Pod koniec maja, (prawie) wszystkie serwisy newsowe rozpisywały się na temat nadchodzącego bicia rekordu Guinessa w Dniu Pobierania (nie wiadomo kiedy dokładnie będzie, wiadomo, że w czerwcu) przeglądarki Mozilla Firefox 3. Tylko się zastanawiam nad dwiema rzeczami:
Czy to ma sens?
Okazuje się, że nie tylko ja powątpiewam w celowość takiego przedsięwzięcia. Zatwierdzenie tego typu rekordu spowoduje z pewnością falę naśladowców (już widzę „kopie” w postaci Dnia Pobierania Internet Explorera 8). Wszak każdy chciałby mieć na koncie jakiś „rekordzik”
‚ale aby go pobić, będzie należało odpowiednio sprawę nagłośnić. Wszelkie kolejne „dni pobierania” będą już ludzi denerwować.
Na samą przeglądarkę oczywiście złego słowa nie powiem
Używam Firefoksa praktycznie od momentu kiedy tak się nazywa (wersja 0.8).
Jak to wszystko „zmierzyć”?
W oficjalnym FAQ jest napisane, że liczone będą tylko pełne pobrania. Odbija się to niejako rykoszetem po wszystkich updatujących przeglądarkę. Jedyne dla nich wyjście to odinstalowanie i ponowne zainstalowanie. Jest to niepotrzebny kłopot. Linuksowcy mają jeszcze gorzej. No bo jak liczyć paczki instalacyjne deb czy rpm? A może tar.gz?
Aktualnie w rankingu Polska jest druga na świecie(!) pod względem liczby chętnych do wzięcia udziału. Przed nami są tylko Stany Zjednoczone. Mam tylko nadzieję, że deklaracje przejdą w czyny

Może chodzi o rychłe wydanie stabilnej wersji przeglądarki. Jak wszyscy zaczną ściągać instalki i aktualizować program, to naprawdę może być rekord. Moim zdaniem nawet niezły pomysł na kampanię.
No właśnie oficjalne wydanie Firefox 3 jest tu punktem najważniejszym.
Tak sobie myślę, że mogli by zrobić aktualizację z FF 2 na FF 3 informując tylko o nowej wersji (o rekordzie też) i dając linka do setup.exe.
No nic, zobaczymy