Wczoraj odbyła się szósta edycja Spodka 2.0 (czyli moja trzecia). Spotkanie odbyło się w nowym miejscu, w klubie Cogitatur w Katowicach (do tej pory znany mi z kilku hmm – melanży :-) ). Nowa, późniejsza pora + dzień powszedni gwarantował łatwiejsze znalezienie czasu na przybycie, co było widać po frekwencji (na oko ponad 100 osób). Nowy lokal niestety miał ten feler, że było straszliwie duszno i gorąco, ale za to bardziej klimatycznie!
W czasie spotkania była kamera. Mam nadzieję, że za jakiś czas pojawią się materiały wideo i wszystko będzie sobie można jeszcze raz obejrzeć. Nie obyło się niestety bez „zonka”. Wypadła jedna prezentacja: „Strategia blue ocean — czyli jak to robi Apple”. No trudno, może następnym razem…
Wypunktuję po kilka uwag na temat poszczególnych prezentacji:
„Blogvertising.pl przed i zaraz po inwestycji”
- niestety nie zostałem przekonany do tego, że pozyskanie inwestora nie niesie za sobą ryzyka utraty kontroli i/lub kierunku rozwoju (jeszcze mojej?) firmy
- niech nikt mi nie mówi, że po zainwestowaniu „grubego szmalu” inwestor nie będzie mnie rozliczał z każdej wydanej złotówki, a co za tym idzie z szans na jej (złotówki) zwrot i pomnożenie
- inwestor to nie Caritas: przynosisz straty? – charytatywnie oddasz nerkę (joke :-P )
- bloger piszący negatywnie o produkcie „podarowanym” do testów już więcej nie zostanie zaproszony do współpracy. Dalej wierzycie w bezstronność opinii?
„Między spamem, a ewangelizacją. Kontrowersje wokół marketingu szeptanego”
- nie wiedziałem, że oprócz mnie są również ludzie nie oglądający w ogóle TV (myślałem, że dziwny jakiś jestem, czy coś ;-) )
- standardowa reklama nie dociera do mnie (i mnie podobnych ludzi) – reklamodawcy mają problem
- „bannerowa” reklama internetowa również nie ma dla mnie racji bytu (Firefox + Adblock)
- „walenie” w ludzi standardową reklamą na razie działa, ale niedługo przestanie na skutek powszechnie narastającej ślepoty reklamowej konsumentów
- z daleka wyczuwamy spam, ale niestety część ludzi nie – dlatego „zapapranie” forów dyskusyjnych spam-botami niestety przynosi jakiś efekt
- sposób na efektywną reklamę to wywołanie szeroko pojętego „dobrego hałasu” poprzez zaprzęgnięcie szeregu różnych narzędzi (patrz prezentacja), dzięki którym wpływ pojedynczych składników wzmacnia się
- „zły hałas” (patrz kampania sieci 36,6 i denerwujące naklejki) nie przynosi dobrych efektów (macie jakiś znajomych, którzy przeszli na to „ustrojstwo”?)
„Projekt U.Z.A. Studium przypadku”
- o grze „Ucieczka z akademika” dowiedziałem się od prezentującego (niby skąd miałem się dowiedzieć, skoro nie oglądam TV i banerów w necie?)
- nie przypuszczałem, że stworzenie gry flashowej pochłania 20 osobom 2 miesiące czasu. Od dzisiaj zaczynam doceniać trud wykonania każdej gry flashowej
- trudno jest reklamować „zupki chińskie” :-)
- zero nocek w pracy to sukces? Ludzie szanujcie swój czas! Życie jest za krótkie na „nocki w pracy”. W ten sposób uszczęśliwisz tylko ZUS, bo nie dożyjesz do emerytury. Koniec kazania :-)
Jeżeli miałbym pokusić się o werdykt, to z minimalną przewagą wygrałby prezentujący nr 3 za swobodny język i podejście „z jajem”. W końcu tak czy siak odnieśli sukces i jest czym się chwalić!
P.S.: Dziewczyna, która wygrała książkę „Wprowadzenie do Ruby” była również ze mną na dwóch poprzednich Spodkach (i dzięki temu wiedziała gdzie się odbyły, hehe). Dla ciekawskich: na imię jej Marta :-)
Podobne wpisy:

O autorze
3 Comments
Hmm… zupełnie się z Tobą nie zgodzę co do problemu z inwestorem, o którym piszesz.
„niestety nie zostałem przekonany do tego, że pozyskanie inwestora nie niesie za sobą ryzyka utraty kontroli i/lub kierunku rozwoju (jeszcze mojej?) firmy”
A ile prezentacji/osób związanych z tematem inwestycji miałeś okazję dotychczas wysłuchać? Nie zostałeś przekonany to z tej możliwości nie korzystaj — proste :)
„niech nikt mi nie mówi, że po zainwestowaniu „grubego szmalu” inwestor nie będzie mnie rozliczał z każdej wydanej złotówki, a co za tym idzie z szans na jej (złotówki) zwrot i pomnożenie”
Nikt Ci tak nie powie bo to jasne, że jeśli ktoś wykłada kupę własnej kasy na Twój projekt to oczekuje, że ta kasa zwróci się ze sporym procentem. Inwestorowi zależy tak samo jak Tobie na pomnażaniu wszystkich (nie tylko swoich) złotówek, ale chyba nie do końca znasz temat bo wiedziałbyś, że w zarząd takiej spółki, który tworzą założyciele startupu jest w naprawdę dużym stopniu autonomiczny. Inwestor dba jedynie o to by wszystko działo się z zyskiem dla Waszej wspólnej firmy.
„inwestor to nie Caritas: przynosisz straty? – charytatywnie oddasz nerkę (joke)”
Każdy inwestor liczy się z tym, że może „wtopić”, dlatego wchodzi w taki projekt, gdzie prawdopodobieństwo, że ludzie którym zaufali doprowadzą do upadku interesu jest najmniejsze. Jeśli przynosisz straty, wspólnie zastanawiacie się co zostało zrobione źle i dlaczego firma jest na minusie. Kiedy nawet to nie przyniesie skutku inwestor na pewno nie zarząda od Ciebie zwrotu zainwestowanych pieniędzy, tylko wyciągnie wnioski na przyszłość i zastanowi się 10 razy zanim znów zainwestuje choćby złotówkę w podobny projekt. :)
@Dominik
Muszę przyznać, że moja wiedza związana z prowadzeniem biznesu za pomocą inwestora jest mocno fragmentaryczna. Obawy wynikają z czysto zdrowego rozsądku. W końcu żyje się już na tym świecie całe 26 lat :-)
Impreza palce lizać, dwie ostatnie prezentacje zaje…dobre z lekka przewaga drugiej (Adweb). Pozdrowienia dla prelegentów i wymiataczy w Wii’ie ;)