Dzisiaj wpis typu „flaki z olejem”. Żądnych kolejnej dawki wiedzy programistycznej muszę odesłać niestety z kwitkiem.
Od 2 do 7 lutego byłem sobie w Warszawie. Wysłano mnie na szkolenia trenerskie w ramach Programu Rozwoju Bibliotek. Biblioteki wojewódzkie (a więc i Biblioteka Śląska) zobowiązały się do przeszkolenia bibliotekarzy z bibliotek regionu, które otrzymają sprzęt komputerowy (prezentacja tutaj). Będę miał przyjemność brać udział w szkoleniach tych osób.
Jeżeli ktoś nie za bardzo wie o co chodzi to wyjaśniam kąśliwie w skrócie: Fundacja Melindy i Billa Gatesa dysponująca ułamkiem sumy „skoszonej” od uzależnionej od Microsoftu polskiej administracji publicznej, „dobroczynnie” zdecydowała się podarować najbiedniejszym bibliotekom w Polsce sprzęt, oprogramowanie (Win 7 + Office 2007) i darmowy internet przez kilka lat. Dodatkowo, dla niepoznaki, szkolenia bibliotekarzy przeprowadzą trenerzy przeszkoleni w używaniu produktów Microsoftu (m.in. ja :-) ).
Warto by zastanowić się ile sprzętu dałoby się kupić za pieniądze wywalane na licencje za MS Windows i Office. W końcu utrwaliło się wszystkim, że sprzęt + oprogramowanie = PC + Windows. Mam rację?
Teraz przejdę do wrażeń z pobytu w Warszawie:
- Dworzec Centralny — sporo większy niż w Katowicach. W lepszym stanie technicznym (działające ruchome schody!), ale za to bardziej śmierdzący. No cóż, nie można mieć wszystkiego…
- Chodniki zdecydowanie słabiej odśnieżone niż w Katowicach. Czyżby Warszawiacy poruszali się wyłącznie samochodami?
- Liczba psich kup na metr chodnika w centrum może śmiało konkurować z liczbą w Katowicach (zwanych czasem „Kupowicami”).
- Muzeum Wojska Polskiego — old fashion muzeum. W każdym pomieszczeniu siedzący na stołeczkach cerberzy patrzący na każdy ruch zwiedzających. Najlepiej byłoby zamknąć muzeum, wtedy muzealnicy spokojnie mogliby czekać na koniec dniówki nieniepokojeni.
- Muzeum Powstania Warszawskiego — całkowite przeciwieństwo poprzedniego. Wszystkiego możesz dotknąć, posłuchać i zobaczyć parę filmów. Pomysł przyjścia tam w dzień wolny (niedziela) był całkowicie chybiony. Czułem się jak w supermarkecie: masa ludzi z dziećmi zbierającymi karteczki z datami.
Na koniec mam dla Was specjalny bonus z muzeum: MS Fail, czyli kolejny powód, dla którego Windows to system, któremu nie można zaufać.

Podobne wpisy:

O autorze