Dzisiaj post osobisty i zarazem pseudomedyczny. Być może za bardzo się uzewnętrznię, ale co tam :-) Ludzie, których znam osobiście wiedzą, że ostatnimi czasy „byczę się” na L4. W pracy byłem ostatni raz 23 grudnia. A wszystko przez to, że zachciało mi się sportów zimowych (dokładnie snowboardu). Dla spragnionych plotek opiszę co, gdzie i jak.
Czas akcji: 27.12.2008, godz. 17:00.
Miejsce akcji: Jeden ze stoków (tzw. ośla łączka) w Białce Tatrzańskiej.
Przebieg akcji:
- Śpiechu przygotowując się do nauki jazdy na snowboardzie zastanawia się dlaczego tylko on i małe dzieci mają kask na głowie (podobno takie rzeczy to tylko w Polsce).
- Po 1,5 godz. Śpiechu opanowuje wyciąg orczykowy :-)
- Przy okazji wywraca się kilkanaście razy.
- Ok. godz. 19:15 na samym dole przy wyciągu, Śpiechu próbując wykonać skręt „na palce” podpiera się i łamie z ładnym przemieszczeniem prawą rękę (hardcore photos here and here).
- Po doczłapaniu do punktu TOPR Śpiechu dowiaduje się, że:
- sprawa jest poważna (dopiero teraz przyjrzałem się, że ręka jest ładnie powykręcana),
- karetka nie przyjedzie, bo chory dysponuje własnym transportem,
- pozytyw? kość nie wyszła na wylot, bez krwotoku wewn., zachowane czucie w palcach.
- Po 40. minutowej męczarni w korkach udaje się dotrzeć do Szpitala Miejskiego w Zakopanym.
- Śpiechu zdaje sobie sprawę z tego, że więcej w Zakopanym takich sportowców jak on. Pełna sala „połamańców”: snowboardziści z połamanymi rękami, narciarze z nogami. Innych schorzeń nie zanotowano.
- Śpiechu czeka na swoją kolej 90 min., gdyż Pani w Recepcji zapisała sobie, że to „tylko połamane palce”.
- Po szybkim rentgenie Śpiechu trafia na stół operacyjny.
- Po ok. 30 min. Śpiechu budzi się z „brand new” gipsem na ręce.
- Śpiechu dostaje Ketonal do żyły, który i tak nie bardzo pomaga.
- Powtórne zdjęcie rentgenowskie wskazuje, że kość jest dobrze złożona.
- Śpiechu zostaje wypisany do domu.
- Po tyg. nowe zdjęcie i dowijanie gipsu do tzw. szyny gipsowej.
- Ostatecznie po 6 tyg. zdjęcie gipsu i próba restartu ręki…
Konkluzje:
- Nie trzeba dużej górki żeby się połamać. Płaski stok + prawie zerowa prędkość + odrobina „szczęścia” wystarczy.
- Myślisz, że fajnie jest na L4? Fajnie jest dopiero w 5 i 6 tyg. kiedy ręka w miarę przestaje boleć. Po zdjęciu gipsu zabawa zaczyna się od początku.
- Dobrze pojadłeś przed pójściem na stok? Posiedzisz w poczekalni i przetrawisz co nieco. Przed podaniem narkozy musi upłynąć co najmniej 5 godz. od ostatniego posiłku.
- Lubisz grzańce na stoku? Jeżeli jesteś „pod wpływem”, dostajesz kroplówkę i siedzisz w poczekalni 6 godz. Nie wolno nawet podawać Ci nic przeciwbólowego.
Na koniec mogę powiedzieć tylko tyle, że dobrze się stało, że połamałem się w Zakopanym. Każdy lekarz ortopeda, z którym mam do czynienia bez wahania stwierdza, że byłem w rękach prawdziwego profesjonalisty (niestety nie pamiętam nazwiska). W czasie samej operacji „lata” nad tobą kilka osób. Z uwagi na godz. 22:00 w sobotę byłem pełen podziwu jak im się tak chciało :-P
Podobne wpisy:

O autorze
3 Comments
W Zakopanem w czasie sezonu zimowego, a zresztą i letniego też, karetki non-stop przywożą połamanych ludzi, więc lekarze mieli na kim ćwiczyć i się wyszkolili :P
Jeden z najbardziej emocjonujących postów jakie czytałam:D Ale najważniejsze że finał pozytywny:-) Szybkiego powrotu siły w rączce życzę!:-)
Gratuluję wytrwałości :)
Ja podobnie jak Ty Śpiechu złamałem rękę w sezonie zimowym, tyle tylko że na łyżwach.
Krótki przebieg akcji:
Na łyżwach jeżdżę już ok. 3 lat, dokładnie w pierwszy dzień ferii wybrałem się pośmigać, razem z kumplami jak zwykle mieliśmy dobry ubaw gdy w pewnym momencie chłopak który zaczynał dopiero w tym sezonie naukę jazdy na łyżwach, wpadł na prosto na mnie. Jechał on naprawdę szybko. Chcąc obronić kręgosłup upadałem na rękę i tak zaczęła się duuuuuuuuuuuga historia.
Ręka okazała się złamana w dwóch miejscach na skos, z przemieszczeniem, ponieważ jak już wspomniałeś musi minąć kilka godzin od posiłku by podać narkozę musiałem czekać na operację jeszcze 3 godziny bo jadłem wcześniej. Pierwsza operacja trwająca zaledwie 30 min polegała tylko na złożeniu kości, po rentgenie okazała się niepomyślna. Następna trwała 2,5h która polegała na włożeniu w kość łokciową drutu, a w kość promieniową płytki metalowej. W gipsie chodziłem 2 miesiące. A że wyjęcie płytki metalowej przewidywane było na ok. pół roku od złamania, sprawa przeciągnęła się do wakacji.
Tak więc ostrzegam wszystkich hardcorów by przy sportach zimowych jak i letnich zachowali szczególną ostrożność. Pamiętajcie nawet takie zwykłe złamanie ręki jak moje składa się z:
– dwóch operacji pod narkozą co jest horrorem,
– noszeniem ręki w gipsie nawet 2 miesiące,
– wyjmowania na żywca drutu który znajduje się w środku w kości,
– operacji (3 już) wyjmowania płytki pod 2 godzinną narkozą,
– 2 blizn o długości ok.20 cm,
– konieczności rehabilitacji po zdjęciu gipsu, minimum miesiąc, gdyż większość mięśni zanikła,
– braku ubrań gdyż w 3/4 ich części nie jesteś w stanie włożyć ręki.
Dlatego jeśli macie ochotę poszaleć to proponuję pójście na imprezę a nie sporty extremalne, początkującym: narciarzom, łyżwiarzom itd. proponuję pilną i wytrwałą naukę :)