Zabieg prostowania przegrody nosowej – fakty i mity

Na moim blogu więk­szość wpisów jest na temat Linuksa czy też tema­tów „około­kom­pu­te­ro­wych”, dzisiaj zdecy­do­wa­łem się jednak napi­sać o czymś zupeł­nie innym. W końcu mottem bloga jest również „o wszyst­kim co się nawinie”.

W Inter­ne­cie znaleźć można kupę bzdur na temat zabiegu prosto­wa­nia prze­grody noso­wej: stra­sze­nie o wiel­kim bólu, wale­niu młotem w nos, łama­niem „na żywca”, bez znie­czu­le­nia, kału­żach krwi, tygo­dniach w szpi­talu itd. Na forach inter­ne­to­wych jest tego aż nadto.

Sam prze­sze­dłem ten zabieg kilka dni temu. Jest to temat trochę osobi­sty, ale myślę, że warto niektó­rych „uświa­do­mić”. Posta­ram się opisać jak to wygląda z możli­wie najwięk­szą ilością szczegółów.

Wpis ten dedy­kuję wszyst­kim tym, którzy muszą iść na zabieg, ale nie idą – bo się boją :)

Rozpo­zna­nie

Prze­groda nosowa skrzy­wia się najczę­ściej w wyniku urazu (bójki, „akro­ba­cje” po pija­nemu itd.) Nie jest to jednak regułą. Niektó­rym skrzy­wia się prze­groda podczas normal­nego wzro­stu (ale to rzadko). Moją przy­czyną pobytu (i reszty osob­ni­ków na oddziale) był oczy­wi­ście uraz sprzed kilku lat.

Po czym poznać, że z prze­grodą jest coś nie tak? Mimo, że mamy wizu­al­nie prosty nos ciągle mamy katar, czer­wone gardło, anginy co jakiś czas, chra­piemy :P Zwykły lekarz pierw­szego kontaktu jest już w stanie ocenić, że z prze­grodą jest coś nie tak. Jeżeli mu się nie chce sprawdzać/coś nas niepo­koi, bierzemy od niego skie­ro­wa­nie do laryn­go­loga żeby sie upewnić.

Laryn­go­log ocenia czy prze­groda jest na tyle skrzy­wiona, że nadaje się do zabiegu, czy lepiej to zosta­wić. Obec­nie nie czeka się z zabie­giem aż ktoś prze­sta­nie rosnąć (do ok. 21 roku życia) – zabieg wyko­nuje się jak najprę­dzej. Od laryn­go­loga dosta­jemy skie­ro­wa­nie na zabieg. Jest on oczy­wi­ście w cało­ści refun­do­wany. Czeka się ok. 1–2 miesięcy.

Przy­go­to­wa­nia

Aby nas wzięto na stół należy speł­nić kilka kryteriów:

  1. Musimy być zaszcze­pieni prze­ciwko żółtaczce typu B (WZW B), a przy­naj­mniej po 2 dawkach (druga dawka po miesiącu od pierw­szej, koszt 1 dawki to ok. 40 zł).
  2. Należy mieć wyle­czone zęby (tu chodzi raczej o jakieś wiel­kie ubytki, stany zapalne).
  3. Nie możemy być chorzy, czyli żadnej grypy itd.
  4. Jeżeli leczymy się na jakąś prze­wle­kłą chorobę, to pole­cam u leka­rza prowa­dzą­cego nasze lecze­nie zała­twić zaświad­cze­nie na co się leczymy i jakie przyj­mu­jemy leki.
  5. Na kilka dni przed plano­wa­nym zabie­giem musimy wyko­nać kilka badań krwi. Są to (nie zawsze laryn­go­lo­dzy każą robić wszystkie):
    • grupa krwi,
    • morfo­lo­gia,
    • czas kaolinowo-kefalinowy (czyli po prostu czas krzep­nię­cia krwi),
    • glukoza,
    • poziom sodu i potasu.

Dzień zabiegu

Takimi zabie­gami zajmują się szpi­tale z oddzia­łami tzw. chirur­gii krót­ko­ter­mi­no­wej. Ja byłem w Miko­ło­wie (opero­wał dr otola­ryn­go­log Wojciech Ścier­ski – ma opinię świet­nego fachowca). Opiszę jak to tam wyglą­dało. Gdzie indziej pewno jest podobnie.

W dzień zabiegu wolno jeść tylko do godz. 8:00 jakieś „lekkie” śnia­da­nie. W szpi­talu stawiamy się o 11:00 rano z wyni­kami badań, skie­ro­wa­niem i kartą chipową.
Pielę­gniarka spisuje nasze dane, prze­pro­wa­dza tzw. wywiad epide­mio­lo­giczny (na co choro­wa­li­śmy, czy mamy tatu­aże, czy i kiedy mieli­śmy jakieś zabiegi opera­cyjne, czy mamy jakieś nałogi).
Zosta­jemy zapro­wa­dzeni do sali, prze­bie­ramy się w swoje piżamy :)
Ok. 12:00 pielę­gniarka zakłada nam wenflon (nie bać się, nie boli, tylko trochę prze­szka­dza).
Ok. 12:30 rozmowa z aneste­zjo­lo­giem. Jeste­śmy pytani o wzrost, wagę, skłon­ność do dener­wo­wa­nia się, przyj­mo­wane leki. Na tej podsta­wie aneste­zjo­log ustala rodzaj i dawkę środ­ków znie­czu­la­ją­cych. Obec­nie nie stosuje się raczej znie­czu­le­nia ogól­nego (duże obcią­że­nie dla orga­ni­zmu), a coś w rodzaju „półsnu” plus do tego znie­czu­le­nie miej­scowe.
Ok. 13:00 rozmowa z laryn­go­lo­giem. Mamy tłuma­czone jak mniej więcej będzie wyglą­dał zabieg.
Dosta­jemy do prze­bra­nia „górę” od piżamy (taka fajna sznu­ro­wana :P ), „dół” ze swojej możemy zosta­wić (czyli mitem jest, że biega się z „gołym tyłkiem”).
Bierzemy w tabletce „głupiego jasia”. Nie można wsta­wać z łóżka, bo nas może nagle „ściąć”. Na różnych ludzi działa różnie. Jeden koleś zasnął, drugi się w sufit tylko patrzył. Ja miałem efekt podobny do wypi­cia ok. 3 piw (czyli ogólne rozluź­nie­nie :) ). Ważne, że pozby­wamy się nerwów.
Należy pamię­tać o tym, że współ­cze­sna medy­cyna nie daje pacjen­towi za dużo cier­pieć. Na każdym kroku dosta­jemy środki prze­ciw­bó­lowe.
Ok. 14:00 prze­wożą nas na salę opera­cyjną. Zabieg prze­biega nie na stole, a na takim fotelu z podpar­ciem na głowę. Przy­le­piają czuj­niki pracy serca, lewą rękę przy­pi­nają nam do ciśnie­nio­mie­rza, prawą przy­wią­zują pasem. Potem dopiero się dowie­dzia­łem, że chodzi o to, żeby czasem krzywdy nie zrobić leka­rzowi :) Dosta­jemy przez wenflon „półu­sy­piacz”. W czasie gdy zaczyna dzia­łać dosta­jemy znie­czu­le­nie miej­scowe w nos (ukłu­cie trochę czuć). Następ­nie wpychają nam opatrunki do nosa, a dalej to nie wiem, bo film się „urywa”. Tracimy kontakt z tym co się dzieje na sali. Czasem mamy wraże­nie, że nam się śni sala opera­cyjna :P Jednym słowem jeste­śmy bardziej naćpani niż ci na dwor­cach (oni przy­naj­mniej wiedzą mniej więcej gdzie są :) ). Zabieg trwa 30–40 min.
Docho­dzimy do siebie już na sali. Nos mamy usztyw­niony opatrun­kami. W ustach posmak krwi :) Po jakimś czasie znie­czu­le­nie prze­staje dzia­łać i dosta­jemy od razu Keto­nal przez wenflon (bardzo silny środek prze­ciw­bó­lowy).
Ok. 23:00 dosta­jemy środek nasenny (zazwy­czaj domię­śniowo :) ). Trudno jest zasnąć, gdyż niewy­god­nie oddy­cha się przez usta.

Dzień po zabiegu

O godz. 6:00 pobudka – pomiar tempe­ra­tury ciała.
7:00 oglę­dziny laryn­go­loga. Pyta się co kogo boli. Jednego kole­sia bolały zęby, mnie trochę ucho, kogoś tam ogól­nie głowa. Nie są to bóle mocne, po prostu mamy całe zatoki w środku poza­py­chane.
Pomię­dzy godz. 8:00 a 9:00 wypisy do domu. Rozpo­zna­nie choroby ma fajną nazwę po łaci­nie: devia­tio septi nasi. Na deser dosta­jemy receptę na maść do nosa i anty­bio­tyk. Dosta­jemy zwolnienie/L4.
Całko­wity czas pobytu w szpi­talu to ok. 22 godziny.

Bezsenna noc w domu. Jeżeli ktoś umiał spać przez dłużej niż 2 godz. to gratuluję :)

2 dni po zabiegu

W godz. popo­łu­dnio­wych zgła­szamy się do laryn­go­loga w celu usunię­cia opatrun­ków. Jest to nie tyle bole­sna, co dosyć nieprzy­jemna sprawa. Sami zdzi­wi­cie się ile można w nosie „upchać” czegoś w rodzaju sznu­ró­wek. Przez chwilę możemy swobod­nie oddy­chać zanim nie zacznie lecieć krew.
Smaru­jemy maściami (a raczej wcią­gamy). Bierzemy anty­bio­tyki – trochę słabo się po nich można czuć.

Następne kilka dni…

Nie wycho­dzimy nigdzie przez kilka dni aż się trochę zale­czy.
Chodzimy do laryn­go­loga 2–3 razy w celu wycią­ga­nia zakrze­pów (niebo­le­sne tylko nieprzy­jemne).
Cieszymy się z korzy­sta­nia z płuc w pełnym zakre­sie :)
Musi­cie mi uwie­rzyć, że WARTO BYŁO!
Kształt nosa raczej nie zmie­nia się (od tego są opera­cje plastyczne, ale za nie już trzeba słono płacić: 2–3 tys. zł), polep­sza się tylko droż­ność nosa.

Trochę was teraz postra­szę. Nie są to moje wymy­sły, a tylko to co mi powie­dział laryn­go­log: Młodzi ludzie z krzy­wymi prze­gro­dami „doła­pują” powie­trze ustami, czyli nic im się nie dzieje. Jednak ludzie starsi o tym zapo­mi­nają, przez co serce zaczyna szyb­ciej bić. W skraj­nych sytu­acjach nastę­puje prze­rost lewej komory serca (mięsień obcią­żony wysił­kiem powięk­sza się). Może to dopro­wa­dzić do zawału serca… lecz tak jak mówię – w skraj­nych sytuacjach.

Mam nadzieję, że wyja­śni­łem na czym to polega, a niezde­cy­do­wa­nych — zdecydowałem :)

Pamię­taj­cie: NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ.

P.S.: Komen­ta­rzy jest tyle, że zaczęły żyć własnym życiem i nie jestem w stanie nad nimi zapa­no­wać. Czytaj­cie na własną odpowiedzialność.

Podobne wpisy:

  1. Auto­ma­tyczne monto­wa­nie party­cji NTFS przy star­cie systemu
  2. Ubuntu i znika­jące “Wyłącz kompu­ter” i “Uruchom ponownie”
  3. Śpie­chu goes Hyper Threading
  4. Złamaną rękę mieć…

512 Comments

  • zielona
    10 lutego 2014 - 09:30 | Permalink

    Jestem po zabiegu. 3 stycz­nia odbył się zabieg.

    1. Pierw­szy dzień,to reje­stra­cja w Izbie Przy­jęć Plano­wa­nych ‚dostaje się kartę choroby i opaskę na rękę. Prze­cho­dzimy do szatni,przebieramy się w piżamę/dres. Pani nas zapro­wa­dza na oddział OTOLARYNGOLOGI. Tam przej­muje nas Pani pielęgniarka,przydziela nam pokój,każe się rozgo­ścić i czekać aż zawo­łają. Jak zawo­łają idziemy na pobra­nie krwi,ekg,papiery wypeł­niamy (taka ankieta,zgody), potem rozmowa z aneste­zjo­lo­giom no i to wszystko w 1 dzień. Obiad jemy,kolację też i od 00:00 już żadnego picia,jedzenia i nawet gumy do żucia. Dosta­jemy płyn dezyn­fek­cyjny w pojem­niczku w którym mamy się umyć wieczo­rem i rano. Na rano dosta­jemy jesz­cze taką płukankę do ust.
    2. około 12:00 zwol­niła się sala więc kazali zjeść niebie­ską tabletkę, poło­żyć się na swoje łóżko i Panie pielę­gniarki prze­wio­zły mnie na oddział operacyjny,tam już odbiera mnie Pani która jest w trak­cie opera­cji. Zaczyna rozmowę o wszyst­kim i o niczym,tak aby pewnie uspo­koić pewnie. Prze­sia­dam się ze swojego łóżka na inne,ale już bez piżamy,tylko w majt­kach i przy­kry­wają nas taka niebie­ską „płachtą”. Potem znów prze­siadka na łózko/stół? operacyjny/e. Wbija­nie wenflonu,podłączanie aparatury,wstrzykiwanie coś do wneflonu,zaczyna już powoli w głowie wirować,rozmowa nadal trwa o wszyst­kim i o niczym, Pan który też tam towa­rzy­szy przy­kłada maskę,prosi o spokojne wdycha­nie.….….….….. Pobudka. Ja akurat jak słyszałam,że Pan mówi „po opera­cji” to odpo­wia­da­łam „jesz­cze nie,nie jest” i tak z parę razy aż skon­tak­to­wa­łam z rzeczy­wi­sto­ścią. Kasz­la­łam trochę,ale nie przy­po­mi­nam sobie wycią­ga­nia rurki,bólu gardła też nie miałam,po prostu uczu­cie sucho­ści w gardle i lekkie drapanie,przechodzi naprawdę szybko. Prze­wie­zie­nie do pokoju,podłączenie do kroplówki i zaczyna się…
    Nos zapchany,oddycha się przez usta, nie jest źle. Niektó­rzy piszą,że woleli by umrzeć niż to prze­ży­wać i inne bzdety… Ludzie ogar­nij­cie się. Nie jest źle. Głowa nie bolała,dostałam keto­nal. Nos w góle mnie nie bolał,ani nie był opuchnięty,ani siwy,ani oczy też siwe nie były. żadnego jedze­nia do 17:00 potem kolacja,no i powo­lutku da się zjeść. Przez 2 dni nie wolno nic gorą­cego pić,potem spokoj­nie można. Noc to kosz­mar dla mnie trochę był,głowa mi pękała,i czułam jakieś nudności,poszłam do pielę­gniarki o 1 w nocy po coś przeciwbólowego,wstrzyknęła para­ce­ta­mol. Weszłam do pokoju i nudno­ści, więc kibe­lek i rzyganko. Wyrzy­ga­łam krew, widok niefajny .. Pewnie podczas zabiegu co nie co się wlało we mnie a mój brzu­szek nie tole­ruje krwi :P No i zmie­nia­nie tych sącz­ków na na nosie aż się całe zakrwa­wią.
    3. Śniadanie,obiad,nudy,kolacja… Ból głowy i smaro­wa­nie ust pomadką,zmiana sącz­ków … itd,itd… wyję­cie wenflonu.
    4. Rano zosta­łam poin­for­mo­wana na obcho­dzie lekarzy,że dostanę wypis. Kazał mi się zjawić przez poko­jem zabie­go­wym z miską ( czy jak to się tam nazywa ). Usia­dłam na fotelu, kazał miseczkę dać pod brodę i zaczęło się… Dla mnie osobi­ście jest to masakra,łzy leciały,trochę bolało,jakby ktoś mi tam żyletką jeździł czy coś,no nie fajnie,nie fajne uczu­cie. Nawet dla cieka­wych wpisać w google [ sadi­stic tampo­nada nosa ]
    No i teraz CIEKAWOSTKA! Chyba znala­złam jeden komen­tarz, na aż prawię 500,że nikt nic nie mówił o nie smar­ka­niu. Mi doktor po wycią­gnię­ciu tampo­nady. Popro­sił o zatka­nie jednej dziurki a drugiej wydmu­cha­nie i tak na zmianę. Nic nie mówil,że nie wolno tego robić. Więc zasta­na­wiam się dlaczego jedni mogą drudzy nie.. A może chodzi o te blaszki których ja też nie mam? Mam tylko szwy. Które usunie mi do 2 tyg ponieważ,dr ma wyjazd a woli sam osobi­ście to zrobić. Więc pewnie chodzi o te blaszki,że nie wolno wydmu­chi­wać jak one są. Zasta­na­wiam się dlaczego ja ich nie mam. Prze­pi­sał mi maść, dwa razy dzien­nie smarować,nie wolno kąpać się w gorą­cej wodzie,14 dni bez wysyłki fizycznego,oszczędzać się. Papierki wypis owe ze szpi­tala w łapę i by by. Do dziś mam jedną zatkaną dziurkę ta co miała zdrową,tą co miałam chorą jest super drożna,aż jestem zachwycona,tylko martwi mnie ta druga,ponoć jest opuch­nięte tam w środku ale.. mam jakieś złe myśli. Ogól­nie nic mnie nie boli,pierwsze dni w domu po wypi­sie trochę krwi,wydzieliny wyle­ciało z nosa,jeden zakrze­pów prak­tycz­nie nie mam chyba,że są gdzieś tam w głębi. Samo­po­czu­cie dobre,zero bólów głowy,zero bólu nosa. Tylko ta zdrowa dziurka zatkana mnie martwi.. Miał ktoś tak??
    No i podsu­mo­wa­nie. Kochani kto musi,niech zdecy­duje się na ten zabieg. Czyta­łam komen­tarz jakieś dziewczyny,że gdyby miała drugi raz iść na zabieg to by nie poszła,ale ogól­nie super jest po. Ludzie… słabi mnie. Ja bym poszła ponow­nie gdybym miała tylko czuć ulgę i normal­nie oddy­chać. Nic strasznego,pod narkozą nic nie boli. Nie wiem jak z nieczu­le­niem miejscowym,ja wybra­łam narkozę,bo nie chcia­ła­bym widzieć,słyszeć i mieć świa­do­mość co się dzieje. Nie ma co się bać. Ja też się bałam i ten strach to normalna rzecz. Teraz gdybym miała iść ponow­nie nie bała­bym się,już wiem jak to wygląda. Mnie laryn­go­log powiedział,jeśli ja tego zabiegu nie zrobię będę mieć w przy­szło­ści problemy z zato­kami. Mnie i tak to prze­szka­dzało i posta­no­wi­łam spró­bo­wać. O dalszych moich przy­go­dach z prze­grodą napi­szę później,czy odetkała się dziurka czy nie i jak po wizy­cie kontro­l­nej i zdję­ciu szwów. Naprawdę pole­cam. I nie bać się! :)

  • Karolina
    10 lutego 2014 - 10:25 | Permalink

    miałam zabieg 7.02.
    po nim czułam się okrop­nie i oczy­wi­ście nic od tamtej pory się nie zmie­niło.
    gdybym wiedziała że to tak będzie wyglą­dać to bym na to nie poszła.
    nos mnie boli choć nie jest to wielki ból ale mega irytu­jący.
    cały czas leci mi krew z nosa na zmianę ze słuzem.
    najgor­sze w tym wszyst­kim jednak jest zatkany nos. Nie ma nawet malut­kiej dziurki prze­pływu powie­trza.
    śluz to czuje wszę­dzie, w zato­kach górnych, dolnych, od końca nosa aż po dziurki.
    wstaje, leżę, chodzę to czuje jaki mam pełny nos. to jest tak mega uciąż­liwe zwłaszcz w moim przy­padku gdzie moje życie bez krope­lek do nosa było nie możliwe jest wręcz nie do wytrzy­ma­nia.
    ja mam tę blaszki w nosie i mi lekarz powie­dział że mogę lekko wydmu­chi­wac nos ale z naci­skiem na LEKKO żeby nic się tam złego w nosie nie poro­biło i nie leciało więcej krwi.

    a co do kole­żanki wyżej „zielona„
    to jest to normalne że masz zatkana ta dziurkę. nawet do 2–3 miesięcy może Ci się przy­ty­kać na wsku­tek zabiegu.
    nic nie pozo­staje tylko prze­bo­leć te kilka tygodni.

  • zielona
    10 lutego 2014 - 17:40 | Permalink

    Dzię­kuje Karo­lina za infor­ma­cje Trzeba swoje odcze­kać. :) Ja tam zado­wo­lona jestem,że poszłam. Zaczę­łam biegać i ciężko było mi dychać powie­trze nosem,nawet było to niemoż­liwe. Teraz mam nadzieje,że niedługo będę mogła znów zacząć powoli biegać jak i również jeździć na dłuż­sze dystanse rowerem.

  • Anonim
    15 lutego 2014 - 09:09 | Permalink

    Witam wszyst­kich. Nie spodzie­wał­bym się, że forum poświę­cone nowo­cze­snym tech­no­lo­giom, stanie się najwięk­szą kopal­nią wiedzy o prosto­wa­niu prze­grody noso­wej :-) moje pyta­nie jest takie, czy ktoś miał podczas jednej opera­cji miał wyko­ny­wane jedno­cze­sne prosto­wa­nie prze­grody noso­wej oraz zdefor­mo­wa­nego nosa, który jest wygięty i utrud­nia prawi­dłowe funk­cjo­no­wa­nie przegrody?

    Dodat­kowo, czy jest tu ktoś z Rzeszowa, kto mógłby pole­cić dobrego laryn­go­loga w tej kwestii? Czyta­łem o dr Rymar-Cymarz oraz Lachowicz-Uchman. Napisz­cie, jeśli coś wiecie.

    Pozdro­wie­nia

  • Kamil
    15 lutego 2014 - 14:07 | Permalink

    Siema, Ja miałem osobi­ście u doktor Lacho­wicz — Uchman i mogę pole­cić. Kumpel miał zabieg u dr Biało­głow­skiego i też jest zado­wo­lony. Jeżeli chodzi o moja prze­grodę to oprócz prosto­wa­nia prze­grody miałem plastykę małżo­win noso­wych bo były poprze­ra­stane (wypa­lane i mode­lo­wane). Ja jestem w Rzeszowa i tutaj mnie „kroili”, więc jakbyś miał jakieś pyta­nia to skrob­nij maila: kaen4y@o2.pl

    Pzdr

  • Cristi
    20 lutego 2014 - 21:05 | Permalink

    Jeśli chodzi o Rzeszów, to ja byłam już na wizy­cie kwali­fi­ka­cyj­nej w prywat­nej przy­chodni (ale z podpi­sa­nym kontrak­tem z NFZ) u dr Lachowicz-Uchman 6 lutego, a termin opera­cji wyzna­czyła mi na… 3 marca. Bajka w porów­na­niu z warszaw­skimi kosz­ma­rami na oddzia­łach rodem z głębo­kiego prl-u, gdzie termin ocze­ki­wa­nia to 2–3 lata.
    Jeśli się wybu­dzę i nie uduszę, to za trzy tygo­dnie dam znać jak było. ;)
    Pozdrawiam.

  • Elka
    22 lutego 2014 - 20:35 | Permalink

    Witam! Swoim wpisem chcia­ła­bym głów­nie uspo­koić wszyst­kich prze­ra­żo­nych. Zabieg prosto­wa­nia prze­grody noso­wej i plastyki małżo­win miałam wyko­nany 20.02. (czwar­tek). w szpi­talu regio­nal­nym w Koło­brzegu. Dzisiaj jest 22.02. (sobota) — jestem już w domu i oddy­cham pełną pier­sią!!! Opera­cja odbyła się pod narkozą. Dzień przed opera­cją oczy­wi­ście podsta­wowe bada­nia, tabletki uspo­ka­ja­jące na dobry sen, w dzień opera­cji też, więc wjecha­łam na salę w pełnym rozluź­nie­niu :) Po wybu­dze­niu (ok 12.00) znaj­do­wa­łam się 2 godziny na sali poope­ra­cyj­nej w nawet niezłym stanie, następ­nie zosta­łam prze­wie­ziona do swojej sali , gdzie mogłam już jeść i pić bez ogra­ni­czeń. Jedy­nym skut­kiem ubocz­nym po narko­zie były wymioty (ok 4 godziny po wybu­dze­niu), ale szybko podano mi kroplówki i nudno­ści prze­szły. Oddy­cha­nie przez usta (z powodu tampo­nady w nosie hamu­ją­cej krwawienie)nie było w ogóle uciąż­liwe, nawet prze­spa­łam całą noc w takim stanie. Następ­nego dnia o godz. 9.00 wyję­cie tampo­nady – komplet­nie bezbo­le­sne, wyko­nane spraw­nie, precy­zyj­nie i szybko przez leka­rza – po sekun­dzie na jeden otwór nosowy. Po tym wydmu­cha­nie całej zawar­to­ści nosa (sporo tego było). Dosta­łam krople surfa­ri­nol do stoso­wa­nia nawet kilka razy dzien­nie, by natłu­ścić śluzówkę nosa i nie dopro­wa­dzać do zasy­cha­nia poja­wia­ją­cej się jesz­cze, ale bardzo rzadko, krwi. Jesz­cze jeden dzień pobytu w szpi­talu i w sobotę do domu. Dbano o mnie profe­sjo­nal­nie – ani razu nie poczu­łam bólu, zero opuch­nię­cia. Jestem pod wraże­niem perso­nelu medycz­nego, dlatego z pełną odpo­wie­dzial­no­ścią pole­cam szpi­tal w Koło­brzegu. Na koniec dodam jesz­cze, że jestem stra­szą pani­karą i jeżeli ja to prze­ży­łam, to Wy z pewno­ścią też. Pozdrawiam

  • ACHa
    26 marca 2014 - 09:07 | Permalink

    Witam. Nosek skrzy­wił mi się od niele­czo­nej aler­gii i to na prawdę mocno. Popie­ram Elke…miałam zabieg w Kg. Super perso­nel i zero bólu. Na prawdę uwierz­cie zero. Zabieg pod pełnym ušpie­niem, pierw­sza noc kiep­ska z powodu zakor­ko­wa­nego nosa, dzień po wycią­gnię­cie tampo­nady zupeł­nie bezbo­le­sne. Nos czyści­łam od razu i kolejna noc spalam juz w miarę normal­nie. 10 dni po zabiegu i Jestem juz szczę­śliwa osoba :):):) nosek ma taki prze­ciąg, ze w końcu mam czym oddy­chać. I dodam, ze u mnie było widać na zewnątrz skrzy­wie­nie, dodat­kowo opadła mi końcówka nosa. Pan Ordy­na­tor, super czło­wiek i facho­wiec, tak wszystko wypro­sto­wał, ze na prawdę jestem pełna podziwu. Nawet wycia­ga­nie płytek stabi­li­zu­ją­cych to nie był ból, tylko trochę szwy…Podsumowując…nie bójcie się tego zabiegu, na prawdę popra­wia jakość życia. Pozdra­wiam wszyst­kich Przegrodowców.

  • dawwwwid
    28 marca 2014 - 20:26 | Permalink

    Jeśli chodzi o mnie to też miałem zabieg w Rzeszo­wie w woje­wódz­kim szpi­talu na szopena, opero­wał mnie doktor Gilek, wszystko w porządku poza małym krwa­wie­niem które wystą­piło na 2 dzień więc musia­łem dostać dodat­kową tampo­nadę na dzień kolejny. Jak dla mnie sam zabieg to luzik gorzej z samo­po­czu­ciem z tymi tampo­nami — ale da się prze­żyć. Niestety czeka­łem rok botyle trzeba czekać ale takie życie. Perso­nel ok z tym że na nocnej zmia­nie zamiast obie spać to mogłaby jednak jedna siedzieć i patrzyć co się dzieje bo mi prze­mókł tampon i nie miał mi kto nowego zało­żyć. Też mam jak „zielona” — dziurka zatkana teraz działa 100% ale ta co dzia­łała zatkana .. dopiero 2 dzień po zabiegu więc mam nadzieje że to przej­dzie. Za tydzień na wycią­gnię­cie płytek stabi­li­zu­ją­cych. W pierw­szym dniu po opera­cji jak się męczy­łem oddy­cha­jąc przez usta myśla­łem że to nie warte ale jak już mi odetkało niedzia­ła­jącą dziurkę to powoli zmie­niam zdanie i pole­cam jednak iść na prosto­wa­nie przegrody :)

  • Do Elka i ACha
    1 kwietnia 2014 - 21:07 | Permalink

    Dzię­kuję Wam za wpisy o septo­pla­styce nosa w K-gu. Mnie to czeka za około 3 tyg. I przy­znam się szcze­rze, że strasz­nie mnie nastra­szyli szpi­ta­lem w K-gu, więc Wasze wypo­wie­dzi są jak miód na moje nerwy. Powiedz­cie mi, ile w sumie dni były­ście w szpi­talu? czy zaraz po szpi­talu można już prze­by­wac dłużej na dworze???

  • mkmk11
    4 kwietnia 2014 - 12:08 | Permalink

    a mnie to ciekawi co tam się działo jak odleciałeś :-)

  • anty
    11 kwietnia 2014 - 10:27 | Permalink

    ja miałem robione w choj­ni­cach , straszny ból , czuć było i słychać jak łamią kość w samym środku głowy , nie pole­cam, nie wiem jak efekty bo dopiero 2 dni temu miałem , ale mam zatkany nos i ciągle leci krew ze śluzem

  • Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <p> <pre lang="" line="" escaped=""> <q cite=""> <strike> <strong>