, tzw. „głupiego Jasia”, podpi­su­jemy pozwo­le­nie i czekamy w łóżku na swoją kolej. Po godzi­nie przy­jez­dza miła pani pielę­gniarka z wóżkiem i zawozi nas do zabie­gówki. Ja miałem znie­czu­le­nie miej­scowe. Pielę­gniarka spry­skuje nos i gardło okrop­nie niedo­brym sprayem, który znie­czula. Ma okropny smak. Nastep­nie przy­cho­dzi pan doktor i zaczyna się, Najpierw wbija kilka razy znie­czu­le­nie 10cm igłą. I tu było najgor­sze. Zrobiło mi sie okrop­nie niedo­brze, byłem cały mokry, lało się ze mnie, do tego duszno i zakre­cilo w glowie. Pan doktor uspo­ka­jał mnie, że po kilku glebo­kich wdechach mi przej­dzie i miał racje. Kilka wdechów i jak ręką odjął. A póżniej z górki: stuka­nie, skro­pa­nie, piło­wa­nie. Czułem się trochę jak w zakła­dzie wędli­niar­skim. Nos mi co chwile chru­pał, pan doktor umie­jęt­nie walił młot­kiem i wykrę­cał nos we wszyst­kie strony. Co ciekawe — zero bólu, no przy­się­gam że nic nie bolało. Dziwne uczu­cie, to prawda ale nie boli nic a nic. Wspomne, że miałem wyko­ny­waną septo­pla­stykę i koncho­pla­stykę, ponie­waż miałem poprze­ra­stane małżo­winy nosowe oraz usuwał mi jakiś kolec. Po godzi­nie bicia na kotleta mojego nosa, lekarz go zszył, potrak­to­wał jakimś prądem, co by znów nie odro­sło, włożył te nieszcze­sne tampony i odje­cha­łem na sale. Tam już czekała pięle­gniarka z keto­na­lem :D Keto­na­lem byłem szpry­co­wany przez cały czas, a szcze­rze mówiąc nawet po opera­cji mnie nos nie bolał, jedy­nie tak pulso­wał jakby ktoś mi przy­pie­przył :D Trochę sobie pospa­łem. Coś zjadłem, znowu pospa­łem i zjadłem. Najbar­dziej obawia­łem się, że przez te tampony znowu bede mial bezsenna noc, aczkol­wiek prze­spa­łem całą. Może obudzi­lem sie kilka razy bo jednak usta wysu­szone i trzeba sie napić. Nastep­nego dnia z samego rana wyje­cie tampo­nów no i wtedy rewelacja.Super się oddy­cha przez nos, aczkol­wiek tylko przez jakis czas, ponie­waż pozniej tworzą się skrzepy, robią się strupy dosyć duże i nos nie jest taki drożny. Jestem dwa tygo­dnie po opera­cji i już mogę swobod­nie oddy­chać, aczkol­wiek nos jest troche jesz­cze obolały, najbar­dziej odczu­wam ból gdy wieje wiatr. W kazdym razie nie żałuje, mało bólu, dużo szczę­scia :) i trochę nos mi się zmniej­szył :D

  • Adix
    24 kwietnia 2015 - 20:57 | Permalink

    witam wszyst­kich. jestem po prosto­wa­niu prze­grody noso­wej oraz pomniej­sza­niu małżo­win. opera­cja odbyła sie 21 kwiet­nia pod narkozą. mam pare pytan do osób już po zabiegu. czy mieślice zatkany nos, a jak tak to jak długo po opera­cji ? ( w moim prze­padku czasem tylko prawa dziurka drożna, a ta zdrwoa przed opera­cja to wgl nie.) oraz po jakim czasie scho­dzi opuchlizna ?

  • Mariusx
    25 kwietnia 2015 - 09:42 | Permalink

    Ja miałem nos zatkany przez tydzień aż do wizyty kontro­l­nej gdzie lekarz odessał resztki krwi, opatrunku. W tej chwili jestem 10 dni po septo­kon­cho­pla­styce i droż­ność nosa nawet nie powró­ciła do stanu sprzed opera­cji, małżo­winy skur­czyły się trochę (metoda Celon) ale ciągle zajmują 80% dziurki.

  • Maras
    27 kwietnia 2015 - 10:41 | Permalink

    Witam mam takie pytanie,miał ktoś robioną prze­grode w Pozna­niu na NFZ,ja mam skie­ro­wa­nie od 3 tyg.Niewiem jaki szpi­tal wybrać i kogo by tu byście mi pole­cili za doktora?,czy iść prywatnie?,Byłem u doktora Chiciaka-ale zbyt­nio mi sie nie podoba po tym co mówił i jakoś jestem zniechęcony.Mam wybór szpi­tali Piła,Poznań,Wałcz-może ktoś mi pole­cić kogoś dobrego.Z góry dziękuję.

  • Teishu
    21 sierpnia 2015 - 12:15 | Permalink

    Zielona — nadal nie możesz tą zdrową dziurką normal­nie oddy­chać? Ja jestem dopiero dwa dni po zabiegu i póki co mam tak samo. Lewą, którą wcze­śniej miałem niedrożną, teraz oddy­cham jak szalony, a prawą, którą miałem prawie ok, słabo — jest zapchana glutami. Mam nadzieję, że mi to przej­dzie szybko, ale martwię się trochę.

  • Teishu
    31 sierpnia 2015 - 11:38 | Permalink

    Witam ponow­nie :) Jestem 12 dni po opera­cji prze­grody noso­wej i mogę stwier­dzić jedno­znacz­nie, że było warto. Teraz jesz­cze muszę czyścić nos solą morską w sprayu kilka razy dzien­nie, ale oddy­cha mi się niepo­rów­ny­wal­nie lepiej. Już chciał­bym lecieć na siłow­nię i na rower, ale jesz­cze się wstrzy­mam od wysiłku około miesiąca.
    Oto co zaob­ser­wo­wa­łem:
    Plusy:
    – oddech przez nos całą pier­sią, cudowna sprawa,
    – oddy­cham przez nos nawet w nocy, rano budzę się z zatka­nym na wpół nosem (przed opera­cją rano budzi­łem się zawsze z zatka­nym nosem i brązo­wym paskiem na języku i ogól­nym tramp­kiem jak po mocnym piciu, cała jama ustna zaschnięta w skutek oddy­cha­nia przez usta)
    – 16 dni zwol­nie­nie z pracy. Został mi jesz­cze tydzień, a już mogę wszystko robić oprócz spor­tów.
    – lepiej czuję zapach

    Minusy:
    — brak (tej jednej nocy tuż po opera­cji, gdzie miałem nos wypchany opatrun­kami nie zali­czam do minu­sów, trzeba to po prostu prze­trwać, wyku­pić TV i oglą­dać do późnej nocy a później spać na wpół siedząco:)

  • Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <p> <pre lang="" line="" escaped=""> <q cite=""> <strike> <strong>