Na moim blogu większość wpisów jest na temat Linuksa czy też tematów „okołokomputerowych”, dzisiaj zdecydowałem się jednak napisać o czymś zupełnie innym. W końcu mottem bloga jest również „o wszystkim co się nawinie”.
W Internecie znaleźć można kupę bzdur na temat zabiegu prostowania przegrody nosowej: straszenie o wielkim bólu, waleniu młotem w nos, łamaniem „na żywca”, bez znieczulenia, kałużach krwi, tygodniach w szpitalu itd. Na forach internetowych jest tego aż nadto.
Sam przeszedłem ten zabieg kilka dni temu. Jest to temat trochę osobisty, ale myślę, że warto niektórych „uświadomić”. Postaram się opisać jak to wygląda z możliwie największą ilością szczegółów.
Wpis ten dedykuję wszystkim tym, którzy muszą iść na zabieg, ale nie idą – bo się boją :)
Rozpoznanie
Przegroda nosowa skrzywia się najczęściej w wyniku urazu (bójki, „akrobacje” po pijanemu itd.) Nie jest to jednak regułą. Niektórym skrzywia się przegroda podczas normalnego wzrostu (ale to rzadko). Moją przyczyną pobytu (i reszty osobników na oddziale) był oczywiście uraz sprzed kilku lat.
Po czym poznać, że z przegrodą jest coś nie tak? Mimo, że mamy wizualnie prosty nos ciągle mamy katar, czerwone gardło, anginy co jakiś czas, chrapiemy :P Zwykły lekarz pierwszego kontaktu jest już w stanie ocenić, że z przegrodą jest coś nie tak. Jeżeli mu się nie chce sprawdzać/coś nas niepokoi, bierzemy od niego skierowanie do laryngologa żeby sie upewnić.
Laryngolog ocenia czy przegroda jest na tyle skrzywiona, że nadaje się do zabiegu, czy lepiej to zostawić. Obecnie nie czeka się z zabiegiem aż ktoś przestanie rosnąć (do ok. 21 roku życia) – zabieg wykonuje się jak najprędzej. Od laryngologa dostajemy skierowanie na zabieg. Jest on oczywiście w całości refundowany. Czeka się ok. 1–2 miesięcy.
Przygotowania
Aby nas wzięto na stół należy spełnić kilka kryteriów:
- Musimy być zaszczepieni przeciwko żółtaczce typu B (WZW B), a przynajmniej po 2 dawkach (druga dawka po miesiącu od pierwszej, koszt 1 dawki to ok. 40 zł).
- Należy mieć wyleczone zęby (tu chodzi raczej o jakieś wielkie ubytki, stany zapalne).
- Nie możemy być chorzy, czyli żadnej grypy itd.
- Jeżeli leczymy się na jakąś przewlekłą chorobę, to polecam u lekarza prowadzącego nasze leczenie załatwić zaświadczenie na co się leczymy i jakie przyjmujemy leki.
- Na kilka dni przed planowanym zabiegiem musimy wykonać kilka badań krwi. Są to (nie zawsze laryngolodzy każą robić wszystkie):
- grupa krwi,
- morfologia,
- czas kaolinowo-kefalinowy (czyli po prostu czas krzepnięcia krwi),
- glukoza,
- poziom sodu i potasu.
Dzień zabiegu
Takimi zabiegami zajmują się szpitale z oddziałami tzw. chirurgii krótkoterminowej. Ja byłem w Mikołowie (operował dr otolaryngolog Wojciech Ścierski – ma opinię świetnego fachowca). Opiszę jak to tam wyglądało. Gdzie indziej pewno jest podobnie.
W dzień zabiegu wolno jeść tylko do godz. 8:00 jakieś „lekkie” śniadanie. W szpitalu stawiamy się o 11:00 rano z wynikami badań, skierowaniem i kartą chipową.
Pielęgniarka spisuje nasze dane, przeprowadza tzw. wywiad epidemiologiczny (na co chorowaliśmy, czy mamy tatuaże, czy i kiedy mieliśmy jakieś zabiegi operacyjne, czy mamy jakieś nałogi).
Zostajemy zaprowadzeni do sali, przebieramy się w swoje piżamy :)
Ok. 12:00 pielęgniarka zakłada nam wenflon (nie bać się, nie boli, tylko trochę przeszkadza).
Ok. 12:30 rozmowa z anestezjologiem. Jesteśmy pytani o wzrost, wagę, skłonność do denerwowania się, przyjmowane leki. Na tej podstawie anestezjolog ustala rodzaj i dawkę środków znieczulających. Obecnie nie stosuje się raczej znieczulenia ogólnego (duże obciążenie dla organizmu), a coś w rodzaju „półsnu” plus do tego znieczulenie miejscowe.
Ok. 13:00 rozmowa z laryngologiem. Mamy tłumaczone jak mniej więcej będzie wyglądał zabieg.
Dostajemy do przebrania „górę” od piżamy (taka fajna sznurowana :P ), „dół” ze swojej możemy zostawić (czyli mitem jest, że biega się z „gołym tyłkiem”).
Bierzemy w tabletce „głupiego jasia”. Nie można wstawać z łóżka, bo nas może nagle „ściąć”. Na różnych ludzi działa różnie. Jeden koleś zasnął, drugi się w sufit tylko patrzył. Ja miałem efekt podobny do wypicia ok. 3 piw (czyli ogólne rozluźnienie :) ). Ważne, że pozbywamy się nerwów.
Należy pamiętać o tym, że współczesna medycyna nie daje pacjentowi za dużo cierpieć. Na każdym kroku dostajemy środki przeciwbólowe.
Ok. 14:00 przewożą nas na salę operacyjną. Zabieg przebiega nie na stole, a na takim fotelu z podparciem na głowę. Przylepiają czujniki pracy serca, lewą rękę przypinają nam do ciśnieniomierza, prawą przywiązują pasem. Potem dopiero się dowiedziałem, że chodzi o to, żeby czasem krzywdy nie zrobić lekarzowi :) Dostajemy przez wenflon „półusypiacz”. W czasie gdy zaczyna działać dostajemy znieczulenie miejscowe w nos (ukłucie trochę czuć). Następnie wpychają nam opatrunki do nosa, a dalej to nie wiem, bo film się „urywa”. Tracimy kontakt z tym co się dzieje na sali. Czasem mamy wrażenie, że nam się śni sala operacyjna :P Jednym słowem jesteśmy bardziej naćpani niż ci na dworcach (oni przynajmniej wiedzą mniej więcej gdzie są :) ). Zabieg trwa 30–40 min.
Dochodzimy do siebie już na sali. Nos mamy usztywniony opatrunkami. W ustach posmak krwi :) Po jakimś czasie znieczulenie przestaje działać i dostajemy od razu Ketonal przez wenflon (bardzo silny środek przeciwbólowy).
Ok. 23:00 dostajemy środek nasenny (zazwyczaj domięśniowo :) ). Trudno jest zasnąć, gdyż niewygodnie oddycha się przez usta.
Dzień po zabiegu
O godz. 6:00 pobudka – pomiar temperatury ciała.
7:00 oględziny laryngologa. Pyta się co kogo boli. Jednego kolesia bolały zęby, mnie trochę ucho, kogoś tam ogólnie głowa. Nie są to bóle mocne, po prostu mamy całe zatoki w środku pozapychane.
Pomiędzy godz. 8:00 a 9:00 wypisy do domu. Rozpoznanie choroby ma fajną nazwę po łacinie: deviatio septi nasi. Na deser dostajemy receptę na maść do nosa i antybiotyk. Dostajemy zwolnienie/L4.
Całkowity czas pobytu w szpitalu to ok. 22 godziny.
Bezsenna noc w domu. Jeżeli ktoś umiał spać przez dłużej niż 2 godz. to gratuluję :)
2 dni po zabiegu
W godz. popołudniowych zgłaszamy się do laryngologa w celu usunięcia opatrunków. Jest to nie tyle bolesna, co dosyć nieprzyjemna sprawa. Sami zdziwicie się ile można w nosie „upchać” czegoś w rodzaju sznurówek. Przez chwilę możemy swobodnie oddychać zanim nie zacznie lecieć krew.
Smarujemy maściami (a raczej wciągamy). Bierzemy antybiotyki – trochę słabo się po nich można czuć.
Następne kilka dni…
Nie wychodzimy nigdzie przez kilka dni aż się trochę zaleczy.
Chodzimy do laryngologa 2–3 razy w celu wyciągania zakrzepów (niebolesne tylko nieprzyjemne).
Cieszymy się z korzystania z płuc w pełnym zakresie :)
Musicie mi uwierzyć, że WARTO BYŁO!
Kształt nosa raczej nie zmienia się (od tego są operacje plastyczne, ale za nie już trzeba słono płacić: 2–3 tys. zł), polepsza się tylko drożność nosa.
Trochę was teraz postraszę. Nie są to moje wymysły, a tylko to co mi powiedział laryngolog: Młodzi ludzie z krzywymi przegrodami „dołapują” powietrze ustami, czyli nic im się nie dzieje. Jednak ludzie starsi o tym zapominają, przez co serce zaczyna szybciej bić. W skrajnych sytuacjach następuje przerost lewej komory serca (mięsień obciążony wysiłkiem powiększa się). Może to doprowadzić do zawału serca… lecz tak jak mówię – w skrajnych sytuacjach.
Mam nadzieję, że wyjaśniłem na czym to polega, a niezdecydowanych — zdecydowałem :)
Pamiętajcie: NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ.
P.S.: Komentarzy jest tyle, że zaczęły żyć własnym życiem i nie jestem w stanie nad nimi zapanować. Czytajcie na własną odpowiedzialność.
Podobne wpisy:

O autorze
408 Comments
ja l 4 dostałem od 1 do 29 kwietnia
Dzięki wielkie za to „sprawozdanie” :) Jest bardzo rzeczowe i na pewno pomoże wielu osobom. Bardzo podobnie mówił mój lekarz :) Choć mnie najbardziej zniechęca i zarazem przeraża wyciąganie opatrunków z nosa… Mam nadzieję, że po zabiegu będę tego samego zdania co Ty :)
Jeszcze raz dzięki!
Pozdrawiam
Ja miałem prostowaną przegrodę 25.03 w szpitalu wojewódzkim w Bielsku-Białej, ze znieczuleniem ogólnym (z dzisiejszej perspektywy kiedy już wiem co mi robili, na inne bym sie nawet nie zgodził).Wyglądało to tak:
1 dzień-rano (koło 9:30) kazali mi się przebrać w to kimono, musiałem zdjąć majty. Potem tabletka na uspokojenie i koło 10:00 jazda na salę operacyjną. Tam klasyczna procedura tj. krótka rozmowa z anestezjologiem, maska na gębę i zagazowanie. Urywa się film. Po zabiegu (w moim przypadku było to koło 12:00) zaczynamy ogarniać dopiero na sali we własnym łóżku. Po narkozie nie można spac przez 2h więc musi być przy nas ktoś znajomy który nie pozwoli nam zasnąć. Do nosa napchali kilo gazy, takze nie ma mowy o oddychaniu przez niego no i wygląda się troche jak kulfon. Do wieczora dostajemy dożylnie leki przeciwbólowe i antybiotyk. Pić można jedynie łyżkę wody co jakiś czas. Ale po południu zjadłem owocowego gerberka :D I tak nie da się gryźć za bardzo bo nochal boli. O dziwo nie mialem strasznych problemow z zaśnięciem, ale przydały się stopery bo trafiła mi się cała sala z krzywą przegrodą i w nocy był koncert chrapania.
2 dzień– rano przeciwbólowy i antybiotyk. Niestety w moim przypadku ten dzień był koszmarem. Od południa zaczął mnie napierdzielać nochal od rozepchania, trudno wytrzymac taki dyskomfort. Nie mogłem sie na niczym skupic, nie mialem ochoty jeść poza tym nawet nie chce sie za bardzo bo co to za przyjemność jak sie nie ma węchu a każdy gryz to ból. Ciężko się schylać. 3x kichnąłem i było to dość bolesne. Po południu dostałem gorączki, co jest normalne przy tym zabiegu. Do wieczora jazda na przeciwbólowych. Koło 20 czułem się na prawde beznadziejnie, ogromny dyskomfort i ból od tych sączków, aż mi kinol spuchł. Lekarz zdecydował że mi je poluzuje żebym dał radę zasnąć. Tak też się stało choć i tak nie przespałem całej nocy.
3 dzień– chwila prawdy. Od razu po porannej wizycie wzięli mnie do zabiegowego i szybko wyciągnęli sączki. Musze stwierdzić że to było jedno z najgorszych uczuć jakich doświadczyłem. Sączki sięgały chyba do mózgu :) i przy wyciąganiu łzy same cisnęły się do oczu, a pod koniec czujemy ból gdyż odrywają się skrzepy. Dostałem tonę chusteczek do tamowania krwotoku i okład z lodu na kark. Po 15min już całkowicie przestałem się farbić i wreszcie poczułem ulgę „pustego nosa”. Oczywiście dalej nie mogłem oddychać, a jak się okazało, w środku są jeszcze teflonowe szyny. Po 12 kazali mi się spakować gdyż potrzebowali wolną salę ale przed wyjściem pani doktor oczyściła mi ssakiem dla komfortu nochal ze skrzepów (o co polecam poprosić gdyż samemu mogą gałki oczne wyjść na wierzch jakby się chciało to wysmarkać!) i obkurczyła śluzówkę sączkami z jakimś płynem. Na godzinkę dało mi to ulgę. W domu pierwsze próby smarkania. Trzeba to robić DELIKATNIE i NIE PRZEZ OBIE DZIURKI NA RAZ. Powoli skrzepy zaczną wylatywać. Regularnie czyścimy nos wodą morską (Marimer HIPERTONICZNY) i smarujemy tłustą maścią o którą polecam poprosić w szpitalu.
4dzień i później…- nosek powoli się goi. czeka mnie wizyta kontrolna 12.04. Dzięki regularniej pielęgnacji nosa śluzówka wraca do normy. Mniej więcej w piątym dniu po zabiegu zaczynamy czuć zapachy (co jest niesamowitym uczuciem i powoduje natychmiastowy powrót apetytu) i w miarę swobodnie oddychać, ale jeszcze nie przez obie dziurki. Nie przerywamy stosowania Marimeru i maści. Niestety jestem alergikiem i muszę brać Telfast gdyż zaczął się okres pylenia, co podrażnia błonę nosa utrudniając gojenie. Ale jakoś daję radę. Gorsza sprawa, od szyny zrobiło mi się w nosie „ała” i to „ała” produkuje ropę boląc jednocześnie także mam problem żeby się wysmarkać gdyż nie mogę chwycic nosa bezboleśnie. Muszę to zgłosić jutro na kontroli. Aha, a termin wyciągnięcia szyn mnie przeraził gdyz to dopiero za tydzień! czyli łączny czas to 2 tygodnie!
Ps. jako że jeszcze się ucze, dostałem zwolenienie ze szkoły do końca tygodnia (sam nie chciałem więcej) i zwolnienie z WF-u na miesiąc, możliwe że do przedłużenia.
Warto było cierpieć? Okaże się dopiero po wyciągnieciu szyn. Dziwi mnie że to tak długo, raczej to jest maks tydzień. Do tego czasu trzeba zrezygnować z aktywności fizycznej, a dopóki się błona nie zagoi uważać z alkoholem, gorącymi kąpielami i napojami, żeby nie dostać krwotoku.
muszę się wybrać na taki zabieg ale jak to wszystko czytam to taki strach mnie ogarnia że szok :-)
Planowany zabieg 27 kwietnia w Łodzi w WAMie
po przeczytaniu Waszych przezyć wcale sie nie uspokoiłem…
kichawa krzywa od 15lat to fakt,krzywą zostanie jeno te kurde chrząstki…
Zabieg wykonany wczoraj w Gryficach, pod pełna narkozą. Noc ze sznurkiem w nosie mało ciekawa, jednak do wytrzymania. Opatrunki usunięte 24 godziny po zabiegu, nie jest to bolesne za to bardzo nieprzyjemne. Krótkie oględziny lekarza i do domu. Nos z lekka opuchnięty jednak da się oddychać. Z tego wszystkiego gorsze jest dojście do ładu po tej cholernej narkozie niż po zabiegu. Także powiem że nie ma się czego bać :)
Hehe… za miesiąc mam zabieg, troche sie przeraziłam gdyż wszyscy przekonywali mnie że to wcale nie jest złe tylko problemy z oddychaniem… O MAATKO!! … boje się;(
A jak jest z zabiegiem w narkozie? i po zabiegu?
hej właśnie jestem drugi dzień po zabiegu prostowania przegrody i już odpoczywam w domku.
Zabieg miałam wykonany na Szaserów przez doktorów: Szlązak i Szczygielski.
wyglądało to tak:
pierwszego dnia poszłam do szpitala gdzie przyjęto mnie na oddział, lekarz obejrzał nos, zrobił rutynowy wywiad jak to jest z moimi objawami, czy jestem na coś uczulona i prosił aby tego dnia jeść tylko do 18:00 i pić wodę do 22:00. Picie wody w dużej ilości przed narkozą pomaga łatwiej przejść jej późniejsze skutki. Rano oczywiście na czczo była jeszcze jedna wizyta u grona specjalistów i ciekawskich stażystów.Po czym lekarz włożył mi do każdej dziurki nosa opatrunek długości około 10 cm i szerokości 1 cm nasączony adrenaliną i jeszcze jakimś płynem. Co wywołuje odrętwienie środka nosa czasem to przechodzi na gardło a w moim przypadku zdrętwiały mi przednie górne zęby.
No i następuje moment czekania na zabieg (szanowne grono zebranych debatuje kto w jakiej kolejności i jaki zabieg będzie wykonany). Nadmieniam jeszcze że wieczorem jak i rano dostaję się tabletkę na uspokojenie, która też wywołuje senność.
I tak siedząc, czekając i się nudząc w pewnym najmniej spodziewanym momencie przychodzi pielęgniarka z wiadomością że idziemy.
Powiem że miałam wadę lewostronnego skrzywienia przegrody nosowe co powodowało że nie oddychałam przez ten otwór nosowy a prawy i tak do końca też nie był sprawny. To wada wrodzona wraz z wysokim podniebieniem i od zawsze oddychałam przez usta.
No i idę na salę operacyjną a tam już wszyscy czekają na mnie. Mam zdjąć górę koszulki, zostaje we własnych spodenkach. Nakrywają mnie płaszczem ochronnym, kładę się na stole i się zaczyna. Ktoś mi nakleja diody monitorujące serce, anestezjolog wpija mi w rękę wenflon i podaje coś po czym zaczyna mi się kręcić w głowie i odpływam nawet nie wiem kiedy. Następne co pamiętam to sala pooperacyjne zadają mi jakieś pytania na które odpowiadam choć nie wiem o co pytali i co mówiła. Wiem tylko że na szczęście nie pamiętam momentu wyciągnięcia rurki z gardła (znalazłam się w gronie 90% osób niewiedzących). Widzę tylko że mam podłączoną kroplówkę ze środkiem przeciw bólowym i maskę tlenową i znów zasypiam. po jakiś 2 godzinach jestem wybudzona choć oszołomiona. Nie czuje bólu choć wiem że mój nos jest trochę opuchnięty a pod nim jest podwiązany „tampon” czyli bandaż z watą i wracam co sali i łóżka w którym czekałam na zabieg. Odpowiadam w sali dziewczynom że wszystko OK i znowu idę spać. Uprzedzona wcześniej przez osoby na sali które to przeszły szykuje sobie kubek z wodą i znowu zasypiam. Po narkozie zasycha w ustach i dobrze jest popić choć łyk wody. Po krótkiej drzemce wstaje na kolację ale jakoś nie ma się apetytu. I znowu spać się kładę. Noc przebiega na śnie przerywanym na łyk wody.
rano nie jest tak źle, w razie bólu można poprosić o tabletkę. Gdzieś koło 10:00 nastąpił nie miły moment a mianowicie wyciągnięcie opatrunków z nosa (długich jakby sznurka szerokości 1 cm). Po tym można trochę krwawić. Zostają w nosie jeszcze dwie plastikowe płytki przyszyte wewnątrz które mają utrzymać prawidłowo wyprostowaną przegrodę przez 10dni. Po 10 dniach na wizycie kontrolnej szwy zostają zdjęte a płytki wyjęte (nie widać ich ani szwów). Po wyjęciu opatrunku wracam na sale gdzie mam jeszcze dochodzić do siebie, odpoczywać i wpuszczać krople. Noc przebiega spokojnie i po porannej kontroli dostaje wypis i listę leków wraz z antybiotykiem do brania.
Patrząc na nos i na twarz nie widać żeby coś się wydarzył, lekko opuchnięty nos i mała opuchlizna pod oczami która dość szybko schodzi. Nie wiem czy tak zostanie ale lekko skrócił mi się nosek co nawet mi się podoba.
Czekam teraz wizyty kontrolnej i wyjęciach tych plastików. Ale już teraz wiem, że było warto. Może jeszcze nie oddycham ale jak tylko wyszłam ze szpitala to już zaczęłam czuć zapachy i już nie mogę się doczekać momentu kiedy zacznę w pełni oddychać przez noś. Choć najpierw muszę w pełni nauczyć się tej czynności.
Jeśli ktoś się obawa tego zabiegu to powiem że nie ma czego. Po z małymi przypadkami (wkładania, wyjmowania i pewnie wyjęcia szwów i płytek) nie odczuwa się bólu. Nie ma sińców ani wielkiej opuchlizny. A ci co nie oddychali przez nos, mieli wiecznie katar i zdarzało im się pochrapywać przez sen mogą powoli o tym zapominać. Ja właśnie to zaczęłam. I przez najbliższe 2 tygodnie zwolnienia zamierzam w pełni dojść do siebie.
właśnie jestem na początku drogi do prostej przegrody nosowej. Dopiero dostałem skierowanie od lekarza rodzinnego do laryngologa i chciałbym się dowiedzieć czy czeka mnie dużo biegania od gabinetu do gabinetu. Doszły do mnie słuchy że po takiego typu zabiegu miewa się silne bóle głowy do 2 tygodni. Robił może ktoś taki zabieg w białostockim szpitalu akademickim????
Po jutrze ide do szpitala, a następnego dnia, czyli w piątek czeka mnie ten zabieg…
Dziękuję za to co jest napisane;)
ja choruje na zatoki klinowe i szczekowe nic mi nie pomaga wiec uslyszalam od laryngologa ze za dwa lata(aktualnie mam 15) bede musiala sie poddac operacji jak to uslyszalam bardzo sie przestraszylam nie tak bolu jak swiadomosci ze obudze sie z rurką w buzi i przy wyciaganiu moge zwymiotowac chociaz ten bol to faktycznie tez sie boje.
Narazie nic nie pomaga caly czas jestem na jakis lekach to na antybiotykach to na uodparniajacych a teraz jeszcze rehabilitacja.
dziekuje za te wpisy:D
Warto wspomnieć, że podjąłem się tego zabiegu ze względu na chrapanie, bezdech nocny… co za tym idzie ciągłe zmęczenie organizmu i nagminna bezsenność. A to w przyszłości gwarantuje powiększenie się lewej przegrody serca i zawał :(
23.05 — przyjęcie do szpitala.
24.05 — zabieg (dokładnie septoplastyka oraz mukotomia dolna lewostronna).
25.05 — wypisanie do domu.
I tyle suchych informacji… w około dobę po wypisaniu mnie do domu oczy mi tak potwornie spuchły, że wszyscy myśleli, że dostałem od kogoś kilka strzałów z pięści. Lewe oko spuchnięte tak, że ledwo na nie widziałem… prawe niewiele lepiej. Obrazowo mówiąc wyglądałem na twarzy jak grubaśny, spuchnięty Azjata.
Po 4 dniach poszedłem na wizytę kontrolną i stwierdzono stan zapalny nosa — przepisano mi antybiotyki (3 x dziennie).
Po kolejnych 3 dniach poszedłem na zaplanowane wyjęcie opatrunków wewnątrznosowych (tego się bałem najbardziej… sam zabieg to przy tym podobno pikuś i NIESTETY TAK WŁAŚNIE JEST). Wyjmowanie sączek z nosa i okolicznych opatrunków jest tak niemiłe, że wolałbym chyba aby mnie biczowano przez godzinę pokrzywami po gołej dup**.
U mnie ból był spotęgowany stanem zapalnym nosa.
Myślicie, że to koniec nieprzyjemności… o nie to dopiero początek
Niestety podczas wyjmowania sączek i opatrunków z nosa wystąpiło u mnie duże krwawienie.
PONADTO stwierdzono krwiak w lewej przegrodzie nosowej, którego od razu przecięto.
Wszytko byłoby ok jakby to był KONIEC… nic z tego. Po wyjęciu opatrunków, względnym zatamowaniu krwotoku, przecięciu krwiaka nastąpiło PONOWNE WPYCHANIE OPATRUNKÓW DO NOSA (nie życzę tego nawet Jarkowi Kaczyńskiemu). Wpychanie (bo tak to należy nazwać i nie inaczej) bandaży nasączonych maścią (chyba detromecyną) jest NAJMNIEJ przyjemną rzeczą jaka mi się przytrafiła w moim 27-letnim życiu.
To ponowne wpychanie opatrunków kosztowało mnie mnóstwo sił, walki samego z sobą i z własnym bólem. Miałem odruchy bezwarunkowe, które musiałem opanowywać. Łez straciłem całą wannę, same ciurkiem leciały — HARDCOR (oby nikt tego więcej nie miał, wiem co przeszedłem).
Teraz około 2 tygodnie po zabiegu leczę się zaleconym sterimar-em (przez 30 dni po zdjęciu opatrunków) oraz surfalinol-em (przez 10 dni po zdjęciu opatrunków).
Wiadomo jedni lepiej to przechodzą inni gorzej. Jeśli zabieg będzie pozbawiony powikłań to ja powiem szczerze, że nie ma się czego bać. Jeśli będą powikłania takie jak u mnie szczerze powiem… UCIEKAJCIE (drugi raz tego bym nie przeszedł, mam nadzieję, że z perspektywy 2–3 miesięcy stwierdzę, że było warto).
Czekam z utęsknieniem na całkowite zagojenie mojego nosa, oby był drożny bo chcę stwierdzić, że całe to cierpienie nie poszło na marne ;)
Pozdrawiam wszystkich przed, w trakcie i po.
Witam,
to już prawie 3 tygodnie od mojego zabiegu minęło. Można powiedzieć że dziękuję za to że zabieg był pod narkozą. Jak dotąd były tylko 3 nie miłe momenty związane z zabiegiem.
1. Włożenie „gaz” z płynem i adrenaliną prze zabiegiem,
2. Wyjęcie opatrunków dzień po zabiegu,
3. Wyjęcie dwóch szwów i plastikowych płytek z nosa.
A tak na marginesie nie wiedziałam że coś tak dużego mogło tam się zmieścić.
Teraz nadal pakuje do nosa liczne krople, olejki, wodę z roztworem siarki, maści. Ale już mogę swobodnie przez nos oddychać (a raczej uczę się tego). Nie powiem nadal muszę uważać na nos, czasem jeszcze coś tam za boli, a raczej jest bardzo wrażliwy. Zmiana powietrza też źle na niego wpływa.
Ale nadal podtrzymuje że było warto trochę pocierpieć.
Świetnie, zajebiscie ze przeczytałem. Pierwsze co znalazłem w googlu na temat tego zabiegu to ten artukuł.
Jutro mam zabieg przegrody, i po przeczytaniu nawet się uśmiechnąłem, mam nadzieje że wszystko pojdzie ok, i już się tak nie obawiam, wiem co i jak ;) W moim przypadku, przez uraz przygrody pojawił się torbiel w zatoce, choć nie mam pewności co było pierwsze to tak czuje. Długo zwlekałem z jakimikolwiek krokami, bo bałem się operacji usunięcia torbieli, teraz jest szansa że problem zniknie dzięki zabiegowi przegrody. W końcu, już 2 lata się męcze.. głowa napierd****, katar, okresowo brak mozliwosci oddychania.. jednym słowem przejb***. 3majcie kciuki.
Pozdro!
tyle juz sie naczytalam ze nie wiem co myslec ale to chyba zalezy od tego jak bardzo ma sie krzywa przegrode ja mam i bede miec zabieg na jesien/zime a potem zabieg uszu ‚uszy to pikus ale ten nos brrrr.…a slyszalam ze teraz zakladaja opatrunki zelowe ktore sie same rozpuszczaja i nic nie trzeba wyciagac ‚dziwie sie ze jeszcze nikt o tym nie napisal;/ boje sie tez tego zabiegu bardzo wiadomo to nos lekko sie uderzysz i jak boli a co dopiero taka masakra ale mysle ze warto mi lekarz powiedzial ze pozniej bedzie tylko gorzej a co nas nie zabije to wzmocni ;) ja musze to zrobic bo mi przez to uszy zatyka i juz zle slysze a od tego sa okropne powiklania,mam nadzieje ze szybko wyzdrowieje i bede potem sie cieszyc ze to zrobilam,pozdrawiam piszcie !!!!
Witam, mam zabieg prostowania przegrody 26 sierpnia i w związku z tym pytanie do tych, którzy już są po. czy jest możliwe (i czy wskazane) wystartowanie w półmaratonie 4 września? To jest 9 dni po zabiegu. A może lepiej sobie odpuścić? Jakie są zalecenia jeśli chodzi o wysiłek fizyczny po zabiegu?
Własnie 3 dni po zabiegu prywatnie .Sadziłem że bedzie gorzej około 5 tyś zł i mało bólu super obsługa Centrum Laryngologii Wrocław polecam 4 dni zwolnienie i do pracy .
Po zabiegu w kwietniu. Nic nie boli.Zabieg przy znieczuleniu miejscowym. Sam zabieg ok 1godz. przy muzyce country i żartach głównego lekarza. Po zabiegu lekkie odrętwienie zębów. Najgorsze w tym wszystkim były sznurki w nosie które miałem 3 dni. Ciężko się śpi ale da się wytrzymać. Ogólnie zwykły zabieg nic strasznego. Gorsze jest wycinanie migdałów lub wyrywanie 8:)
Pozdrawiam i polecam
ja bylem w szpitalu w olsztynie ale ucieklem z sali jak zobaczylem chlopa po operaci z opuchnietym kinolem ale bede musial jednak isc na tą operacje
to już pojutrze.. zaczynam sie stresowac troszku :/
no i już po :)
w czwartek przyjęli mnie do szpitala (Poznań, Mickiewicza), zrobili na czczo badania krwi, moczu i ekg, po czym przyjęli na oddział
w piątek też na czczo dali jakąś tabletkę do połknięcia na sucho, a po 15 minutak zawieźli na salę operacyjną, tam dostałem przez wenflon narkoze i odjechałem :) po 2 godzinach pobudka z tamponami w nosie i kroplówką (chyba z solą fizjologiczną), po kroplówce big strzykawa z pyralginą mimo ze nic mnie nie bolało
sobota jakos minęła, zero bólu, jedyna niewygoda to te tambony w nosie, które zmuszały do oddychania jedynie ustami, ale po zaaplikowaniu tabsy nasennej nawet nocka nie były problemem
niedziela — kolejna nocka z tamponadą w nosie jakoś minęła, o 10:30 usunięcie tamponó i czyszczenie nosa (niby to wszystko trochę nieprzyjemne ale trwało może 5 minut) o 13:00 wypis do domu
zalecenia — psikać do nosa sól morską
that’s it, nie ma się czego bać
czyli nie mam sie czego bac???;) mi sie ten zabieg przeciaga bo stracilam prace a nie stac mnie prywatnie ‚wiem ze musze to zrobic i rzecz jasna sie boje bo to bedzie moj pierwszy zabieg w zyciu ale chyba bardziej boje sie zebym jakis komplikacji nie miala po, bo to sie tez zdarza .piszcie kochani !!! aha kiedys wyczytalam ze niektorym sie robi jakis efekt siodelka jak to ktos ujal ‚po zabiegu prostowania przegrody ze niby w ktoryms miejscu po usunieciu bodajrze chrzastki zapadl sie nos i oszpecil twarz;/ nie znam sie na tym i troche mnie to zdziwilo a wrecz zmartwilo bo ja mam nos dosyc pokazny ;p nie jakis gigant ale do malych nie nalezy i chyba bym sie zalamala jakby mi go jeszcze bardziej oszpecilo ‚pozdro!
u mnie termin na 3 litopada. juz ponad rok czekam na tą operację (a będę miala w Olsztynie) i czekam jak na ‚zbawienie’ ;) jestem po wycieciu migdalkow i trzeciaka, bo lekarze szukali gdzie nie trzeba ;) od 20 lat — od ur. nie oddycham nosem, w zadnym stopniu, ciagle przewlekle zapalenia zatok i do tego alergiczny niezyt nosa a i chrapię, co jest dosyć uciążliwe (dla innych) :) więc liczę na jaką-kolwiek poprawę. Mam nadzieję, ze wszystko pojdzie dobrze. Obawiam się tylko tych tamponów.. aj.
AŚKA: ja przypuszczam ze bede miala tez jakos listopad lub grudzien i tez chce juz normalnie oddychac i slyszec bo mi to wszystko z zatok na uszy idzie i jest jeszcze gorzej ;/ te sie boje tych tamponow najbardziej i powiklan nie daj boze !!!!
bardzo jasno to przedstawiles dzieki wielkie. jestem tuz przed zabiegiem ijestem chyba \skrajnym przypadkiem\ bo mam przerost miesnia sercowego mialem tez problemy z sercem {wyladowalem 2 razy w szpitalu} no i nadcisnienie tetnicze o chrapaniu nie wspomne.lekarze niewiedzieli co mi jest dopoki nie powiedziwlem ze chrapie i niewysypiam sie wstaje zmeczony i zdyszany.
zapomnialem dodac ze mam 32lata!
Ja mam termin na 15 listopada 2011 w Stalowej Woli (skierowanie z 5 października 2011). Nie muszę robić żadnych szczepień (nie szczepiłem się do tej pory na żółtaczkę), bo pytałem — nie są obowiązkowe.
Tadek 36 — to bardzo dziwne ze nie musiales miec szczepien,mnie zawsze o nie pytaja nawet przy najmniejszym zabiegu i musialam zrobic wszystkie 3dawki ‚jak bedziesz po zabiegu napisz jak bylo ja mam miec w grudniu i troche pekam ale chce to zrobic ;]
A jak wygląda opatrunek jakiś duży czy mały ??
ja mam prostowanie przegrody za 2 tygodnie i boje sie dosyc mocno a co dopiero jak bede dobe przed,chyba narobie w gacie.troche z tego co tu piszecie nie mam sie czego bac ale z drugiej strony wcale nie wyglada to milo i modle sie zeby nie klnac ze sie na to zgodzilem.a tak na marginesie to ide na ten zabieg bo czesto choruje infekcje i takie tam :) pozdrawiam
ja po 15tym ide zaklepac termin ‚tez sie mega boje bo to pierwszy moj zabieg w zyciu ale mam infekcje od 2lat wiec chce miec to juz za soba i cieszyc zyciem;]
witajcie. ;) powróciłam ! zabieg miałam 4 listopada i powiem Wam, że kompletnie niewarto nakręcać się tym zabiegiem. ! nic nie boli, wyciąganie tamponad fakt– nieprzyjemne ale do przeżycia ! ;) i dodam, ze mimo iż jestem tylko kilka dni po zabiegu obrzęk w środku i skrzepów troszkę– to już mogę choć minimalnie oddychać ! gdzie wczesniej nie moglam zrobić ani jednego wdechu nosem. a co do opatrunku — przez pierwsze trzy dni są tzw. ‚wąsiki’ w postaci legniny obwizanej bandazen z tylu glowy. nic wiecej. zadnej opuchlizny z zewnątrz, ale to żadnej. ;) co do bólu to nos w ogole nie dal po sobie odczuć, ze cokolwiek z nim się działo-o dziwo ;) tylko podrażnione gardło od znieczulenia dotchawicznego. jutro mam wyciągnięcie plytek i szwów.. więc tydzien stresu i wszystko mam za sobą. juz jestem pełna optymizmu i czekam na efekt ‚w pełni’, który ma byc za dwa — trzy tygodnie. Tak więc ludziska głowa do góry i nie przezywać. ;)
Aśka-mialas znieczulenie miejscowe?ja takie bede miala i strasznie sie stresuje ;]
nie, miałam znieczulenie ogólne.
no to mialas lepiej bo wszystko przespalas ja bede niestety przytomna i tego sie obawiam bardziej niz samego zabiegu;] ale mysle ze warto,pozdrowka
4 dni do mojego zabiegu. Chciałbym już to mieć za sobą.
Apropo szczepień — tu jest wszystko wyjaśnione, dla kogo są obowiązkowe: http://abcszczepienia.pl/szczepienia-przed-operacja
Tadek36-napisz po wszystkim ze szczegolami ;]
Już po!
Pobyt w szpitalu:
Dzień 1:
Przyjęli mnie do szpitala o godzinie 10. O 11 pobrali mocz do badania, o 12 krew, o 13 ekg. O 14 dostałem do wypełnienia ankietę dla anestezjologa i podpisałem zgodę na operację. Anestezjolog zdecydował, że zabieg odbędzie się pod znieczuleniem ogólnym (narkozą).
Dzień 2:
Miałem rano nic nie jeść. O 11 początek operacji. Dali mi kroplówkę, a następnie lekarz podał mi środek znieczulający. Momentalnie usnąłem. Obudziłem się godzinę później, po zabiegu, z żelowymi tamponami w nosie. — więc nie można było przez niego oddychać. Ale dla kogoś, kto miał skrzywioną przegrodę przez 18 lat to nie było zbyt uciążliwe, bo przez ten okres i tak często oddychałem przez usta. Zostałem przewieziony na salę pooperacyjną. Nos tylko troszkę bolał. Dostałem antybiotyk i środek przeciwbólowy.
Dzień 3:
Kuracja antybiotykami. Rano środek przeciwbólowy. O 11 lekarz wyjął mi żelowe tampony z nosa i włożył mi opatrunki żelowe. Wyjmowanie tamponów trwa dosłownie chwilę i nie boli. Nie krwawiłem. Przez chwilę poczułem jak się powinno oddychać. Niestety nie na długo, bo później zapchało mi nos i znowu oddychałem przez usta. Ból nosa całkowicie ustał.
Dzień 4:
Kuracja antybiotykami. O 11 znowu żel do nosa. Jedna strona nosa mi się trochę odblokowała.
Dzień 5:
Kuracja antybiotykami. Jedną stroną nosa oddycham trochę lepiej. Druga strona też zaczyna działać.
Dzień 6:
Kuracja antybiotykami. Przez nos oddycha się coraz lepiej. Ale nie na tyle, by móc to robić swobodnie. Oddycham przez usta.
Dzień 7:
Rano antybiotyk. O 10 wypis ze szpitala. Lekarz przepisał mi krople do nosa, które mam zażywać przez 3 tygodnie. Dodatkowo woda morska. Przez 3 tygodnie nie wolno mi pić wysokoprocentowego alkoholu, jeść gorących posiłków i dźwigać ciężarów. Przegroda goi się od 3 do 6 tygodni. Za dwa dni mam się zgłosić do szpitala w celu wyjęcia opatrunków z nosa.
Dzień 9:
Zgłosiłem się do szpitala o 8. Wyciąganie opatrunków żelowych było lekko nieprzyjemne, ale przebiegło szybko. Po tym w końcu zacząłem normalnie oddychać przez nos. Ufff, jaka ulga!
Podsumowanie: Teraz, gdy mogę normalnie i swobodnie oddychać, myślę, że naprawdę było warto.
ja sie juz nie boje :) mam malego stresa ale nie przed samym zabiegiem tylko tym ze bede miala znieczulenie miejscowe,czekam na tel od lekarza i juz bede znala date i godzine ;) stres maly jest jak przed wszystkim co nieznane ale mysle ze nie bede zalowac bo mecze sie z infekcjami 2lata i zapalenie ucha mam non stop od dwoch lat ‚mysle ze mi ulzy,juz sie nie moge doczekac !
27 stycznia bede miec zabieg! juz sie nie moge doczekac ! ;p
Witam.
Ile kosztuje wyprostowanie przegrody nosowej. Bo mam skrzywioną przez wypadek.
Gdzie trzeba się udać?]
P.S. Jak miałem wypadek to nie wiedziałem że przegroda „pękła” i tak po okołu tygodnia poszedłem do szpitala i powiedziałem że mam wrażenie że krzywo się zrasta. A on powiedział że już na to nic nie da się poradzić. Może mi wyprostować nos bo twierdzi że jest skrzywiony. Ale to był w okresie matur, więc zrezygnowałem z prostowania nosa, Chodziło mi tylko o przegrodę..
I mam pytanie. Kiedy złamię przegrodę to można coś zrobić żeby ta przegroda rosła w miarę prosto ?. Tzn. włożyć jakieś „tampony” czy coś ?
Najpierw do lekarza rodzinnego. On da ci skierowanie do laryngologa. A laryngolog da ci skierowanie do szpitala na zabieg. W takim przypadku zabieg jest darmowy — refunduje nfz.
jak tak czytam to już sama nie wiem czy się bać czy też nie…ja mam zabieg 24 stycznia i powiem szczerze że bardzo się boję.…ale muszę iść bo od półtora roku mam wyśiękowe zapalenie ucha środkowego więc zabieg jest konieczny.….mam nadziej że wszystko pójdzie dobrze…pozdrawiam
kinak8– ja tez mam wysiękowe zapalenie ucha prawie 2lata,tez sie boje ‚ide 27 stycznia ;) jak chcesz mozemy popisac na gg bo jestes pierwsa osoba ktora ma taki sam problem z uchem jak ja ;p
no i bylam dzis w szpitalu moj zabieg przesuniety z 27go na 23ego stycznia ;p juz odliczam dni :)
elo
równiez bd miał robiony ten zabieg i mam do was pyanie czy miał ktoś zabieg na znieczuleniu miejscowym i czy to boli? aha i czy sie wtedy śpi czy nie??
zabieg 27 stycznia i już wiem ze mam sie zjawić w szpitalu o 7 a bd wracał w poniedzialek (4dni :( )
musze przyznac ze dzisiaj matka była w szpitalu papiery zanieść prosto od laryngologa i juz mnje na 27 zapisali (2 tygodnie). W znieczuleniu ogolnym mówiła babka ze dłuzej trzeba czekać to ja wziąłem miejscowe
znam wielu ktorzy mieli na miejscowym,nic nie boli ‚jestes przytomny ale odurzony glupim jasiem ;p tez bede miala na miejscowym znieczuleniu ‚na drugi dzien do domu,na nastepny zdjecie opatrunkow .