Po dłuższej przerwie zapraszam na nieco dłuższy wpis. Przełom października i listopada z racji imprez cmentarzowo-zniczowych to czas dużej migracji. Jak co roku brałem w niej udział również i ja. Podzielę się co nieco spostrzeżeniami.
Tak to już jest, że w te święta wszyscy muszą się jakoś przemieszczać. W tym momencie pozdrawiam wszystkich kierowców po 60-tce (posiadających bezterminowe prawa jazdy) w kapeluszach/beretach jadących z zawrotną prędkością 50–60 km/h poza terenem zabudowanym w swoich Cinquecento/Seicento lub Tico. Dzięki nim inni kierowcy nie mogą narzekać na monotonię jazdy. Cała zabawa dla pozostałych użytkowników drogi polega na znalezieniu momentu, aby takiego zawodowca wyprzedzić. Odwrotna z kolei kategoria kierowców to ludzie nie umiejący jechać w „sznurku”, uprawiający żabie skoki. W tym przypadku nasze zadanie polega na umiejętnym przyhamowywaniu. Raz aby zrobić takiemu miejsce przed nami, a innym razem aby wyprzedzający kogoś, jadący z przeciwka delikwent nie uderzył w nas czołowo. Jednym słowem — wesoło.
Ostatnio w mediach dosyć głośna była wiadomość o kierowcy, któremu nawigacja GPS wskazała drogę wiodącą przez środek jeziora. W tym roku w czasie jazdy miałem okazję potestować Asusa R700 na wbudowanych mapach producenta. Wrażenia? Całkiem miłe

Urządzenie zasadniczo ma 2 tryby wyświetlania map: dzienne (żółto-zielone) i nocne (biało-niebieskie). Cały interfejs został nieźle zaprojektowany. Łatwo możemy sobie przełączać pomiędzy skalowalne tryby 2D (służący głównie programowaniu trasy i ew. punktów przelotowych) i 3D (służący do jazdy). Do wyboru polski lektor płci męskiej lub żeńskiej. Jadąc w trybie 3D widzimy nazwy wszystkich ulic w okolicy. Nie sposób się zgubić. Dojeżdżając do jakiegoś skrzyżowania otrzymujemy komunikaty głosowe w odległości ok. 800m, 300m i zaraz przed planowanym skrętem. Czasem jednak zdarzały się „zonki”, tzn. jadąc w miarę główną drogą krzyżującą się z jakąś polną otrzymywałem komunikat „na skrzyżowaniu jedź prosto” albo „trzymaj się lewej”. Prawdopodobnie jest to kwestia wgrania jakiś konkretnych map w stylu Automapy lub iGo.
Dodatkowo ten GPS posiada bajerki w stylu odtwarzacz filmów (mpeg i wmv łapie, avi nie działało), muzyki i zdjęć. Z ciekawostek, o których w ogóle nie wiedziałem, że istnieją, to funkcja nadajnika FM. Wygląda to tak: znajdujemy sobie obszar, w okolicach którego nie nadaje żadna stacja radiowa. Ustalamy sobie ten zakres w nawigacji i puszczamy muzykę z GPSa. Teraz w obrębie 2m od urządzenia możemy sobie słuchać nadawanej muzyki (testowałem na wieży i w telefonie — słychać całkiem nieźle).
Połączenie przez bluetooth z komórką umożliwia odbieranie rozmów (automatyczne po 5 sek. lub nie), wykonywanie połączeń i pisanie smsów. Nie sprawdzałem (a szkoda), czy odbieraną rozmowę z aktywnym nadajnikiem FM będzie słychać w radiu
Tak się tylko zastanawiam: na taki nadajnik należy mieć wykupioną koncesję do nadawania w paśmie FM. Czyżbym przez chwilę stał się piratem radiowym?
Podobne wpisy:

One comment
„Czyżbym przez chwilę stał się piratem radiowym?” raczej nie. właśnie ten słaby zasięg mieści się w polskiej normie broadcastingu na legalu.