Zabieg prostowania przegrody nosowej – fakty i mity

Na moim blogu więk­szość wpisów jest na temat Linuksa czy też tema­tów „około­kom­pu­te­ro­wych”, dzisiaj zdecy­do­wa­łem się jednak napi­sać o czymś zupeł­nie innym. W końcu mottem bloga jest również „o wszyst­kim co się nawinie”.

W Inter­ne­cie znaleźć można kupę bzdur na temat zabiegu prosto­wa­nia prze­grody noso­wej: stra­sze­nie o wiel­kim bólu, wale­niu młotem w nos, łama­niem „na żywca”, bez znie­czu­le­nia, kału­żach krwi, tygo­dniach w szpi­talu itd. Na forach inter­ne­to­wych jest tego aż nadto.

Sam prze­sze­dłem ten zabieg kilka dni temu. Jest to temat trochę osobi­sty, ale myślę, że warto niektó­rych „uświa­do­mić”. Posta­ram się opisać jak to wygląda z możli­wie najwięk­szą ilością szczegółów.

Wpis ten dedy­kuję wszyst­kim tym, którzy muszą iść na zabieg, ale nie idą – bo się boją :)

Rozpo­zna­nie

Prze­groda nosowa skrzy­wia się najczę­ściej w wyniku urazu (bójki, „akro­ba­cje” po pija­nemu itd.) Nie jest to jednak regułą. Niektó­rym skrzy­wia się prze­groda podczas normal­nego wzro­stu (ale to rzadko). Moją przy­czyną pobytu (i reszty osob­ni­ków na oddziale) był oczy­wi­ście uraz sprzed kilku lat.

Po czym poznać, że z prze­grodą jest coś nie tak? Mimo, że mamy wizu­al­nie prosty nos ciągle mamy katar, czer­wone gardło, anginy co jakiś czas, chra­piemy :P Zwykły lekarz pierw­szego kontaktu jest już w stanie ocenić, że z prze­grodą jest coś nie tak. Jeżeli mu się nie chce sprawdzać/coś nas niepo­koi, bierzemy od niego skie­ro­wa­nie do laryn­go­loga żeby sie upewnić.

Laryn­go­log ocenia czy prze­groda jest na tyle skrzy­wiona, że nadaje się do zabiegu, czy lepiej to zosta­wić. Obec­nie nie czeka się z zabie­giem aż ktoś prze­sta­nie rosnąć (do ok. 21 roku życia) – zabieg wyko­nuje się jak najprę­dzej. Od laryn­go­loga dosta­jemy skie­ro­wa­nie na zabieg. Jest on oczy­wi­ście w cało­ści refun­do­wany. Czeka się ok. 1–2 miesięcy.

Przy­go­to­wa­nia

Aby nas wzięto na stół należy speł­nić kilka kryteriów:

  1. Musimy być zaszcze­pieni prze­ciwko żółtaczce typu B (WZW B), a przy­naj­mniej po 2 dawkach (druga dawka po miesiącu od pierw­szej, koszt 1 dawki to ok. 40 zł).
  2. Należy mieć wyle­czone zęby (tu chodzi raczej o jakieś wiel­kie ubytki, stany zapalne).
  3. Nie możemy być chorzy, czyli żadnej grypy itd.
  4. Jeżeli leczymy się na jakąś prze­wle­kłą chorobę, to pole­cam u leka­rza prowa­dzą­cego nasze lecze­nie zała­twić zaświad­cze­nie na co się leczymy i jakie przyj­mu­jemy leki.
  5. Na kilka dni przed plano­wa­nym zabie­giem musimy wyko­nać kilka badań krwi. Są to (nie zawsze laryn­go­lo­dzy każą robić wszystkie):
    • grupa krwi,
    • morfo­lo­gia,
    • czas kaolinowo-kefalinowy (czyli po prostu czas krzep­nię­cia krwi),
    • glukoza,
    • poziom sodu i potasu.

Dzień zabiegu

Takimi zabie­gami zajmują się szpi­tale z oddzia­łami tzw. chirur­gii krót­ko­ter­mi­no­wej. Ja byłem w Miko­ło­wie (opero­wał dr otola­ryn­go­log Wojciech Ścier­ski – ma opinię świet­nego fachowca). Opiszę jak to tam wyglą­dało. Gdzie indziej pewno jest podobnie.

W dzień zabiegu wolno jeść tylko do godz. 8:00 jakieś „lekkie” śnia­da­nie. W szpi­talu stawiamy się o 11:00 rano z wyni­kami badań, skie­ro­wa­niem i kartą chipową.
Pielę­gniarka spisuje nasze dane, prze­pro­wa­dza tzw. wywiad epide­mio­lo­giczny (na co choro­wa­li­śmy, czy mamy tatu­aże, czy i kiedy mieli­śmy jakieś zabiegi opera­cyjne, czy mamy jakieś nałogi).
Zosta­jemy zapro­wa­dzeni do sali, prze­bie­ramy się w swoje piżamy :)
Ok. 12:00 pielę­gniarka zakłada nam wenflon (nie bać się, nie boli, tylko trochę prze­szka­dza).
Ok. 12:30 rozmowa z aneste­zjo­lo­giem. Jeste­śmy pytani o wzrost, wagę, skłon­ność do dener­wo­wa­nia się, przyj­mo­wane leki. Na tej podsta­wie aneste­zjo­log ustala rodzaj i dawkę środ­ków znie­czu­la­ją­cych. Obec­nie nie stosuje się raczej znie­czu­le­nia ogól­nego (duże obcią­że­nie dla orga­ni­zmu), a coś w rodzaju „półsnu” plus do tego znie­czu­le­nie miej­scowe.
Ok. 13:00 rozmowa z laryn­go­lo­giem. Mamy tłuma­czone jak mniej więcej będzie wyglą­dał zabieg.
Dosta­jemy do prze­bra­nia „górę” od piżamy (taka fajna sznu­ro­wana :P ), „dół” ze swojej możemy zosta­wić (czyli mitem jest, że biega się z „gołym tyłkiem”).
Bierzemy w tabletce „głupiego jasia”. Nie można wsta­wać z łóżka, bo nas może nagle „ściąć”. Na różnych ludzi działa różnie. Jeden koleś zasnął, drugi się w sufit tylko patrzył. Ja miałem efekt podobny do wypi­cia ok. 3 piw (czyli ogólne rozluź­nie­nie :) ). Ważne, że pozby­wamy się nerwów.
Należy pamię­tać o tym, że współ­cze­sna medy­cyna nie daje pacjen­towi za dużo cier­pieć. Na każdym kroku dosta­jemy środki prze­ciw­bó­lowe.
Ok. 14:00 prze­wożą nas na salę opera­cyjną. Zabieg prze­biega nie na stole, a na takim fotelu z podpar­ciem na głowę. Przy­le­piają czuj­niki pracy serca, lewą rękę przy­pi­nają nam do ciśnie­nio­mie­rza, prawą przy­wią­zują pasem. Potem dopiero się dowie­dzia­łem, że chodzi o to, żeby czasem krzywdy nie zrobić leka­rzowi :) Dosta­jemy przez wenflon „półu­sy­piacz”. W czasie gdy zaczyna dzia­łać dosta­jemy znie­czu­le­nie miej­scowe w nos (ukłu­cie trochę czuć). Następ­nie wpychają nam opatrunki do nosa, a dalej to nie wiem, bo film się „urywa”. Tracimy kontakt z tym co się dzieje na sali. Czasem mamy wraże­nie, że nam się śni sala opera­cyjna :P Jednym słowem jeste­śmy bardziej naćpani niż ci na dwor­cach (oni przy­naj­mniej wiedzą mniej więcej gdzie są :) ). Zabieg trwa 30–40 min.
Docho­dzimy do siebie już na sali. Nos mamy usztyw­niony opatrun­kami. W ustach posmak krwi :) Po jakimś czasie znie­czu­le­nie prze­staje dzia­łać i dosta­jemy od razu Keto­nal przez wenflon (bardzo silny środek prze­ciw­bó­lowy).
Ok. 23:00 dosta­jemy środek nasenny (zazwy­czaj domię­śniowo :) ). Trudno jest zasnąć, gdyż niewy­god­nie oddy­cha się przez usta.

Dzień po zabiegu

O godz. 6:00 pobudka – pomiar tempe­ra­tury ciała.
7:00 oglę­dziny laryn­go­loga. Pyta się co kogo boli. Jednego kole­sia bolały zęby, mnie trochę ucho, kogoś tam ogól­nie głowa. Nie są to bóle mocne, po prostu mamy całe zatoki w środku poza­py­chane.
Pomię­dzy godz. 8:00 a 9:00 wypisy do domu. Rozpo­zna­nie choroby ma fajną nazwę po łaci­nie: devia­tio septi nasi. Na deser dosta­jemy receptę na maść do nosa i anty­bio­tyk. Dosta­jemy zwolnienie/L4.
Całko­wity czas pobytu w szpi­talu to ok. 22 godziny.

Bezsenna noc w domu. Jeżeli ktoś umiał spać przez dłużej niż 2 godz. to gratuluję :)

2 dni po zabiegu

W godz. popo­łu­dnio­wych zgła­szamy się do laryn­go­loga w celu usunię­cia opatrun­ków. Jest to nie tyle bole­sna, co dosyć nieprzy­jemna sprawa. Sami zdzi­wi­cie się ile można w nosie „upchać” czegoś w rodzaju sznu­ró­wek. Przez chwilę możemy swobod­nie oddy­chać zanim nie zacznie lecieć krew.
Smaru­jemy maściami (a raczej wcią­gamy). Bierzemy anty­bio­tyki – trochę słabo się po nich można czuć.

Następne kilka dni…

Nie wycho­dzimy nigdzie przez kilka dni aż się trochę zale­czy.
Chodzimy do laryn­go­loga 2–3 razy w celu wycią­ga­nia zakrze­pów (niebo­le­sne tylko nieprzy­jemne).
Cieszymy się z korzy­sta­nia z płuc w pełnym zakre­sie :)
Musi­cie mi uwie­rzyć, że WARTO BYŁO!
Kształt nosa raczej nie zmie­nia się (od tego są opera­cje plastyczne, ale za nie już trzeba słono płacić: 2–3 tys. zł), polep­sza się tylko droż­ność nosa.

Trochę was teraz postra­szę. Nie są to moje wymy­sły, a tylko to co mi powie­dział laryn­go­log: Młodzi ludzie z krzy­wymi prze­gro­dami „doła­pują” powie­trze ustami, czyli nic im się nie dzieje. Jednak ludzie starsi o tym zapo­mi­nają, przez co serce zaczyna szyb­ciej bić. W skraj­nych sytu­acjach nastę­puje prze­rost lewej komory serca (mięsień obcią­żony wysił­kiem powięk­sza się). Może to dopro­wa­dzić do zawału serca… lecz tak jak mówię – w skraj­nych sytuacjach.

Mam nadzieję, że wyja­śni­łem na czym to polega, a niezde­cy­do­wa­nych — zdecydowałem :)

Pamię­taj­cie: NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ.

P.S.: Komen­ta­rzy jest tyle, że zaczęły żyć własnym życiem i nie jestem w stanie nad nimi zapa­no­wać. Czytaj­cie na własną odpowiedzialność.

Podobne wpisy:

  1. Auto­ma­tyczne monto­wa­nie party­cji NTFS przy star­cie systemu
  2. Ubuntu i znika­jące “Wyłącz kompu­ter” i “Uruchom ponownie”
  3. Śpie­chu goes Hyper Threading
  4. Złamaną rękę mieć…

408 Comments

  • mati
    1 kwietnia 2011 - 20:22 | Permalink

    ja l 4 dosta­łem od 1 do 29 kwietnia

  • Basia
    8 kwietnia 2011 - 17:14 | Permalink

    Dzięki wiel­kie za to „spra­woz­da­nie” :) Jest bardzo rzeczowe i na pewno pomoże wielu osobom. Bardzo podob­nie mówił mój lekarz :) Choć mnie najbar­dziej znie­chęca i zara­zem prze­raża wycią­ga­nie opatrun­ków z nosa… Mam nadzieję, że po zabiegu będę tego samego zdania co Ty :)
    Jesz­cze raz dzięki!
    Pozdrawiam

  • Maciek
    11 kwietnia 2011 - 17:43 | Permalink

    Ja miałem prosto­waną prze­grodę 25.03 w szpi­talu woje­wódz­kim w Bielsku-Białej, ze znie­czu­le­niem ogól­nym (z dzisiej­szej perspek­tywy kiedy już wiem co mi robili, na inne bym sie nawet nie zgodził).Wyglądało to tak:

    1 dzień-rano (koło 9:30) kazali mi się prze­brać w to kimono, musia­łem zdjąć majty. Potem tabletka na uspo­ko­je­nie i koło 10:00 jazda na salę opera­cyjną. Tam klasyczna proce­dura tj. krótka rozmowa z aneste­zjo­lo­giem, maska na gębę i zaga­zo­wa­nie. Urywa się film. Po zabiegu (w moim przy­padku było to koło 12:00) zaczy­namy ogar­niać dopiero na sali we własnym łóżku. Po narko­zie nie można spac przez 2h więc musi być przy nas ktoś znajomy który nie pozwoli nam zasnąć. Do nosa napchali kilo gazy, takze nie ma mowy o oddy­cha­niu przez niego no i wygląda się troche jak kulfon. Do wieczora dosta­jemy dożyl­nie leki prze­ciw­bó­lowe i anty­bio­tyk. Pić można jedy­nie łyżkę wody co jakiś czas. Ale po połu­dniu zjadłem owoco­wego gerberka :D I tak nie da się gryźć za bardzo bo nochal boli. O dziwo nie mialem strasz­nych proble­mow z zaśnię­ciem, ale przy­dały się stopery bo trafiła mi się cała sala z krzywą prze­grodą i w nocy był koncert chrapania.

    2 dzień– rano prze­ciw­bó­lowy i anty­bio­tyk. Niestety w moim przy­padku ten dzień był kosz­ma­rem. Od połu­dnia zaczął mnie napier­dzie­lać nochal od roze­pcha­nia, trudno wytrzy­mac taki dyskom­fort. Nie mogłem sie na niczym skupic, nie mialem ochoty jeść poza tym nawet nie chce sie za bardzo bo co to za przy­jem­ność jak sie nie ma węchu a każdy gryz to ból. Ciężko się schy­lać. 3x kich­ną­łem i było to dość bole­sne. Po połu­dniu dosta­łem gorączki, co jest normalne przy tym zabiegu. Do wieczora jazda na prze­ciw­bó­lo­wych. Koło 20 czułem się na prawde bezna­dziej­nie, ogromny dyskom­fort i ból od tych sącz­ków, aż mi kinol spuchł. Lekarz zdecy­do­wał że mi je polu­zuje żebym dał radę zasnąć. Tak też się stało choć i tak nie prze­spa­łem całej nocy.

    3 dzień– chwila prawdy. Od razu po poran­nej wizy­cie wzięli mnie do zabie­go­wego i szybko wycią­gnęli sączki. Musze stwier­dzić że to było jedno z najgor­szych uczuć jakich doświad­czy­łem. Sączki sięgały chyba do mózgu :) i przy wycią­ga­niu łzy same cisnęły się do oczu, a pod koniec czujemy ból gdyż odry­wają się skrzepy. Dosta­łem tonę chus­te­czek do tamo­wa­nia krwo­toku i okład z lodu na kark. Po 15min już całko­wi­cie prze­sta­łem się farbić i wresz­cie poczu­łem ulgę „pustego nosa”. Oczy­wi­ście dalej nie mogłem oddy­chać, a jak się okazało, w środku są jesz­cze teflo­nowe szyny. Po 12 kazali mi się spako­wać gdyż potrze­bo­wali wolną salę ale przed wyjściem pani doktor oczy­ściła mi ssakiem dla komfortu nochal ze skrze­pów (o co pole­cam popro­sić gdyż samemu mogą gałki oczne wyjść na wierzch jakby się chciało to wysmar­kać!) i obkur­czyła śluzówkę sącz­kami z jakimś płynem. Na godzinkę dało mi to ulgę. W domu pierw­sze próby smar­ka­nia. Trzeba to robić DELIKATNIENIE PRZEZ OBIE DZIURKI NA RAZ. Powoli skrzepy zaczną wyla­ty­wać. Regu­lar­nie czyścimy nos wodą morską (Mari­mer HIPERTONICZNY) i smaru­jemy tłustą maścią o którą pole­cam popro­sić w szpitalu.

    4dzień i później…- nosek powoli się goi. czeka mnie wizyta kontro­lna 12.04. Dzięki regu­lar­niej pielę­gna­cji nosa śluzówka wraca do normy. Mniej więcej w piątym dniu po zabiegu zaczy­namy czuć zapa­chy (co jest niesa­mo­wi­tym uczu­ciem i powo­duje natych­mia­stowy powrót apetytu) i w miarę swobod­nie oddy­chać, ale jesz­cze nie przez obie dziurki. Nie prze­ry­wamy stoso­wa­nia Mari­meru i maści. Niestety jestem aler­gi­kiem i muszę brać Telfast gdyż zaczął się okres pyle­nia, co podraż­nia błonę nosa utrud­nia­jąc goje­nie. Ale jakoś daję radę. Gorsza sprawa, od szyny zrobiło mi się w nosie „ała” i to „ała” produ­kuje ropę boląc jedno­cze­śnie także mam problem żeby się wysmar­kać gdyż nie mogę chwy­cic nosa bezbo­le­śnie. Muszę to zgło­sić jutro na kontroli. Aha, a termin wycią­gnię­cia szyn mnie prze­ra­ził gdyz to dopiero za tydzień! czyli łączny czas to 2 tygodnie!

    Ps. jako że jesz­cze się ucze, dosta­łem zwole­nie­nie ze szkoły do końca tygo­dnia (sam nie chcia­łem więcej) i zwol­nie­nie z WF-u na miesiąc, możliwe że do przedłużenia.

    Warto było cier­pieć? Okaże się dopiero po wycią­gnie­ciu szyn. Dziwi mnie że to tak długo, raczej to jest maks tydzień. Do tego czasu trzeba zrezy­gno­wać z aktyw­no­ści fizycz­nej, a dopóki się błona nie zagoi uważać z alko­ho­lem, gorą­cymi kąpie­lami i napo­jami, żeby nie dostać krwotoku.

  • anita
    12 kwietnia 2011 - 18:02 | Permalink

    muszę się wybrać na taki zabieg ale jak to wszystko czytam to taki strach mnie ogar­nia że szok :-)

  • fotografista
    18 kwietnia 2011 - 15:53 | Permalink

    Plano­wany zabieg 27 kwiet­nia w Łodzi w WAMie
    po prze­czy­ta­niu Waszych prze­zyć wcale sie nie uspo­ko­iłem…
    kichawa krzywa od 15lat to fakt,krzywą zosta­nie jeno te kurde chrząstki…

  • kellog
    27 kwietnia 2011 - 19:49 | Permalink

    Zabieg wyko­nany wczo­raj w Gryfi­cach, pod pełna narkozą. Noc ze sznur­kiem w nosie mało ciekawa, jednak do wytrzy­ma­nia. Opatrunki usunięte 24 godziny po zabiegu, nie jest to bole­sne za to bardzo nieprzy­jemne. Krót­kie oglę­dziny leka­rza i do domu. Nos z lekka opuch­nięty jednak da się oddy­chać. Z tego wszyst­kiego gorsze jest dojście do ładu po tej choler­nej narko­zie niż po zabiegu. Także powiem że nie ma się czego bać :)

  • A.
    27 kwietnia 2011 - 21:40 | Permalink

    Hehe… za miesiąc mam zabieg, troche sie prze­ra­zi­łam gdyż wszy­scy prze­ko­ny­wali mnie że to wcale nie jest złe tylko problemy z oddy­cha­niem… O MAATKO!! … boje się;(

  • Marlay
    2 maja 2011 - 22:32 | Permalink

    A jak jest z zabie­giem w narko­zie? i po zabiegu?

  • Fajolet
    14 maja 2011 - 21:21 | Permalink

    hej właśnie jestem drugi dzień po zabiegu prosto­wa­nia prze­grody i już odpo­czy­wam w domku.
    Zabieg miałam wyko­nany na Szase­rów przez dokto­rów: Szlą­zak i Szczy­giel­ski.
    wyglą­dało to tak:
    pierw­szego dnia poszłam do szpi­tala gdzie przy­jęto mnie na oddział, lekarz obej­rzał nos, zrobił ruty­nowy wywiad jak to jest z moimi obja­wami, czy jestem na coś uczu­lona i prosił aby tego dnia jeść tylko do 18:00 i pić wodę do 22:00. Picie wody w dużej ilości przed narkozą pomaga łatwiej przejść jej później­sze skutki. Rano oczy­wi­ście na czczo była jesz­cze jedna wizyta u grona specja­li­stów i ciekaw­skich stażystów.Po czym lekarz włożył mi do każdej dziurki nosa opatru­nek długo­ści około 10 cm i szero­ko­ści 1 cm nasą­czony adre­na­liną i jesz­cze jakimś płynem. Co wywo­łuje odrę­twie­nie środka nosa czasem to prze­cho­dzi na gardło a w moim przy­padku zdrę­twiały mi przed­nie górne zęby.
    No i nastę­puje moment czeka­nia na zabieg (szanowne grono zebra­nych deba­tuje kto w jakiej kolej­no­ści i jaki zabieg będzie wyko­nany). Nadmie­niam jesz­cze że wieczo­rem jak i rano dostaję się tabletkę na uspo­ko­je­nie, która też wywo­łuje senność.
    I tak siedząc, czeka­jąc i się nudząc w pewnym najmniej spodzie­wa­nym momen­cie przy­cho­dzi pielę­gniarka z wiado­mo­ścią że idziemy.
    Powiem że miałam wadę lewo­stron­nego skrzy­wie­nia prze­grody nosowe co powo­do­wało że nie oddy­cha­łam przez ten otwór nosowy a prawy i tak do końca też nie był sprawny. To wada wrodzona wraz z wyso­kim podnie­bie­niem i od zawsze oddy­cha­łam przez usta.
    No i idę na salę opera­cyjną a tam już wszy­scy czekają na mnie. Mam zdjąć górę koszulki, zostaje we własnych spoden­kach. Nakry­wają mnie płasz­czem ochron­nym, kładę się na stole i się zaczyna. Ktoś mi nakleja diody moni­to­ru­jące serce, aneste­zjo­log wpija mi w rękę wenflon i podaje coś po czym zaczyna mi się kręcić w głowie i odpły­wam nawet nie wiem kiedy. Następne co pamię­tam to sala poope­ra­cyjne zadają mi jakieś pyta­nia na które odpo­wia­dam choć nie wiem o co pytali i co mówiła. Wiem tylko że na szczę­ście nie pamię­tam momentu wycią­gnię­cia rurki z gardła (znala­złam się w gronie 90% osób niewie­dzą­cych). Widzę tylko że mam podłą­czoną kroplówkę ze środ­kiem prze­ciw bólo­wym i maskę tlenową i znów zasy­piam. po jakiś 2 godzi­nach jestem wybu­dzona choć oszo­ło­miona. Nie czuje bólu choć wiem że mój nos jest trochę opuch­nięty a pod nim jest podwią­zany „tampon” czyli bandaż z watą i wracam co sali i łóżka w którym czeka­łam na zabieg. Odpo­wia­dam w sali dziew­czy­nom że wszystko OK i znowu idę spać. Uprze­dzona wcze­śniej przez osoby na sali które to prze­szły szykuje sobie kubek z wodą i znowu zasy­piam. Po narko­zie zasy­cha w ustach i dobrze jest popić choć łyk wody. Po krót­kiej drzemce wstaje na kola­cję ale jakoś nie ma się apetytu. I znowu spać się kładę. Noc prze­biega na śnie prze­ry­wa­nym na łyk wody.
    rano nie jest tak źle, w razie bólu można popro­sić o tabletkę. Gdzieś koło 10:00 nastą­pił nie miły moment a miano­wi­cie wycią­gnię­cie opatrun­ków z nosa (długich jakby sznurka szero­ko­ści 1 cm). Po tym można trochę krwa­wić. Zostają w nosie jesz­cze dwie plasti­kowe płytki przy­szyte wewnątrz które mają utrzy­mać prawi­dłowo wypro­sto­waną prze­grodę przez 10dni. Po 10 dniach na wizy­cie kontro­l­nej szwy zostają zdjęte a płytki wyjęte (nie widać ich ani szwów). Po wyję­ciu opatrunku wracam na sale gdzie mam jesz­cze docho­dzić do siebie, odpo­czy­wać i wpusz­czać krople. Noc prze­biega spokoj­nie i po poran­nej kontroli dostaje wypis i listę leków wraz z anty­bio­ty­kiem do brania.

    Patrząc na nos i na twarz nie widać żeby coś się wyda­rzył, lekko opuch­nięty nos i mała opuchli­zna pod oczami która dość szybko scho­dzi. Nie wiem czy tak zosta­nie ale lekko skró­cił mi się nosek co nawet mi się podoba.
    Czekam teraz wizyty kontro­l­nej i wyję­ciach tych plasti­ków. Ale już teraz wiem, że było warto. Może jesz­cze nie oddy­cham ale jak tylko wyszłam ze szpi­tala to już zaczę­łam czuć zapa­chy i już nie mogę się docze­kać momentu kiedy zacznę w pełni oddy­chać przez noś. Choć najpierw muszę w pełni nauczyć się tej czynności.

    Jeśli ktoś się obawa tego zabiegu to powiem że nie ma czego. Po z małymi przy­pad­kami (wkła­da­nia, wyjmo­wa­nia i pewnie wyję­cia szwów i płytek) nie odczuwa się bólu. Nie ma sińców ani wiel­kiej opuchli­zny. A ci co nie oddy­chali przez nos, mieli wiecz­nie katar i zdarzało im się pochra­py­wać przez sen mogą powoli o tym zapo­mi­nać. Ja właśnie to zaczę­łam. I przez najbliż­sze 2 tygo­dnie zwol­nie­nia zamie­rzam w pełni dojść do siebie.

  • Szymon
    18 maja 2011 - 21:39 | Permalink

    właśnie jestem na początku drogi do prostej prze­grody noso­wej. Dopiero dosta­łem skie­ro­wa­nie od leka­rza rodzin­nego do laryn­go­loga i chciał­bym się dowie­dzieć czy czeka mnie dużo biega­nia od gabi­netu do gabi­netu. Doszły do mnie słuchy że po takiego typu zabiegu miewa się silne bóle głowy do 2 tygo­dni. Robił może ktoś taki zabieg w biało­stoc­kim szpi­talu akademickim????

  • Adramel
    24 maja 2011 - 08:05 | Permalink

    Po jutrze ide do szpi­tala, a następ­nego dnia, czyli w piątek czeka mnie ten zabieg…

  • Angela21
    27 maja 2011 - 20:03 | Permalink

    Dzię­kuję za to co jest napi­sane;)
    ja choruje na zatoki klinowe i szcze­kowe nic mi nie pomaga wiec usly­sza­lam od laryn­go­loga ze za dwa lata(aktualnie mam 15) bede musiala sie poddac opera­cji jak to usly­sza­lam bardzo sie prze­stra­szy­lam nie tak bolu jak swia­do­mo­sci ze obudze sie z rurką w buzi i przy wycia­ga­niu moge zwymio­to­wac chociaz ten bol to faktycz­nie tez sie boje.
    Nara­zie nic nie pomaga caly czas jestem na jakis lekach to na anty­bio­ty­kach to na uodpar­nia­ja­cych a teraz jesz­cze reha­bi­li­ta­cja.
    dzie­kuje za te wpisy:D

  • Moje powikłania i skala bólu :(
    1 czerwca 2011 - 13:20 | Permalink

    Warto wspo­mnieć, że podją­łem się tego zabiegu ze względu na chra­pa­nie, bezdech nocny… co za tym idzie ciągłe zmęcze­nie orga­ni­zmu i nagminna bezsen­ność. A to w przy­szło­ści gwaran­tuje powięk­sze­nie się lewej prze­grody serca i zawał :(

    23.05 — przy­ję­cie do szpi­tala.
    24.05 — zabieg (dokład­nie septo­pla­styka oraz muko­to­mia dolna lewo­stronna).
    25.05 — wypi­sa­nie do domu.

    I tyle suchych infor­ma­cji… w około dobę po wypi­sa­niu mnie do domu oczy mi tak potwor­nie spuchły, że wszy­scy myśleli, że dosta­łem od kogoś kilka strza­łów z pięści. Lewe oko spuch­nięte tak, że ledwo na nie widzia­łem… prawe niewiele lepiej. Obra­zowo mówiąc wyglą­da­łem na twarzy jak gruba­śny, spuch­nięty Azjata.
    Po 4 dniach posze­dłem na wizytę kontro­lną i stwier­dzono stan zapalny nosa — prze­pi­sano mi anty­bio­tyki (3 x dzien­nie).
    Po kolej­nych 3 dniach posze­dłem na zapla­no­wane wyję­cie opatrun­ków wewnątrz­no­so­wych (tego się bałem najbar­dziej… sam zabieg to przy tym podobno pikuś i NIESTETY TAK WŁAŚNIE JEST). Wyjmo­wa­nie sączek z nosa i okolicz­nych opatrun­ków jest tak niemiłe, że wolał­bym chyba aby mnie biczo­wano przez godzinę pokrzy­wami po gołej dup**.
    U mnie ból był spotę­go­wany stanem zapal­nym nosa.

    Myśli­cie, że to koniec nieprzy­jem­no­ści… o nie to dopiero początek

    Niestety podczas wyjmo­wa­nia sączek i opatrun­ków z nosa wystą­piło u mnie duże krwa­wie­nie.
    PONADTO stwier­dzono krwiak w lewej prze­gro­dzie noso­wej, którego od razu prze­cięto.
    Wszytko byłoby ok jakby to był KONIEC… nic z tego. Po wyję­ciu opatrun­ków, względ­nym zata­mo­wa­niu krwo­toku, prze­cię­ciu krwiaka nastą­piło PONOWNE WPYCHANIE OPATRUNKÓW DO NOSA (nie życzę tego nawet Jarkowi Kaczyń­skiemu). Wpycha­nie (bo tak to należy nazwać i nie inaczej) bandaży nasą­czo­nych maścią (chyba detro­me­cyną) jest NAJMNIEJ przy­jemną rzeczą jaka mi się przy­tra­fiła w moim 27-letnim życiu.
    To ponowne wpycha­nie opatrun­ków kosz­to­wało mnie mnóstwo sił, walki samego z sobą i z własnym bólem. Miałem odru­chy bezwa­run­kowe, które musia­łem opano­wy­wać. Łez stra­ci­łem całą wannę, same ciur­kiem leciały — HARDCOR (oby nikt tego więcej nie miał, wiem co prze­sze­dłem).
    Teraz około 2 tygo­dnie po zabiegu leczę się zale­co­nym sterimar-em (przez 30 dni po zdję­ciu opatrun­ków) oraz surfalinol-em (przez 10 dni po zdję­ciu opatrunków).

    Wiadomo jedni lepiej to prze­cho­dzą inni gorzej. Jeśli zabieg będzie pozba­wiony powi­kłań to ja powiem szcze­rze, że nie ma się czego bać. Jeśli będą powi­kła­nia takie jak u mnie szcze­rze powiem… UCIEKAJCIE (drugi raz tego bym nie prze­szedł, mam nadzieję, że z perspek­tywy 2–3 miesięcy stwier­dzę, że było warto).

    Czekam z utęsk­nie­niem na całko­wite zago­je­nie mojego nosa, oby był drożny bo chcę stwier­dzić, że całe to cier­pie­nie nie poszło na marne ;)

    Pozdra­wiam wszyst­kich przed, w trak­cie i po.

  • Fajolet
    1 czerwca 2011 - 18:08 | Permalink

    Witam,
    to już prawie 3 tygo­dnie od mojego zabiegu minęło. Można powie­dzieć że dzię­kuję za to że zabieg był pod narkozą. Jak dotąd były tylko 3 nie miłe momenty zwią­zane z zabie­giem.
    1. Włoże­nie „gaz” z płynem i adre­na­liną prze zabie­giem,
    2. Wyję­cie opatrun­ków dzień po zabiegu,
    3. Wyję­cie dwóch szwów i plasti­ko­wych płytek z nosa.
    A tak na margi­ne­sie nie wiedzia­łam że coś tak dużego mogło tam się zmie­ścić.
    Teraz nadal pakuje do nosa liczne krople, olejki, wodę z roztwo­rem siarki, maści. Ale już mogę swobod­nie przez nos oddy­chać (a raczej uczę się tego). Nie powiem nadal muszę uważać na nos, czasem jesz­cze coś tam za boli, a raczej jest bardzo wraż­liwy. Zmiana powie­trza też źle na niego wpływa.
    Ale nadal podtrzy­muje że było warto trochę pocierpieć.

  • Robert
    24 czerwca 2011 - 21:24 | Permalink

    Świet­nie, zaje­bi­scie ze prze­czy­ta­łem. Pierw­sze co znala­złem w googlu na temat tego zabiegu to ten artu­kuł.
    Jutro mam zabieg prze­grody, i po prze­czy­ta­niu nawet się uśmiech­ną­łem, mam nadzieje że wszystko pojdzie ok, i już się tak nie obawiam, wiem co i jak ;) W moim przy­padku, przez uraz przy­grody poja­wił się torbiel w zatoce, choć nie mam pewno­ści co było pierw­sze to tak czuje. Długo zwle­ka­łem z jaki­mi­kol­wiek krokami, bo bałem się opera­cji usunię­cia torbieli, teraz jest szansa że problem znik­nie dzięki zabie­gowi prze­grody. W końcu, już 2 lata się męcze.. głowa napierd****, katar, okre­sowo brak mozli­wo­sci oddy­cha­nia.. jednym słowem przejb***. 3majcie kciuki.
    Pozdro!

  • missshadow
    21 lipca 2011 - 17:37 | Permalink

    tyle juz sie naczy­ta­lam ze nie wiem co myslec ale to chyba zalezy od tego jak bardzo ma sie krzywa prze­grode ja mam i bede miec zabieg na jesien/zime a potem zabieg uszu ‚uszy to pikus ale ten nos brrrr.…a slysza­lam ze teraz zakla­daja opatrunki zelowe ktore sie same rozpusz­czaja i nic nie trzeba wycia­gac ‚dziwie sie ze jesz­cze nikt o tym nie napisal;/ boje sie tez tego zabiegu bardzo wiadomo to nos lekko sie uderzysz i jak boli a co dopiero taka masa­kra ale mysle ze warto mi lekarz powie­dzial ze pozniej bedzie tylko gorzej a co nas nie zabije to wzmocni ;) ja musze to zrobic bo mi przez to uszy zatyka i juz zle slysze a od tego sa okropne powiklania,mam nadzieje ze szybko wyzdro­wieje i bede potem sie cieszyc ze to zrobilam,pozdrawiam piszcie !!!!

  • Anonim
    2 sierpnia 2011 - 08:46 | Permalink

    Witam, mam zabieg prosto­wa­nia prze­grody 26 sierp­nia i w związku z tym pyta­nie do tych, którzy już są po. czy jest możliwe (i czy wska­zane) wystar­to­wa­nie w półma­ra­to­nie 4 wrze­śnia? To jest 9 dni po zabiegu. A może lepiej sobie odpu­ścić? Jakie są zale­ce­nia jeśli chodzi o wysi­łek fizyczny po zabiegu?

  • switek
    12 sierpnia 2011 - 13:07 | Permalink

    Własnie 3 dni po zabiegu prywat­nie .Sadzi­łem że bedzie gorzej około 5 tyś zł i mało bólu super obsługa Centrum Laryn­go­lo­gii Wrocław pole­cam 4 dni zwol­nie­nie i do pracy .

  • grzechu
    17 sierpnia 2011 - 08:54 | Permalink

    Po zabiegu w kwiet­niu. Nic nie boli.Zabieg przy znie­czu­le­niu miej­sco­wym. Sam zabieg ok 1godz. przy muzyce coun­try i żartach głów­nego leka­rza. Po zabiegu lekkie odrę­twie­nie zębów. Najgor­sze w tym wszyst­kim były sznurki w nosie które miałem 3 dni. Ciężko się śpi ale da się wytrzy­mać. Ogól­nie zwykły zabieg nic strasz­nego. Gorsze jest wyci­na­nie migda­łów lub wyry­wa­nie 8:)

    Pozdra­wiam i polecam

  • Anonim
    22 sierpnia 2011 - 20:24 | Permalink

    ja bylem w szpi­talu w olsz­ty­nie ale ucie­klem z sali jak zoba­czy­lem chlopa po operaci z opuch­nie­tym kino­lem ale bede musial jednak isc na tą operacje

  • Anonim
    24 sierpnia 2011 - 12:17 | Permalink

    to już poju­trze.. zaczy­nam sie stre­so­wac troszku :/

  • Anonim
    28 sierpnia 2011 - 20:26 | Permalink

    no i już po :)
    w czwar­tek przy­jęli mnie do szpi­tala (Poznań, Mickie­wi­cza), zrobili na czczo bada­nia krwi, moczu i ekg, po czym przy­jęli na oddział
    w piątek też na czczo dali jakąś tabletkę do połknię­cia na sucho, a po 15 minu­tak zawieźli na salę opera­cyjną, tam dosta­łem przez wenflon narkoze i odje­cha­łem :) po 2 godzi­nach pobudka z tampo­nami w nosie i kroplówką (chyba z solą fizjo­lo­giczną), po kroplówce big strzy­kawa z pyral­giną mimo ze nic mnie nie bolało
    sobota jakos minęła, zero bólu, jedyna niewy­goda to te tambony w nosie, które zmuszały do oddy­cha­nia jedy­nie ustami, ale po zaapli­ko­wa­niu tabsy nasen­nej nawet nocka nie były proble­mem
    niedziela — kolejna nocka z tampo­nadą w nosie jakoś minęła, o 10:30 usunię­cie tamponó i czysz­cze­nie nosa (niby to wszystko trochę nieprzy­jemne ale trwało może 5 minut) o 13:00 wypis do domu
    zale­ce­nia — psikać do nosa sól morską
    that’s it, nie ma się czego bać

  • missshadow
    31 sierpnia 2011 - 19:18 | Permalink

    czyli nie mam sie czego bac???;) mi sie ten zabieg prze­ciaga bo stra­ci­lam prace a nie stac mnie prywat­nie ‚wiem ze musze to zrobic i rzecz jasna sie boje bo to bedzie moj pierw­szy zabieg w zyciu ale chyba bardziej boje sie zebym jakis kompli­ka­cji nie miala po, bo to sie tez zdarza .pisz­cie kochani !!! aha kiedys wyczy­ta­lam ze niekto­rym sie robi jakis efekt siodelka jak to ktos ujal ‚po zabiegu prosto­wa­nia prze­grody ze niby w ktoryms miej­scu po usunie­ciu bodaj­rze chrzastki zapadl sie nos i oszpe­cil twarz;/ nie znam sie na tym i troche mnie to zdzi­wilo a wrecz zmar­twilo bo ja mam nos dosyc poka­zny ;p nie jakis gigant ale do malych nie nalezy i chyba bym sie zala­mala jakby mi go jesz­cze bardziej oszpe­cilo ‚pozdro!

  • Aśka
    3 września 2011 - 18:19 | Permalink

    u mnie termin na 3 lito­pada. juz ponad rok czekam na tą opera­cję (a będę miala w Olsz­ty­nie) i czekam jak na ‚zbawie­nie’ ;) jestem po wycie­ciu migdal­kow i trze­ciaka, bo leka­rze szukali gdzie nie trzeba ;) od 20 lat — od ur. nie oddy­cham nosem, w zadnym stop­niu, ciagle prze­wle­kle zapa­le­nia zatok i do tego aler­giczny niezyt nosa a i chra­pię, co jest dosyć uciąż­liwe (dla innych) :) więc liczę na jaką-kolwiek poprawę. Mam nadzieję, ze wszystko pojdzie dobrze. Obawiam się tylko tych tampo­nów.. aj.

  • missshadow
    5 września 2011 - 11:28 | Permalink

    AŚKA: ja przy­pusz­czam ze bede miala tez jakos listo­pad lub grudzien i tez chce juz normal­nie oddy­chac i slyszec bo mi to wszystko z zatok na uszy idzie i jest jesz­cze gorzej ;/ te sie boje tych tampo­now najbar­dziej i powi­klan nie daj boze !!!!

  • marcin 12a
    22 września 2011 - 21:18 | Permalink

    bardzo jasno to przed­sta­wi­les dzieki wiel­kie. jestem tuz przed zabie­giem ijestem chyba \skraj­nym przy­pad­kiem\ bo mam prze­rost miesnia serco­wego mialem tez problemy z sercem {wyla­do­wa­lem 2 razy w szpi­talu} no i nadci­snie­nie tetni­cze o chra­pa­niu nie wspomne.lekarze niewie­dzieli co mi jest dopoki nie powie­dziw­lem ze chra­pie i niewy­sy­piam sie wstaje zmeczony i zdyszany.

  • marcin 12a
    22 września 2011 - 21:22 | Permalink

    zapo­mnia­lem dodac ze mam 32lata!

  • Tadek 36
    5 października 2011 - 14:37 | Permalink

    Ja mam termin na 15 listo­pada 2011 w Stalo­wej Woli (skie­ro­wa­nie z 5 paździer­nika 2011). Nie muszę robić żadnych szcze­pień (nie szcze­pi­łem się do tej pory na żółtaczkę), bo pyta­łem — nie są obowiązkowe.

  • missshadow871
    26 października 2011 - 10:52 | Permalink

    Tadek 36 — to bardzo dziwne ze nie musia­les miec szczepien,mnie zawsze o nie pytaja nawet przy najmniej­szym zabiegu i musia­lam zrobic wszyst­kie 3dawki ‚jak bedziesz po zabiegu napisz jak bylo ja mam miec w grud­niu i troche pekam ale chce to zrobic ;]

  • krystian
    26 października 2011 - 18:50 | Permalink

    A jak wygląda opatru­nek jakiś duży czy mały ??

  • 3 listopada 2011 - 16:45 | Permalink

    ja mam prosto­wa­nie prze­grody za 2 tygo­dnie i boje sie dosyc mocno a co dopiero jak bede dobe przed,chyba naro­bie w gacie.troche z tego co tu pisze­cie nie mam sie czego bac ale z drugiej strony wcale nie wyglada to milo i modle sie zeby nie klnac ze sie na to zgodzilem.a tak na margi­ne­sie to ide na ten zabieg bo czesto choruje infek­cje i takie tam :) pozdrawiam

  • missshadow871
    4 listopada 2011 - 20:01 | Permalink

    ja po 15tym ide zakle­pac termin ‚tez sie mega boje bo to pierw­szy moj zabieg w zyciu ale mam infek­cje od 2lat wiec chce miec to juz za soba i cieszyc zyciem;]

  • Aśka
    9 listopada 2011 - 09:40 | Permalink

    witaj­cie. ;) powró­ci­łam ! zabieg miałam 4 listo­pada i powiem Wam, że komplet­nie niewarto nakrę­cać się tym zabie­giem. ! nic nie boli, wycią­ga­nie tampo­nad fakt– nieprzy­jemne ale do prze­ży­cia ! ;) i dodam, ze mimo iż jestem tylko kilka dni po zabiegu obrzęk w środku i skrze­pów troszkę– to już mogę choć mini­mal­nie oddy­chać ! gdzie wcze­sniej nie moglam zrobić ani jednego wdechu nosem. a co do opatrunku — przez pierw­sze trzy dni są tzw. ‚wąsiki’ w postaci legniny obwi­za­nej banda­zen z tylu glowy. nic wiecej. zadnej opuchli­zny z zewnątrz, ale to żadnej. ;) co do bólu to nos w ogole nie dal po sobie odczuć, ze cokol­wiek z nim się działo-o dziwo ;) tylko podraż­nione gardło od znie­czu­le­nia dotcha­wicz­nego. jutro mam wycią­gnię­cie plytek i szwów.. więc tydzien stresu i wszystko mam za sobą. juz jestem pełna opty­mi­zmu i czekam na efekt ‚w pełni’, który ma byc za dwa — trzy tygo­dnie. Tak więc ludzi­ska głowa do góry i nie przezywać. ;)

  • missshadow871
    10 listopada 2011 - 14:22 | Permalink

    Aśka-mialas znie­czu­le­nie miejscowe?ja takie bede miala i strasz­nie sie stresuje ;]

  • Aśka
    10 listopada 2011 - 19:16 | Permalink

    nie, miałam znie­czu­le­nie ogólne.

  • missshadow871
    10 listopada 2011 - 20:04 | Permalink

    no to mialas lepiej bo wszystko prze­spa­las ja bede niestety przy­tomna i tego sie obawiam bardziej niz samego zabiegu;] ale mysle ze warto,pozdrowka

  • 11 listopada 2011 - 12:57 | Permalink

    4 dni do mojego zabiegu. Chciał­bym już to mieć za sobą.
    Apropo szcze­pień — tu jest wszystko wyja­śnione, dla kogo są obowiąz­kowe: http://abcszczepienia.pl/szczepienia-przed-operacja

  • missshadow871
    12 listopada 2011 - 16:14 | Permalink

    Tadek36-napisz po wszyst­kim ze szczegolami ;]

  • 23 listopada 2011 - 13:47 | Permalink

    Już po!

    Pobyt w szpitalu:

    Dzień 1:
    Przy­jęli mnie do szpi­tala o godzi­nie 10. O 11 pobrali mocz do bada­nia, o 12 krew, o 13 ekg. O 14 dosta­łem do wypeł­nie­nia ankietę dla aneste­zjo­loga i podpi­sa­łem zgodę na opera­cję. Aneste­zjo­log zdecy­do­wał, że zabieg odbę­dzie się pod znie­czu­le­niem ogól­nym (narkozą).

    Dzień 2:
    Miałem rano nic nie jeść. O 11 począ­tek opera­cji. Dali mi kroplówkę, a następ­nie lekarz podał mi środek znie­czu­la­jący. Momen­tal­nie usną­łem. Obudzi­łem się godzinę później, po zabiegu, z żelo­wymi tampo­nami w nosie. — więc nie można było przez niego oddy­chać. Ale dla kogoś, kto miał skrzy­wioną prze­grodę przez 18 lat to nie było zbyt uciąż­liwe, bo przez ten okres i tak często oddy­cha­łem przez usta. Zosta­łem prze­wie­ziony na salę poope­ra­cyjną. Nos tylko troszkę bolał. Dosta­łem anty­bio­tyk i środek przeciwbólowy.

    Dzień 3:
    Kura­cja anty­bio­ty­kami. Rano środek prze­ciw­bó­lowy. O 11 lekarz wyjął mi żelowe tampony z nosa i włożył mi opatrunki żelowe. Wyjmo­wa­nie tampo­nów trwa dosłow­nie chwilę i nie boli. Nie krwa­wi­łem. Przez chwilę poczu­łem jak się powinno oddy­chać. Niestety nie na długo, bo później zapchało mi nos i znowu oddy­cha­łem przez usta. Ból nosa całko­wi­cie ustał.

    Dzień 4:
    Kura­cja anty­bio­ty­kami. O 11 znowu żel do nosa. Jedna strona nosa mi się trochę odblokowała.

    Dzień 5:
    Kura­cja anty­bio­ty­kami. Jedną stroną nosa oddy­cham trochę lepiej. Druga strona też zaczyna działać.

    Dzień 6:
    Kura­cja anty­bio­ty­kami. Przez nos oddy­cha się coraz lepiej. Ale nie na tyle, by móc to robić swobod­nie. Oddy­cham przez usta.

    Dzień 7:
    Rano anty­bio­tyk. O 10 wypis ze szpi­tala. Lekarz prze­pi­sał mi krople do nosa, które mam zaży­wać przez 3 tygo­dnie. Dodat­kowo woda morska. Przez 3 tygo­dnie nie wolno mi pić wyso­ko­pro­cen­to­wego alko­holu, jeść gorą­cych posił­ków i dźwi­gać cięża­rów. Prze­groda goi się od 3 do 6 tygo­dni. Za dwa dni mam się zgło­sić do szpi­tala w celu wyję­cia opatrun­ków z nosa.

    Dzień 9:
    Zgło­si­łem się do szpi­tala o 8. Wycią­ga­nie opatrun­ków żelo­wych było lekko nieprzy­jemne, ale prze­bie­gło szybko. Po tym w końcu zaczą­łem normal­nie oddy­chać przez nos. Ufff, jaka ulga!

    Podsu­mo­wa­nie: Teraz, gdy mogę normal­nie i swobod­nie oddy­chać, myślę, że naprawdę było warto.

  • missshadow871
    23 listopada 2011 - 18:01 | Permalink

    ja sie juz nie boje :) mam malego stresa ale nie przed samym zabie­giem tylko tym ze bede miala znie­czu­le­nie miejscowe,czekam na tel od leka­rza i juz bede znala date i godzine ;) stres maly jest jak przed wszyst­kim co nieznane ale mysle ze nie bede zalo­wac bo mecze sie z infek­cjami 2lata i zapa­le­nie ucha mam non stop od dwoch lat ‚mysle ze mi ulzy,juz sie nie moge doczekac !

  • missshadow871
    28 listopada 2011 - 16:13 | Permalink

    27 stycz­nia bede miec zabieg! juz sie nie moge docze­kac ! ;p

  • Knorpel
    28 listopada 2011 - 20:31 | Permalink

    Witam.
    Ile kosz­tuje wypro­sto­wa­nie prze­grody noso­wej. Bo mam skrzy­wioną przez wypa­dek.
    Gdzie trzeba się udać?]

    P.S. Jak miałem wypa­dek to nie wiedzia­łem że prze­groda „pękła” i tak po okołu tygo­dnia posze­dłem do szpi­tala i powie­dzia­łem że mam wraże­nie że krzywo się zrasta. A on powie­dział że już na to nic nie da się pora­dzić. Może mi wypro­sto­wać nos bo twier­dzi że jest skrzy­wiony. Ale to był w okre­sie matur, więc zrezy­gno­wa­łem z prosto­wa­nia nosa, Chodziło mi tylko o prze­grodę..
    I mam pyta­nie. Kiedy złamię prze­grodę to można coś zrobić żeby ta prze­groda rosła w miarę prosto ?. Tzn. włożyć jakieś „tampony” czy coś ?

  • 29 listopada 2011 - 08:18 | Permalink

    Najpierw do leka­rza rodzin­nego. On da ci skie­ro­wa­nie do laryn­go­loga. A laryn­go­log da ci skie­ro­wa­nie do szpi­tala na zabieg. W takim przy­padku zabieg jest darmowy — refun­duje nfz.

  • kinak8
    4 stycznia 2012 - 20:50 | Permalink

    jak tak czytam to już sama nie wiem czy się bać czy też nie…ja mam zabieg 24 stycz­nia i powiem szcze­rze że bardzo się boję.…ale muszę iść bo od półtora roku mam wyśię­kowe zapa­le­nie ucha środ­ko­wego więc zabieg jest konieczny.….mam nadziej że wszystko pójdzie dobrze…pozdrawiam

  • missshadow871
    5 stycznia 2012 - 18:53 | Permalink

    kinak8– ja tez mam wysię­kowe zapa­le­nie ucha prawie 2lata,tez sie boje ‚ide 27 stycz­nia ;) jak chcesz mozemy popi­sac na gg bo jestes pierwsa osoba ktora ma taki sam problem z uchem jak ja ;p

  • missshadow871
    11 stycznia 2012 - 17:02 | Permalink

    no i bylam dzis w szpi­talu moj zabieg prze­su­niety z 27go na 23ego stycz­nia ;p juz odli­czam dni :)

  • lol
    13 stycznia 2012 - 22:18 | Permalink

    elo
    równiez bd miał robiony ten zabieg i mam do was pyanie czy miał ktoś zabieg na znie­czu­le­niu miej­sco­wym i czy to boli? aha i czy sie wtedy śpi czy nie??

  • lol
    13 stycznia 2012 - 22:20 | Permalink

    zabieg 27 stycz­nia i już wiem ze mam sie zjawić w szpi­talu o 7 a bd wracał w ponie­dzia­lek (4dni :( )

  • lol
    13 stycznia 2012 - 22:35 | Permalink

    musze przy­znac ze dzisiaj matka była w szpi­talu papiery zanieść prosto od laryn­go­loga i juz mnje na 27 zapi­sali (2 tygo­dnie). W znie­czu­le­niu ogol­nym mówiła babka ze dłuzej trzeba czekać to ja wzią­łem miejscowe

  • missshadow871
    13 stycznia 2012 - 23:21 | Permalink

    znam wielu ktorzy mieli na miejscowym,nic nie boli ‚jestes przy­tomny ale odurzony glupim jasiem ;p tez bede miala na miej­sco­wym znie­czu­le­niu ‚na drugi dzien do domu,na nastepny zdje­cie opatrunkow .

  • Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <p> <pre lang="" line="" escaped=""> <q cite=""> <strike> <strong>