Jeszcze żyję, spokojnie :-)

Ostat­nio nie miałem w ogóle czasu pisać. Blogasek trochę zdążył się zakurzyć. Od ostat­niego miesiąca sporo się wydarzyło. Zmieniłem sobie stan cywilny. Aktual­nie jestem w trak­cie prze­prowadzki. Nie ma nawet kiedy porząd­nie siąść za klawiaturę kompa, a co dopiero coś sen­sow­nego napisać…

Zamiast pisać głupoty przejdę do kon­kretów. Nigdy nie przy­pusz­czałem, że organizacja ślubu i wesela aż tak wysysa życie z człowieka. Na każ­dym kroku telefony, umawianie się, spisywanie umów, zadat­ków, ter­minów i innych takich bzdur. Do tego jesz­cze dochodzą “ran­dom events”, czyli np. na 2 dni przed ślubem dzwoni do ciebie kierowca limuzyny i mówi, że maska limuzyny na skutek spo­tkania z drzewem skróciła się o 50 cm.

Następna kwestia to ceny, które ostat­nio poszybowały w górę. Dobrze, że naj­waż­niej­sze rzeczy związane z weselem były załatwiane na początku 2008 roku. Przed kryzysem, przed grypą i czym tam jesz­cze mamy w 2009 roku. Ceny usług obowiązywały oczywi­ście stare.

Obiecałem laurkę szefowi restauracji, w której odbyła się impreza. Przyjęcie weselne odbyło się w Restauracji “Club 99″ w sali tzw. afrykań­skiej na terenie Międzynarodowych Tar­gów Katowic­kich. Jedzenie smaczne, uroz­maicone (czę­ści nawet nie umiem nazwać :-) ). Szefostwo zna się na organizacji tego typu imprez. Podają roz­piskę przy­kładowego menu i roz­kład tego menu w czasie. Wszystko jest tak zaplanowane, że mamy jesz­cze miej­sce na główne posiłki. Mogą zor­ganizować ciasto i tort. Jeżeli mamy swoje — proszę bar­dzo. Żadnych opłat ukrytych typu “kor­kowe, prądowe, wodowe, kablowe, godzinowe” i inne takie. Płacimy od łebka ustaloną kwotę. Zabawa trwa do ostat­niego gościa bez limitu czasu. Są tak pewni jako­ści swoich usług, że po imprezie odbytej w sobotę płacimy dopiero w poniedziałek. Faj­nie, co? (z czymś takim się jesz­cze nie spo­tkałem). Szefostwo cały czas jest na miej­scu jakby co. Żeby nie było samego lukru napiszę jesz­cze, że obsługa od godz. 2 w nocy nieco przy­stopowała. Część pustych naczyń leżało sobie na stole. Z drugiej strony, to nie roboty obsługują. Ludzie mają prawo być nieco zmęczeni, nieprawdaż?

Z zadań na naj­bliż­szy czas wyznaczyłem sobie zain­stalować naj­now­sze Ubuntu, zobaczyć w kinie Ter­minatora :-P oraz jak zawsze pojawić się na kolej­nej edycji Spodka 2.0 9 czerwca.

Printed from: http://spiechu.pl/2009/05/27/jeszcze-zyje-spokojnie/ .
© 2010.

1 komentarz   »

  • Malin says:

    Kolejny stracony dla świata… :-)

    A tak poważ­nie to ser­deczne gratulacje i wszyst­kiego naj­lep­szego, stu lat razem, dzieci (a potem wnuków, pra­wnuków itp.) i wszyst­kich innych dobrodziejstw, które wiążą się ze zmianą stanu cywilnego.

    Co do Ubuntu, to ja już uak­tual­niłem, jak zwykle wysypał mi się dźwięk (zawsze z tym problemy mam) i nie wiem dlaczego, ale mpd mi star­tuje wyciszony. Muszę włączyć Sonatę i podgłośnić.

    Na Ter­minatora też się wybieram, nie­dawno byliśmy z moją na X-men Origins: Wolverine, a po Ter­minatorze jesz­cze chcę iść na drugą część Trans­for­mer­sów, bo pierw­sza była rewelacyjna. Taka święta trójca do zaliczenia :-)

    Aha, na Spodek też się wybieram więc do zobaczenia :-)

RSS feed for comments on this post , TrackBack URI

Leave a Reply