Zmęczony ciągłym poszukiwaniem miejsca na dysku twardym zdecydowałem się kupić sobie dysk zewnętrzny. Wybór padł na Western Digital My Book Essential Edition o pojemności 1TB. Zadecydowała marka firmy + przystępna cena 399 zł. Od razu zaznaczam, że nie jestem związany z żadnym producentem sprzętu ani nikt mi nie płacił za recenzję. Sprzęt kupiłem za własne pieniądze i dlatego mogę swobodnie pisać co myślę.
W pudełku mamy zasilacz sieciowy 100~240V z wymiennymi wtyczkami, kabel USB (ok. 1 m długości) + dysk twardy 3,5 cala zamknięty w ładnej obudowie (fotki oglądać np. u producenta).
Po uruchomieniu w Windowsie naszym oczom ukazuje się menu wyboru instalacji oprogramowania. Wśród dostępnych opcji mamy wykonanie kopii zapasowej softu na dysku. Zrobiłem to… a następnie sformatowałem cały dysk, bo domyślny system plików FAT32 wg mnie należało zmienić na NTFS. Pozostałe z dostępnych do instalacji aplikacji to demówki do wykonywania kopii zapasowych systemu. Nie instalowałem tego (bo i po co skoro na Linuksie nie będą działały?
)
W komentarzach dotyczących dysku znalazłem info, że pojemność tak naprawdę wynosi 935GB. Jest to prawda. Otwory wentylacyjne znajdują się u góry, z dołu i z tyłu. Na reklamach dysk stoi pionowo, ja wolałem jednak położyć go płasko. Dysk pracuje bardzo cicho. W porównaniu z moim wysłużonym dyskiem wewnętrznym to absolutna cisza
Ubuntu nie ma żadnych problemów z odczytem i zapisem. U mnie prędkość zapisu wynosi ok 2,5–3.2 MB/s (stary, wysłużony Celeron 2.8 GHz + płyta główna Asus P4PE-X + dysk Szajsung ATA cholera wie jakiej prędkości
).
Stosując zasadę ograniczonego zaufania przez ok. miesiąc będę trzymał tam mało ważne rzeczy.
Na produkt mamy 2 lata gwarancji.
Póki co, mogę śmiało powiedzieć, że Tajlandczycy zrobili kawał dobrego sprzętu
Podobne wpisy:

One comment
Zastanawia mnie, czy narzędzia typu ‚hdparm’ albo ‚smartctl’ działają na nim bez żadnych problemów… W końcu to na USB.
I czy nie ma problemów z odczytaniem temperatury dysku, jaki jest transfer, itp.