Nowe (bardzo denerwujące) metody promocji

Dzisiaj będzie wpis całko­wi­cie nie pasu­jący do „profilu” bloga. Kto nie chce — proszę nie czytać.

Cała rzecz działa się dzisiaj (23.06.2007) w kato­wic­kim Sile­sia City Center. Idę sobie spokoj­nie jedną z alejek i nagle słyszę „Pan nie wie co to jest gratis!” krzy­czane w czyimś kierunku. Okazuje się, że deli­kwent miał do czynie­nia z jakąś nową formą promo­cji. Grupka 4 dziew­czyn próbo­wała wcisnąć jakiś produkt (kosme­tyki) mniej więcej w ten sposób:

  1. Podcho­dzi do ciebie dziew­czyna z pudełeczkiem.
  2. Podsta­wia ci to pude­łeczko pod nos i mówi głośno „Proszę bardzo!”
  3. Bierzesz pude­łeczko (myśląc, że to oczy­wi­ście za darmo).
  4. Ona zaczyna mówić ten swój wyuczony wier­szyk na temat produktu, który ci „dała” do ręki. Słyszysz z tego tylko wolniej powie­dziane „To jest gratis” i „59,90 zł”.
  5. Próbu­jesz jej oddać to pude­łeczko po usły­sze­niu „59,90″, a ona ci nawija dalej (nawet nie słyszysz co — jesteś zain­te­re­so­wany tylko odda­niem jej pudełeczka).
  6. W końcu udaje ci się jej to oddać.
  7. Ona z przy­kle­jo­nym uśmie­chem podcho­dzi do następ­nego „jelenia”.

Nie chcę tutaj nikogo urazić (dziew­czyn ciężko pracu­ją­cych na promo­cjach), ale metody sprze­daży „na siłę” wydają mi się lekką prze­sadą. Docho­dzi potem do niepo­ro­zu­mień w stylu wspo­mnia­nego wcze­śniej „Pan nie wie co to jest gratis”, kiedy facet myśląc, że dostał coś za darmo idzie sobie dalej, a dziew­czyna go goni i krzy­czy. Każdy normalny czło­wiek pod poję­ciem „gratis” rozu­mie właśnie „coś otrzy­mane za darmo”. Jeżeli za coś trzeba zapła­cić, to po co to komuś wciskać najpierw do rąk, mówić „Proszę bardzo”, a potem kazać płacić? Może głupio będzie temu komuś odmó­wić i to kupi?

Wiem, że to taki nowy „chłyt marke­tin­gowy” (pewnie staty­styki poka­zują, że ludzie częściej kupują albo coś), ale szkoda potem tych dziew­czyn, które niepo­trzeb­nie muszą się sprze­czać z ludźmi, no i przede wszyst­kim zdez­o­rien­to­wa­nych „poten­cjal­nych klien­tów”. W końcu dowia­dują się nowej rzeczy: Gratis to nie jest za darmo :)

I kto by pomy­ślał, że zwykłe zakupy dostar­czą tylu wrażeń…

Na koniec zdję­cie „na szybko” robione komórką po minię­ciu „strefy grati­sów” (na zdję­ciu widoczna kolejna „ofiara” z paczuszką w ręce):

Podobne wpisy:

  1. Inva­sion Tacti­cal Defense — BARDZO wcią­ga­jąca gra flashowa
  2. Nadcho­dzi nowe prawo tele­ko­mu­ni­ka­cyjne — ciesz się i płacz!
  3. Nowe VLC 0.9.2 pod Ubuntu
  4. Nowe Gadu-Gadu 8, czyli normal­ność zamiast rewolucji

2 Comments

  • 24 czerwca 2007 - 10:45 | Permalink

    Ów chwyt marke­tin­gowy, czy jakby tego nie nazwać, nie jest taki nowy ;]. Spotka­łem się z czymś podob­nym na własnej skórze z rok temu, jak to miła pani „poda­ro­wała” memu ojcu atlas samo­cho­dowy, już mieli­śmy odjeżdżać… :]

  • Pingback: AdCar? Łot de Fak? at /home/Śpiechu->Blog

  • Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <p> <pre lang="" line="" escaped=""> <q cite=""> <strike> <strong>