Na moim blogu większość wpisów jest na temat Linuksa czy też tematów „okołokomputerowych”, dzisiaj zdecydowałem się jednak napisać o czymś zupełnie innym. W końcu mottem bloga jest również „o wszystkim co się nawinie”.
W Internecie znaleźć można kupę bzdur na temat zabiegu prostowania przegrody nosowej: straszenie o wielkim bólu, waleniu młotem w nos, łamaniem „na żywca”, bez znieczulenia, kałużach krwi, tygodniach w szpitalu itd. Na forach internetowych jest tego aż nadto.
Sam przeszedłem ten zabieg kilka dni temu. Jest to temat trochę osobisty, ale myślę, że warto niektórych „uświadomić”. Postaram się opisać jak to wygląda z możliwie największą ilością szczegółów.
Wpis ten dedykuję wszystkim tym, którzy muszą iść na zabieg, ale nie idą – bo się boją :)
Rozpoznanie
Przegroda nosowa skrzywia się najczęściej w wyniku urazu (bójki, „akrobacje” po pijanemu itd.) Nie jest to jednak regułą. Niektórym skrzywia się przegroda podczas normalnego wzrostu (ale to rzadko). Moją przyczyną pobytu (i reszty osobników na oddziale) był oczywiście uraz sprzed kilku lat.
Po czym poznać, że z przegrodą jest coś nie tak? Mimo, że mamy wizualnie prosty nos ciągle mamy katar, czerwone gardło, anginy co jakiś czas, chrapiemy :P Zwykły lekarz pierwszego kontaktu jest już w stanie ocenić, że z przegrodą jest coś nie tak. Jeżeli mu się nie chce sprawdzać/coś nas niepokoi, bierzemy od niego skierowanie do laryngologa żeby sie upewnić.
Laryngolog ocenia czy przegroda jest na tyle skrzywiona, że nadaje się do zabiegu, czy lepiej to zostawić. Obecnie nie czeka się z zabiegiem aż ktoś przestanie rosnąć (do ok. 21 roku życia) – zabieg wykonuje się jak najprędzej. Od laryngologa dostajemy skierowanie na zabieg. Jest on oczywiście w całości refundowany. Czeka się ok. 1–2 miesięcy.
Przygotowania
Aby nas wzięto na stół należy spełnić kilka kryteriów:
- Musimy być zaszczepieni przeciwko żółtaczce typu B (WZW B), a przynajmniej po 2 dawkach (druga dawka po miesiącu od pierwszej, koszt 1 dawki to ok. 40 zł).
- Należy mieć wyleczone zęby (tu chodzi raczej o jakieś wielkie ubytki, stany zapalne).
- Nie możemy być chorzy, czyli żadnej grypy itd.
- Jeżeli leczymy się na jakąś przewlekłą chorobę, to polecam u lekarza prowadzącego nasze leczenie załatwić zaświadczenie na co się leczymy i jakie przyjmujemy leki.
- Na kilka dni przed planowanym zabiegiem musimy wykonać kilka badań krwi. Są to (nie zawsze laryngolodzy każą robić wszystkie):
- grupa krwi,
- morfologia,
- czas kaolinowo-kefalinowy (czyli po prostu czas krzepnięcia krwi),
- glukoza,
- poziom sodu i potasu.
Dzień zabiegu
Takimi zabiegami zajmują się szpitale z oddziałami tzw. chirurgii krótkoterminowej. Ja byłem w Mikołowie (operował dr otolaryngolog Wojciech Ścierski – ma opinię świetnego fachowca). Opiszę jak to tam wyglądało. Gdzie indziej pewno jest podobnie.
W dzień zabiegu wolno jeść tylko do godz. 8:00 jakieś „lekkie” śniadanie. W szpitalu stawiamy się o 11:00 rano z wynikami badań, skierowaniem i kartą chipową.
Pielęgniarka spisuje nasze dane, przeprowadza tzw. wywiad epidemiologiczny (na co chorowaliśmy, czy mamy tatuaże, czy i kiedy mieliśmy jakieś zabiegi operacyjne, czy mamy jakieś nałogi).
Zostajemy zaprowadzeni do sali, przebieramy się w swoje piżamy :)
Ok. 12:00 pielęgniarka zakłada nam wenflon (nie bać się, nie boli, tylko trochę przeszkadza).
Ok. 12:30 rozmowa z anestezjologiem. Jesteśmy pytani o wzrost, wagę, skłonność do denerwowania się, przyjmowane leki. Na tej podstawie anestezjolog ustala rodzaj i dawkę środków znieczulających. Obecnie nie stosuje się raczej znieczulenia ogólnego (duże obciążenie dla organizmu), a coś w rodzaju „półsnu” plus do tego znieczulenie miejscowe.
Ok. 13:00 rozmowa z laryngologiem. Mamy tłumaczone jak mniej więcej będzie wyglądał zabieg.
Dostajemy do przebrania „górę” od piżamy (taka fajna sznurowana :P ), „dół” ze swojej możemy zostawić (czyli mitem jest, że biega się z „gołym tyłkiem”).
Bierzemy w tabletce „głupiego jasia”. Nie można wstawać z łóżka, bo nas może nagle „ściąć”. Na różnych ludzi działa różnie. Jeden koleś zasnął, drugi się w sufit tylko patrzył. Ja miałem efekt podobny do wypicia ok. 3 piw (czyli ogólne rozluźnienie :) ). Ważne, że pozbywamy się nerwów.
Należy pamiętać o tym, że współczesna medycyna nie daje pacjentowi za dużo cierpieć. Na każdym kroku dostajemy środki przeciwbólowe.
Ok. 14:00 przewożą nas na salę operacyjną. Zabieg przebiega nie na stole, a na takim fotelu z podparciem na głowę. Przylepiają czujniki pracy serca, lewą rękę przypinają nam do ciśnieniomierza, prawą przywiązują pasem. Potem dopiero się dowiedziałem, że chodzi o to, żeby czasem krzywdy nie zrobić lekarzowi :) Dostajemy przez wenflon „półusypiacz”. W czasie gdy zaczyna działać dostajemy znieczulenie miejscowe w nos (ukłucie trochę czuć). Następnie wpychają nam opatrunki do nosa, a dalej to nie wiem, bo film się „urywa”. Tracimy kontakt z tym co się dzieje na sali. Czasem mamy wrażenie, że nam się śni sala operacyjna :P Jednym słowem jesteśmy bardziej naćpani niż ci na dworcach (oni przynajmniej wiedzą mniej więcej gdzie są :) ). Zabieg trwa 30–40 min.
Dochodzimy do siebie już na sali. Nos mamy usztywniony opatrunkami. W ustach posmak krwi :) Po jakimś czasie znieczulenie przestaje działać i dostajemy od razu Ketonal przez wenflon (bardzo silny środek przeciwbólowy).
Ok. 23:00 dostajemy środek nasenny (zazwyczaj domięśniowo :) ). Trudno jest zasnąć, gdyż niewygodnie oddycha się przez usta.
Dzień po zabiegu
O godz. 6:00 pobudka – pomiar temperatury ciała.
7:00 oględziny laryngologa. Pyta się co kogo boli. Jednego kolesia bolały zęby, mnie trochę ucho, kogoś tam ogólnie głowa. Nie są to bóle mocne, po prostu mamy całe zatoki w środku pozapychane.
Pomiędzy godz. 8:00 a 9:00 wypisy do domu. Rozpoznanie choroby ma fajną nazwę po łacinie: deviatio septi nasi. Na deser dostajemy receptę na maść do nosa i antybiotyk. Dostajemy zwolnienie/L4.
Całkowity czas pobytu w szpitalu to ok. 22 godziny.
Bezsenna noc w domu. Jeżeli ktoś umiał spać przez dłużej niż 2 godz. to gratuluję :)
2 dni po zabiegu
W godz. popołudniowych zgłaszamy się do laryngologa w celu usunięcia opatrunków. Jest to nie tyle bolesna, co dosyć nieprzyjemna sprawa. Sami zdziwicie się ile można w nosie „upchać” czegoś w rodzaju sznurówek. Przez chwilę możemy swobodnie oddychać zanim nie zacznie lecieć krew.
Smarujemy maściami (a raczej wciągamy). Bierzemy antybiotyki – trochę słabo się po nich można czuć.
Następne kilka dni…
Nie wychodzimy nigdzie przez kilka dni aż się trochę zaleczy.
Chodzimy do laryngologa 2–3 razy w celu wyciągania zakrzepów (niebolesne tylko nieprzyjemne).
Cieszymy się z korzystania z płuc w pełnym zakresie :)
Musicie mi uwierzyć, że WARTO BYŁO!
Kształt nosa raczej nie zmienia się (od tego są operacje plastyczne, ale za nie już trzeba słono płacić: 2–3 tys. zł), polepsza się tylko drożność nosa.
Trochę was teraz postraszę. Nie są to moje wymysły, a tylko to co mi powiedział laryngolog: Młodzi ludzie z krzywymi przegrodami „dołapują” powietrze ustami, czyli nic im się nie dzieje. Jednak ludzie starsi o tym zapominają, przez co serce zaczyna szybciej bić. W skrajnych sytuacjach następuje przerost lewej komory serca (mięsień obciążony wysiłkiem powiększa się). Może to doprowadzić do zawału serca… lecz tak jak mówię – w skrajnych sytuacjach.
Mam nadzieję, że wyjaśniłem na czym to polega, a niezdecydowanych — zdecydowałem :)
Pamiętajcie: NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ.
P.S.: Komentarzy jest tyle, że zaczęły żyć własnym życiem i nie jestem w stanie nad nimi zapanować. Czytajcie na własną odpowiedzialność.
Podobne wpisy:

O autorze
408 Comments
malżowiny mam nadal powiekszone ale to normalne ma ustapic,nie powiekszaja sie bardziej takze jest ok,pare tyg i ma mi zejsc wszystko ;]
elo bylem wczoraj u laryngologa i powiedziała mi ze można to poprawić ale w znieczuleniu ogolnym i za jakies 2 do 3 miesiecy trzeba jeszcze na kontroling przyjsc i wtedy sie okaże czy robić czy nie… to już ode mnie zależy
hej,
jutro mam wizyte u anestezjologa w celu wywiadu, operacja ma byc wkrótce, jeszcze termin nie jest ustalony, dostałam juz recepte na jakies srodki przeciwbólowe, ktore musze zabrac ze sobą do szpitala, jak bedzie operacja…to jakis paracetamol z tramadolem, mam nadzieje, ze bedzie to dobrze działać, a teraz do sedna…no przeciez sie tak strasznie boje, ze jak pomysle to słabo mi, naczytałam sie w internecie tego wszystkiego i powiem szczerze, ze przeraziłam sie, moglam w ogole tego nie czytac :/ teraz najchetniej bym sie wycofała:/ ale juz nie da rady, poza tym moja operacja bedzie przeprowadzona w szpitalu w Holandii, nie bedzie to sama operacja przegrody ale dodtakowo „spiłują” mi trochę garb, który mam, nie jest on nie wiadomo jak wielki, ale jest widoczny, i chyba tego sie boje najbardziej, bo przegroda ok, ale piłować garb( czy to normalne????) jezuuuu, niech już bedzie po wszystkim :/
Witam,
zabieg miałem 23 marca opiszę Wam jak to wyglądało u mnie :)
w dzień zabiegu pojawiłem się w szpitalu o godzinie 7:00 (na czczo bez wcześniejszego picia i jedzenia) w celu pobrania krwi, następnie wysłano mnie bym się zapisał na oddział. Następnie było ważenie i oczekiwanie na moją kolej do godziny około 11:30 (przede mną były 2 osoby). O 11:30 pielęgniarka poprosiła mnie o przejście na sale operacyjną i położenie się na stole operacyjnym. Anestezjolog założyła mi wenflon i następnie przyłożyła maskę do twarzy. Później było jakieś 7–10 głębokich wdechów i 2 lampy na suficie nagle zaczęły dziwnie się poruszać względem siebie. Za chwile (podobno po 1,5h) usłyszałem głos pielęgniarki „proszę przesunąć sie na łóżko”. Podłączono mi kroplówki pewnie z środkiem przeciwbólowym i kazano leżeć przez 4h. Po upływie 4h doszedłem w miarę do siebie i już wstałem z łóżka. Dość dobrze to zniosłem ponieważ niektórzy spali po tym do dnia następnego. Na noc dostałem pigułkę na lepszy sen. Następnego dnia w godzinach popołudniowych podano mi kroplówkę przeciwbólową i poszedłem na wyciąganie opatrunków. To jest chyba najgorsze z tego wszystkiego. Z jednej dziurki w nosie wyciągnięto mi 3 kawałki opatrunku każdy o około 10-15cm długości. Po tym wszystkim poczułem od razu ulgę gdyż już normalnie mogłem jesc i pic (jak nie wiecie o co chodzi to spróbujcie zatkac całkowicie nos i napic się wody z butelki ;))
Nosa już całkiem mi nie zapchało całe szczęście. Następnego dnia wyjęto mi już wenflon i antybiotyk dostawałem w tabletkach. Codziennie lekarz sprawdzał też jak się goi nos no i odsysał z niego zalegającą wydzielinę (również bardzo nie przyjemne uczucie) Po 5 dniach wypisano mnie do domu i dano zwolnienie z zajęc na następne 2 tygodnie. W poniedziałek (2 kwietnia) mam zgłosić się na wyjęcie z nosa płytek, które podtrzymują pożądany kształt przegrody nosowej. Lekarz powiedział, że najlepiej przez najbliższe 2 tygodnie się nie przemęczać i unikać zatłoczonych miejsc by nie złapać infekcji no i około miesiąca dac sobie spokój z treningami, w moim przypadku trochę więcej niż miesiąc gdyż jest to sport walki :D
Ogólnie rzecz biorąc czuję teraz, że lepiej mi się oddych nosem mimo, że mam w nim jeszcze te płytki i opuchlizna do końca jeszcze nie zeszła.
Pozdrawiam
To ja po 24 godzinnym pobycie w klinice zostałem puszczony do domu (właśnie przestała mi ciec krew z nosa i porobiło się kilka strupów) bez niczego w nosie, tylko ze sterydami, antybiotykami, osłaniaczami, ketonalem forte i maściami nawilżającymi nos. Następna wizyta za tydzień, chyba, że poczuję, że coś jest nie tak, to mam czym prędzej lecieć do pani dohtor.
DOBRA RADA
nie robcie tego pod znieczuleniem miescowym bo boli jak szlak jeszcze nic mnie tak nie bolało jak to ale juz po 2 miesiacach moge stweierdzic ze nie zbyt mi to dalo bo zadko kiefy mam 2 dziorki drozne. Moze w waszych przypadkach bd lepiej bo ja mam troche nos skośny i prawdopodobnie dlatego. pani doktor mowila ze moga mi ten nos poprawic ale ja tam pierdziele nie ide nigdzie. Do tej nory?? co na szybie 5 cm szronu od wewnątrz bylo… w dupie to mam
Witam! mam pytanie czy orientujecie ile kosztuje taki zabieg prostowania przegrody nosowej prywatnie i operacja usunięcia polipa w uchu < nie wiem czy tak się to pisze ;p > z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam:)
No to ja się podzielę moimi odczuciami na temat prostowania przegrody-w szpitalu Pirogowa w Łodzi.…Wczoraj wyszłam ze szpitala.…Zacznijmy od tego,że akurat w tym szpitalu operują przy znieczuleniu miejscowym(w nos) oraz głupim jasiu w żyłę:-)ja nastawiłam się na narkozę,więc ciężko się zdziwiłam,że jej nie będzie i planowałam ewakuację ze szpitala.Po rozważeniu za i przeciw zdecydowałam,że jakoś przeżyję.I ledwo przeżyłam:-)Zabieg trwał ok 30-40min,byłam całkowicie przytomna i świadoma(poza tym że kręciło mi się w głowie od tego ”jasia”). Pani dr wbijała mi jakieś narzędzia w nos,kręciła i wyrywała chrząstki(nie wycinała-wyrywała!!!). Jest to do przeżycia-bolało tylko w jednym momencie,ale ogólnie czysty hardcore:-)))Później szybkie włożenie tamponów i na salę.I tu dopiero schody…pierwsza doba po zabiegu to dramat!nie chcę straszyć nikogo,ale to był najgorszy dzień w moim życiu.Następnego dnia trochę lepiej,ale nadal lipnie.Samo wyjęcie tamponów po 2 dobach nie boli,ale jest nieprzyjemne-tyle tam tego,że szok.Później po wyjęciu obserwacja czy nie krwawi-jak nie to na następny dzień do domu(mnie się udało w dzień wyjęcia,ale marudziłam i stanęło na moim). W domu przez 2tyg zakaz opalania,gorących kąpieli, napojów, posiłków, smarowanie alantanem i kontrolę mam za 2 dni.Nos boli i wszelkie kości dookoła,ale wystarczą przeciwbólowe leki.Wentylacja w nosku na pewno jest warta tych cierpień,ale niekoniecznie na znieczuleniu miejscowym.Ja usnęłam wczoraj o 18.30 i wstałam dziś o 5,30.Nawet się nie wykąpałam,nie posmarowałam nosa-nic-padłam nieprzytomna.Polecam tylko tym,którzy naprawdę mają kłopot przez skrzywienie i lepiej na narkozę i nastawić się,że nie będzie słodko.Pozdrawiam